Autor: Lauren Roberts
Tytuł: Bezsilna Tom 1
Wydawnictwo: Uroboros [współpraca reklamowa z Woblink]
Data wydania: 2024
Ilość stron: 608
Narracja: pierwszoosobowa (dwie perspektywy)
Gatunek: romantasy
Ocena: 6/10
Opis:
W świecie rządzonym przez obdarzonych mocami Elitarnych Zwyczajna dziewczyna ze slumsów staje przed wyzwaniem, jak przetrwać.
W królestwie Ilyii Zwyczajni skazani są na banicję lub śmierć. Ich niedobitki ściga Kai, brat następcy tronu, od dziecka szkolony na Egzekutora. W czasie jednej z takich akcji z nieoczekiwanej opresji ratuje go Paedyn, bezdomna dziewczyna bez mocy. W ten sposób ze środowiska ulicznych złodziejaszków Paedyn trafia na organizowany przez króla Turniej, w którym biorą udział wybitni Elitarni. W trakcie morderczych rozgrywek trudnością okaże się nie tylko, jak przeżyć, lecz także – jak odnaleźć się w relacji z księciem. I z jego bratem, budzącym w niej emocje, wobec których czuje się bezsilna…
Opowieść o prawdziwej sile i uczuciu, rodzącym się w zupełnie niespodziewanych okolicznościach.
Recenzja:
Dzięki korzystaniu z aplikacji Woblink mam okazję nadrabiać czytanie tytułów, po które nie miałam okazji wcześniej sięgnąć - a z jakiegoś powodu mnie one ciekawią. "Bezsilna Tom 1" to intrygujący przypadek - bo słyszałam na jej temat dużo skrajności i sama chciałam zweryfikować, jak mi się to podoba. W pełni zgadzam się z tym, że pomysł to zlepek "Czerwonej Królowej" i "Igrzysk Śmierci" (pewne sceny, koncepcje i kreacja bohaterów są praktycznie jeden do jednego). Niemniej jednak sposób napisania i te własne dodatki od Lauren Roberts sprawiły, że w sumie całkiem dobrze się to czyta - a jak ktoś nie zna pozycji, na których to jest wzorowane, to pewnie oceniłby to w ogóle jako hit, po którym można zbierać szczękę z podłogi. Znane są jednak daty wydania - i niestety - w tej kwestii widać, że to Lauren Roberts musiała się inspirować.
Co ciekawe, na samym końcu Lauren Roberts, w podziękowaniach, dziękuje Bogu za to, że dał jej talent do pisania. Cóż, można powiedzieć, że inspiracji tak do końca od niego definitywnie nie dostała, skoro musiała posiłkować się innymi dziełami - ale rzucam to raczej w ramach takiego żarciku. Wychodzę z założenia, że i tak już wszystkie motywy były przedstawiane w różnych kombinacjach, więc każdy czymś w mniejszym lub większym stopniu się inspirował. Oczywiście lepiej, jak tworzy się coś bardziej samodzielnie, ale mimo wszystko "Bezsilna Tom 1" w niektórych aspektach jest jednak lepsza od "Czerwonej Królowej" - bo trudno powiedzieć, że mogłaby dorównać "Igrzyskom Śmierci".
Paedyn udaje, że ma magiczne moce, chociaż tak naprawdę jest Zwyczajną - i gdyby ktokolwiek się o tym dowiedział, zginęłaby natychmiast. Dla ludzi obdarzonych mocami Zwyczajni stanowią nie tyle oznakę słabości, co powód do lęku - bo król podczas Zarazy ogłosił, że kontakt ze Zwyczajnymi osłabia moce, a nawet je odbiera. Od tego czasu zaczęła się swego rodzaju czystka - a większość Zwyczajnych musiała osiedlić się w innych miejscach. Tyle, że nie wszyscy - i wielu z nich dalej się ukrywa, czasem nawet praktycznie na widoku...
Kiedy obrabowuje księcia, który pojawia się w dzielnicy slumsów, a później ratuje jego życie (bo atakuje go jakiś bandzior), Paedyn nie wie jeszcze, że stanie się Srebrną Sensacją - i że właśnie z tego powodu wyślą ją na turniej, który przetrwać mogą tylko najsilniejszy w oparciu o swoje magiczne zdolności...
Nie będę spojlerować za dużo, oprócz tego, że "Bezsilna Tom 1" to opowieść o tym, jaka to Paedyn mimo wszystko jest cool - i co to ona nie potrafi - bo chociaż żaden z książąt nie poznaje jej jakoś wybitnie bliżej, od samego początku obu ich do niej ciągnie i padają nawet takie teksty, że się przy niej zmieniają i w ogóle. Jedyne co różni naszą główną bohaterkę od większości postaci, to pewna nadmierna brawura i impulsywność - bo jak nazywa księcia "dupkiem", a on jest szczęśliwy, bo to takie orzeźwiające, że ktoś mówi przy nim szczerze...
"Bezsilna Tom 1" to przeciętna książka - i trochę mnie kusi, by sięgnąć po kontynuację, żeby dowiedzieć się, co tam się dalej wydarzy - i na ile będzie to coś innego, wymyślonego bardziej przez Lauren Roberts - ale muszę chyba chociaż chwilę odetchnąć od tego świata skrajności. Tam każdy jest zły, dobry, ma określoną stronę - i nie ma nic pomiędzy. Tak zresztą też przedstawiono uczucia - pełne zauroczenie, bez jakichś głębszych rozmów: bo poznanie kogoś poprzez pytanie o ulubiony kolor lub owoc... Cóż, ja bym na tym nie budowała jakichś większych marzeń o stabilnym związku.
Zakończenie ciekawe - i odbiegające trochę w tym wszystkim od "Czerwonej Królowej" - dlatego jestem ciekawa co tam jeszcze autorka wymyśli, ale no, muszę przez pewien czas się zdystansować od tego uniwersum. Jak będę już gotowa wrócić, na pewno przeczytam na Woblink - bo chociaż papierowe wydanie jest zachwycające (patrzcie na te barwione brzegi!), to jednak wolałabym kolekcjonować w papierze książki, które wbijają mnie w fotel - mam za mało miejsca, by teraz kupować już wszystko w papierze i ryzykować, że może mi się spodoba...
Podsumowując: "Bezsilna Tom 1" nie jest totalnie zła, ale w wielu miejscach przeciętna i oklepana. Mimo wszystko przy czytaniu można bawić się całkiem nieźle - i nie jest tak, że znając "Czerwoną Królową" i "Igrzyska Śmierci" zna się wszystkie plot twisty, które wymyśliła Lauren Roberts - więc polecam samemu się dowiedzieć, czym te pozycje się od siebie różnią.

Cała serię mam na polce, wiec kiedys nadrobię 😁
OdpowiedzUsuńNie czytałam tej serii.
OdpowiedzUsuńNooo, spodobało mi się sformułowanie stawiające sprawę jasno - lepsza od "Czerwonej królowej" - co zresztą nie jest takie trudne, bo ta seria była tak beznadziejna, że łatwo ją prześcignąć. I teraz rozumiem, skąd porównanie do "Igrzysk śmierci" - jest tam znowu turniej, choć jak to teraz widzę, wręcz wszędzie się on pojawia... Ale bardzo dziękuję za to, że podkreślono to, że im nie dorównuje ♥️ serio, ale przy takiej rzeszy książek typu kopiuj-wklej, "Igrzyska śmierci" są wciąż oryginalne, jeśli chodzi o pomysł i przedstawienie, co wciąż mnie dziwi, bo przecież jest teraz wielkie bum na tego typu postapo. Ale zawsze jest zwiększona dawka wątku romansowego, gdzie w "Igrzyskach śmierci" to nie jest wątek wiodący, by rozwijać go na 800 stron. Ehm, a w "Czerwonej królowej" przecież właśnie to się dzieje, kosztem świata przedstawionego (który jest ciekawy, ale zarysowany na ile stron, chyba jakieś 10, dlatego nikt nie kojarzy, że to postapo).
OdpowiedzUsuńCo do tej książki... No ja nie znajduję tam nic ciekawego. Masochistyczny książę szukający mezaliansu? No bylo. Turniej tym bardziej. Podział ludzi na dwie rasy, lepszą i gorszą - to od Wellsa już toczymy ("Wehikuł czasu" głównie). Także... Nie wiem, czego ja bym tam mogła szukać.
PS a z tytułów pewnie będzie odwołanie do kolejnej serii, "Zbuntowanej". Może o to chodziło autorce, by pozbierać pomysły ze wszystkich w jakiś sposób cenionych serii.
Jak przeczytałam, że "Bezsilna Tom 1" opiera się na dość „sprawdzonych" motywach takich jak w „Czerwonej Królowej” czy w "Igrzyskach Śmierci" zbudziła moje zaciekawienie. Może jak bym była parę lat młodsza to bym może zapoznała się z tą lekrurą, lecz teraz podziękuję.
OdpowiedzUsuńNie znam tej serii i na razie nie mam jej w planach
OdpowiedzUsuń