sobota, 8 stycznia 2022

Kennedy Ryan - "Twórczyni królów"

Autor: Kennedy Ryan

Tytuł: Twórczyni królów

Wydawnictwo: Papierówka

Data wydania: 2021

Ilość stron: 416

Ocena: 7,5/10

Opis:

Urodzony, by rządzić. Wychowany, by dominować. Karmiony bezwzględnością i ambicjami.

W świecie, w którym liczą się zyski, moja rodzina posiada dosłownie wszystko, lecz ja nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Skłócony z ojcem podążam własną drogą, przez co staję się czarną owcą. Jestem zdeterminowany, by stworzyć własne imperium. Mam swoje zasady, ale Lennix Hunter stanowi wyjątek od każdej z nich. Od chwili naszego spotkania coś iskrzy między nami. Problem w tym, że moja rodzina okradała jej rodzinę, a mój ojciec jest człowiekiem, którego Lennix nienawidzi najbardziej na świecie. Kłamałem, żeby ją zdobyć, i zrobiłbym wszystko, aby ją zatrzymać. A choć ona próbuje ode mnie uciec, nie potrafi zignorować nieubłaganego magnetyzmu, który nas do siebie przyciąga.

Recenzja:

Mówiąc szczerze, po tym tytule mogłam się albo spodziewać historii o mafii, albo o księżniczce - a dostałam coś, co było dużo bardziej "wow"! Bo w końcu całą tą twórczynią królów jest Lennix - dziewczyna, która podchodzi z plemienia Apaczów i która uwielbia swoją tradycję i kulturę, co też jest w tej książce fajnie przedstawione - nawet bardzo fajnie, śmiałabym rzec. Także jak chcecie poczytać coś innego niż zawsze - to "Twórczyni królów" się poleca! 

Maxim pochodzi z rodziny, która od pokoleń zajmuje się wydobyciem i sprzedażą ropy naftowej. On sam chce iść własną ścieżką - bo chociaż kocha swojego ojca, uważa, że teraz wszyscy powinni zająć się produkcją odnawialnych źródeł energii. Jego ojciec jednak nie ustępuje - chce pokazać swojemu synowi, że są oni właściwie tacy sami - i zabiera go na protest, który zamierza przerwać. 

Pech chciał, że to protest w obronie ziem, które należały do przodków plemienia Apaczów - a oni po prostu nie chcieli, żeby ktoś zatruł ich wodę. Do tego wszystkiego zależało im na tym, żeby przodkowie, którzy zostali pochowani na tych terenach, po prostu mieli święty spokój, a nie budowany rurociąg w okolicy ich miejsca spoczynku. Jedną z protestujących jest siedemnastoletnia Lennix - która wygłasza tak potężne przemówienie, że porusza ono także Maxima, który dołącza do protestu w sposób bardzo spontaniczny - przeciwstawiając się jednocześnie swojemu ojcu.

Lennix i Maxim trafiają do aresztu, gdzie poznają się ciut bliżej - tyle, że chłopak nie ujawnia prawdy na temat swojego pochodzenia, ani na temat tego, co on tu właściwie robił (albo raczej - czego chciał od niego jego ojciec). Zamiast tego udaje kogoś, kim nie jest, co odwróci się przeciwko niemu kilka lat później, po tym, jak będzie w Amsterdamie...

"Twórczyni królów" nie opiera się wyłącznie o historię plemienia Apaczów, ale tak czy siak jest to przyjemny dodatek. Do tego wszystkiego motyw zemsty, motyw miłości, motyw przyjaźni, a nawet w pewnym momencie wątek hate-love. Mieszkanka wybuchowa? No, nawet tak, bo książkę czytało mi się naprawdę dobrze. I jestem w stanie z czystym sercem ją polecić.

Kennedy Ryan znałam już z jej innych książek - ona nigdy nie porusza lekkich tematów w sumie, zawsze łączy te lekkie i przyjemne z tymi mocniejszymi i trudnymi. Dzięki temu jej powieści często są szokujące - ale także zapadają w pamięć.

No i ogólnie jej książki są dobrze napisane - co tu dużo ukrywać. Bohaterowie są stworzeni tak, że nie ma się właściwie do czego przyczepić - są charakterni i realistyczni. Do tego wszystkiego opisy na poziomie i fantastyczne dialogi, które czasem potrafią rozbawić, a czasem mogą wywołać rumieńce. Według mnie akurat poziom napisania "Twórczyni królów" jest naprawdę wysoki - i ja właściwie nie miałam się do czego przyczepić.

Powieść ta jest małą cegiełką, ma ponad czterysta stron - ale oprócz tego ma fajną narrację (zmienia się z Lennix na Maxima), a także całkiem przyjemną dla oka okładkę. Także jakbym miała powiedzieć, co tu jest najsłabszą stroną - powiedziałabym, że chyba opis, który mnie osobiście odrobinkę oszukał - bo wolałabym ciut inną jego wersję, żeby dokładnie wiedzieć, co w "Twórczyni królów" tak naprawdę się znajduje.

Podsumowując: polecam, po prostu gorąco polecam! To zdecydowanie coś bardziej odżywczego i odświeżającego, po co zwykle się nie sięga - bo mało jest tego typu pozycji tak dobrze napisanych. 

9 komentarzy:

  1. Opis trochę nijaki a po recenzji przeczuwam, że będzie to świetna opowieść. "Twórczyni królów" na pewno do banalnych romansów chyba się nie zalicza, pisarka zaskoczy czytelnika aktualnymi tematami oraz informacjami dotyczących kulturą Indian (dla mnie to będzie coś nowego). Dodać 'motyw zemsty, motyw miłości, motyw przyjaźni, a nawet w pewnym momencie wątek hate-love' istny rollercoaster. Ja się piszę na tą przejazd.

    OdpowiedzUsuń
  2. Po tytule ja sądziłam, że chodzi o jakąś królową rozpłodową, jak u mrówek czy pszczół... Bardzo rozbudowana pozycja, ale nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wow, po tytule i okladce bym powiedziała, że to kolejny romans jakich wiele. Calu czas nie rozumiem czemu robione są takie okladki, kogo to ma zachęcać. Tyle o okladce.
    Juz sam opis mi się spodobał. Do tego w waszej recenzji wyłapałam, że jest tam relacja love hate, które ja po prostu uwielbiam w romansach, to już wielki plus. Do tego ci Apaczowie. To brzmi ciekawie. Ja chętnie się przekonam czy to lektira dla mnie, zwlaszcza że nic autorki jeszcze nie czytalam. Od czegoś trzeba zacząć. Dziękuję za recenzję i polecenie kolejnej ciekawej książki

    OdpowiedzUsuń
  4. Renata Kozłowska10 stycznia 2022 13:26

    Opis trochę wprowadza w błąd ale recenzja mnie zaciekawiła. Wydaje mi się, że warto dać szansę tej książce tym bardziej że miałam już okazję czytać książki tej autorki. Zapisuję więc na listę do przeczytania.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywiście opis sugeruje coś innego niż to co piszesz w recenzji i powiem szczerze że dopiero czytając recenzje zaciekawiłam się sam opis nie był dla mnie przekonywujący. Z chęcią teraz dopisze do listy

    OdpowiedzUsuń
  6. Gdybym sugerowała się jedynie tytułem to raczej nie zwróciłabym uwagi na tę książkę. Recenzja za to sprawiła,że nie tylko zaintrygowałam się fabułą powieści,ale postanowiłam ją czym pręczej zgłębić. Mam nadzieję,że będzie to książka,która na długo zapadnie w pamięci.

    OdpowiedzUsuń
  7. Patrząc na ten tytuł od razu na myśl przyszła mi powieść Philippy Gregory "Córka Twórcy Królów" 😅 Przez to podobieństwo w tytułach 😁 A książka nie wiem czy dla mnie, ja nie przepadam za taką literaturą.

    OdpowiedzUsuń
  8. W sumie nie wiem co powiedzieć o tej książce, jakoś mam wrażenie, że znów mam uczucie, jakbym czytała coś podobnego. Ciężko wyrazić swą opinię w tym przypadku. Nie sądzę, abym do książki wracała, jeżeli już przeczytam ją jednorazowo.

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka ciekawa,taką inna,świeża. I środek,jak się okazuje po recenzji ,też inny,świeży,bardzo mało ostatnio w książkach spotykany,co sprawia,że dzięki recenzji bardzo tą książka mnie zaciekawiła i chętnie ją poznam,jak tylko czas i finanse pozwolą🙂Wpisuje ją na listę tych pozycji,które są na książkowym zapomnieniu,wygnięciu i trzeba je przeczytać.....jak najszybciej 😍🙂😉Bardzo dziękujemy za wspaniałą recenzję tej świetnej książki 😘B.B

    OdpowiedzUsuń