czwartek, 7 stycznia 2021

Julia Quinn - "Bridgertonowie. Mój książę"

 Autor: Julia Quinn 

Tytuł: Bridgertonowie. Mój książę

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Data wydania: 2021

Ilość stron: 480

Ocena: 8/10

Opis:

Czy może być większe wyzwanie dla ambitnych mam córek na wydaniu w Londynie roku 1813 niż książę kawaler?
Daphne Bridgerton jest urocza i inteligentna, z jakiegoś powodu jednak mężczyźni traktują ją tylko jako przyjaciółkę i nie widać wokół niej roju zalotników. Żaden z londyńskich amantów nie poprosił jeszcze o jej rękę, o czym Daphne skrycie od dawna marzy… Za to książę Hastings nie zamierza się rychło żenić, tyle że liczne panny na wydaniu (a zwłaszcza ich natrętne mamy) nie
ustają w próbach nakłonienia go do zmiany zdania.
Książę Simon proponuje więc Daphne niezwykle korzystną dla obu stron tajną umowę – on będzie udawał jej adoratora, dzięki czemu uwolni się od natrętek, a ona z pewnością zyska pretendentów do swojej ręki, skoro sam książę uznał ją za pożądaną partię…
Plan wydaje się niemal doskonały, pod warunkiem że oboje zachowają go w sekrecie. I faktycznie działa znakomicie – na początku… Kiedy pląsają z gracją po sali balowej, ona z rumieńcem na policzkach, on zaś wpatrzony w nią płomiennym spojrzeniem, trudno uwierzyć, że ich zaloty to tylko fikcja… Trudno, bo pośród pełnego blichtru, plotek i intryg świata elity Londynu jest tylko jedna stała rzecz: miłość, która złamie każde reguły…
Miłosne kłamstwa i prawdziwa namiętność w przesyconym subtelnym wdziękiem i humorem romansie współczesnej Jane Austen z pierwszych miejsc amerykańskich list bestsellerów.
SERIAL NA PODSTAWIE POWIEŚCI JUŻ DOSTĘPNY W SERWISIE NETFLIX!

Recenzja:

Jak mogłabym sobie odmówić tej pozycji? Nie dosyć, że od Julii Quinn - jednej z moich ulubionych pisarek (i najbardziej ulubionej pod kątem romansów historycznych), to jeszcze serial jest na Netflixie (sprawdziłam, na sto procent już jest!). No sami rozumiecie, najpierw musiałam przeczytać książkę, bo na ten serial też mam dużą chętkę, ale pewnie nadrobię go dopiero w lutym - jak już będę po wszystkich egzaminach, które teraz na studiach nieuchronnie się zbliżają. Wracając jednak do pozycji "Bridgertonowie. Mój książę" - była to świetna uczta dla moich zmysłów i bez wątpienia jeden z najlepszych romansów historycznych, jakie w ogóle kiedykolwiek czytałam. Ot, po prostu gorąco do czytania namawiam (i mam nadzieję, że serialu mi nie zepsują!).

Daphne ma siódemkę rodzeństwa - a sama jest pierwszą panną na wydaniu, bo reszta jej sióstr jest na to jeszcze zbyt młoda. Jej najstarszy brat, który jest zarazem głową rodziny, pozwolił jej odrzucić oświadczyny od kilku dżentelmenów, którzy starali się o jej rękę, ale prawda jest taka, że powoli wypadałoby już kogoś Daphne znaleźć. Szczególnie, że mama głównej bohaterki coraz bardziej naciska i robi wszystko, żeby znaleźć jej kogokolwiek, kto tylko będzie miał dobry status i dużo pieniędzy. 

Daphne jednak tego nie chce. Chciałaby być kochana i uwielbiana - wolałaby po prostu wyjść za mąż z powodu uczuć, a nie powinności rodzinnej. Chociaż główna bohaterka chciałaby już sobie kogoś znaleźć i zacząć rodzić dzieci, to jednak prawda jest taka, że nie bardzo widzi dla siebie odpowiedniego kandydata.

I właśnie wtedy pojawia się Simon - przyjaciel najstarszego brata Daphne, który nie dosyć, że ma odpowiedni tytuł i majątek, to jeszcze jest wybitnie dobrym matematykiem, astronomem i ogólnie wygląda bardzo, bardzo dobrze. Simon wpada na Daphne przez przypadek - na jednym z balu, na którym pojawił się dosłownie tylko na moment, żeby dostrzeżono, że w ogóle udziela się towarzysko. Główna bohaterka natomiast od razu wpada mu w oko - nie tylko ze względu na jej wygląd, ale bardziej ze względu na poczucie humoru i intelekt. 

Simon szybko proponuje Daphne pewien układ - on będzie udawał, że stara się o jej rękę, co sprawi, że nikt nie będzie próbował swatać ich z nikim innym. A później? Cóż, w końcu Daphne, kiedy rozeszłoby się po mieście, że przestała spotykać się z samym księciem, to miałaby wielu kandydatów po jej rękę - bo w końcu wyszłaby z cienia i wzbudziłaby powszechną sensację w stylu: "coś musiała w sobie mieć, skoro spotykała się z księciem!". Simon natomiast po prostu nie chce założyć rodziny - więc ten układ dałby mu spokój na pewien czas.

Tyle, że w pewnym momencie wszystko się komplikuje...

"Bridgertonowie. Mój książę" to świetny romans historyczny, który ma świetnych bohaterów (polubiłam całą rodzinkę Daphne, liczę na książki dotyczące jej rodzeństwa i ich losów!). Do tego wszystkiego fabuła też jest fantastyczna - cały czas się coś dzieje, czytelnik nie jest w stanie się nudzić. Dodam też, że jak na czasy dziewiętnastego wieku, to dzieje się tam sporo oryginalnych rzeczy, o których zwykle autorzy romansów historycznych nie wspominają. Julia Quinn pokazała jednak klasę i pomysłowość!

No, skoro wspomniałam już o autorce, to muszę też napisać, że jej książki są po prostu na najwyższym poziomie. Napisane tak, że czytelnik w nie wsiąka i nie jest w stanie zająć się niczym innym. Mimo że "Bridgertonowie. Mój książę" to spora cegiełka, to ja przeczytałam ją w jedno popołudnie - bo nie byłam w stanie przestać czytać. Pożerałam tę książkę wzrokiem i wcale się tego nie wstydzę!

Dodatkowym plusem jest też epilog po epilogu... czyli dalsze losy pary po "żyli długo i szczęśliwie". Miło było zobaczyć Daphne i Simona jako dorosłych, dojrzałych już ludzi, którzy mają praktycznie dorosłe już dzieci. I nie powiem - Julia Quinn zakończyła tę książkę tak, że szczękę zbierałam z podłogi. Bo tego się naprawdę nie spodziewałam!

Podsumowując: najlepszy romans historyczny ostatnich miesięcy to właśnie "Bridgertonowie. Mój książę". Myślę, że może on walczyć w moim rankingu co najmniej o jedną z najlepszych książek stycznia tego roku. Myślę, że wielu z Was także się ta pozycja spodoba. Dajcie jej szansę! Naprawdę warto!

Pamiętajcie też, że najpierw książka, potem serial!!!

10 komentarzy:

  1. Czyli jednak muszę przypomnieć sobie i przeczytać jeszcze raz. Nie wiedziałam, że drugi epilog jest, strasznie jestem ciekawa co tam napisałam autorką.
    Romanse historyczne Julii Quinn są cudowne, jedne z moich ulubionych. Są pełne emocji, ale mają również momenty gdzie da się pośmiać. Bohaterowie są nietuzinkowi, moja swoje charaktery, nie dają sobą sterować. Co tu dużo pisać uwielbiam książki tej autorki

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie są to moje klimaty. Tym razem muszę sobie ją odpuścić.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książki spod pióra Julii Quinn są moimi ulubionymi romansami historycznymi, mam na koncie ich sporo nawet znalazła się wśród nich 7 część Bridgertonów (jakoś tak wyszło). "Mój książę" lekka, zabawna książka z którą nie będziemy się nudzić, pisarka zawsze zapewni nam dramatyzm (dzięki któremu akcja jest odświeżająca), są ukrywane sekrety oraz niełatwa przeszłość a bohaterowie są dobrze wykreowani. Na liście do przeczytania i obejrzenia (w tej kolejności).

    OdpowiedzUsuń
  4. Dawniej często czytałam romanse historyczne. Teraz mniej, ale po tej rekomendacji wpisuję "Mojego księcia" na swoją listę.

    OdpowiedzUsuń
  5. No dobrze, stoję trochę w kropce, bo nie mogę otwrcie powiedzieć, że nienawidzę romansów historycznych, skoro te od Jane Austen istnie kocham. Mogę chyba oznajmić i nikogo to nie zdziwi, że nie lubię "dzisiejszych" romansów historycznych, tego, jak autorzy nie przykładają się do ich pisania (i to delikatnie rzecz ujmując), na kolanie, schematycznie, bez polotu i pomysłu, ot tak, aby było. W ogóle powieści historyczne pisane dzisiaj to jakaś farsa...
    Wcześniejszych książek Julii Quinn nie czytałam, więc nie za bardzo wiem, z czym mam do czynienia i na co bym się pisała, pomimo pewnego uwielbienia jej recenzentki ;) Jeśli chodzi o fabułę, jest ona bardzo schematyczna (kiedy to pisałam? Bogaty przystojniak, układ/ zakład, seks, ślub itd.). Tutaj przynajmniej mamy jeszcze historię po "długo i szczęśliwie", co rozumiem, że nie było aż tak kolorowe, bo na razie lepki cukierkowy róż aż razi... Ale jak wspominałam - nie znam tej autorki, nie mam pojęcia, jak to wyjdzie. Na razie wydaje się wszystko piękne, skoro nawet Netflix zainteresował się tą, a nie inną pozycją do jej sfilmowania. To rzecztwiście dobrze wróży.

    OdpowiedzUsuń
  6. Lubię romanse historyczne. Ta miłość zrodziła się dawno temu, gdy w moich rękach znalazło się "Przeminęło z wiatrem", potem "Duma i uprzedzenie", a za nią "Rozważna i romantyczna". To one wyznaczają dla mnie wszystkie cechy gatunkowe romansu historycznego.Miłość, intryga, zazdrość - tutaj one pachną prawdziwie, mocno i aromatycznie. Dobrze zarysowane tło historyczne, obyczajowe i społeczne. Tam wszystko jest wiarygodne, tak wiarygodne, że ma się wrażenie, że jest się jednym z bohaterów.
    Współczesne romanse może i są takimi, ale brakuje im tej iskry, tego czegoś, dzięki czemu książkę czyta się jednym tchem i to z wypiekami na twarzy. Myślę, że trudno pisać, o czymś, czego się nie doświadczyło na własnej skórze. Margaret Mitchell, a już tym bardziej Jane Austen, miały okazję te czasy przeżyć na własnej skórze lub poznać je z opowiadań tych, którzy tej skóry owym wydarzeniom nadstawiali. Dzięki temu "piszą z pazurem", jakiego brakuje współczesnym autorom romansów, także Julii Quinn.
    Czytałam kilka książek tej autorki. Są romansami, są osadzone w konkretnej dziejowej historii, ale mimo wszystko czegoś im brak. Kiedy zamykam książkę, już o niej zapominam. A o krewkiej Scarlett O'Harze czy o oczach Rhetta Butlera trudno zapomnieć, prawda?
    Aleksandra Miczek

    OdpowiedzUsuń
  7. Przeczytana, jak i pozostałe dotyczące rodziny Bridgertonów. Czekałam niecierpliwie na serial. Książka oczywiście jest książką, ale serial, jak na razie (dopiero obejrzałam połowę) jest niezły. Ciekawe, czy będą kolejne sezony, chodzą niepotwierdzone plotki, że tak.

    OdpowiedzUsuń
  8. Z tej serii jest osiem tomów ☺ Mój książe to po prostu wznowienie w serialowej okładce. Mam nadzieję, że Zysk wznowi wszystkie tomy ! 😁 Wcześniej wydawnictwo Amber je wydawało w tej swojej serii romansów historycznych. Otrzymałam od wydawnictwa Zysk do recenzji egzemplarz ❤ będę niedługo czytała 😍 I moja mama z przyjemnością przeczyta, kocha romanse historyczne 😍

    OdpowiedzUsuń
  9. Przyznam, że gdy serial pojawił się na platformie Netflix, obejrzałam całość w dwa dni, byłam i wciąż jestem pod sporym wrażeniem produkcji, która mi się naprawdę spodobała. A nie ukrywam, w oko wpadły mi również suknie pań, tło akcji, czasy regencji, w których funkcjonują nasi bohaterowie. Coś na kształt balu debiutantek, oficjalnej prezentacji młodych panien na wydaniu, które muszą dygnąć przed królową. Daphne Bridgerton to najstarsza z córek Bridgerton (pierwsza na wydaniu), a ma jeszcze 3 starszych braci i 4 młodszego rodzeństwa (3 siostry i 1 brata), a imiona każdego z rodzeństwo idą alfabetycznie w kolejności ich narodzin. Dziewczyna wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia, chciałaby wyjść za mąż z miłości i zostać matką. Simon, książę Hastings natomiast nie planuje wziąć ślubu, aby nie przedłużać rodu, w ten sposób wypełniając obietnicę, którą złożył na łożu śmierci ojcu, któremu chciał zrobić na złość. Okej odkąd obejrzałam serial, nieustannie poszukuje w księgarniach książek z serii Bridgertonowie, autorstwa pani Juli Quinn, niestety biorąc pod uwagę, to kiedy wydano je, jest ciężko, chociaż też mam nadzieję, że w związku z sukcesem produkcji na Netflixie, któreś z wydawnictw pokusi się o reedycję publikacji, a co za tym idzie, będę mogła ją przeczytać, tj. przeczytać wszystkie części, na co z utęsknieniem czekam, i co innym polecam.

    OdpowiedzUsuń
  10. co do epilogu usilnie szukam Bridgerton: Hapily Ever After po polsku, ale mam straszny problem czy udało Ci się dostać go gdzieś po polsku czy czytałaś w oryginale? tylko ta część została mi do przeczytania - kupiłam nawet ebooka po angielsku, ale jednak nie jest to książka napisana we wspołczesny angielskim i strasznie ciężko mi się ją czyta :(

    OdpowiedzUsuń