Autor: AT. Michalak
Tytuł: Podpisz, że mnie pragniesz. Niegrzeczna Kolekcja
Wydawnictwo: Niegrzeczne Książki [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 128
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romans
Ocena: 2,5/10
Opis:
Potrzebował idealnej partnerki. Nie planował, że zacznie jej pragnąć.
Selena Moreau ma sześćdziesiąt dni, by uratować swoją przyszłość w Stanach Zjednoczonych. Gdy traci pracę, pieniądze i stabilizację, odpowiada na ogłoszenie, które brzmi jak początek wyjątkowo ryzykownego układu.
Ryan Vale jest wpływowym biznesmenem, który potrzebuje partnerki na pokaz, by dopiąć najważniejszą fuzję w swojej karierze. Kontrakt wydaje się prosty: pełna dyskrecja, perfekcyjna gra i zero uczuć.
Problem w tym, że już od pierwszego spotkania pojawia się między nimi napięcie, którego nie sposób zignorować. Luksusowy wyjazd na Karaiby, wspólne łóżko i coraz śmielsze prowokacje szybko zacierają granicę między grą a prawdziwymi emocjami. Wkrótce oboje odkrywają, że to nie kontrakt jest największym ryzykiem, lecz pożądanie, nad którym coraz trudniej im zapanować.
Recenzja:
Teraz weszła u Niegrzecznych Książek fajna kolekcja - Niegrzeczna Kolekcja - która prezentuje krótkie formy. Są takie trzy tytuły, które wydali w papierze i cóż tu dodać: każdy z nich ma trochę ponad sto stron, ale to i tak pozwala na całkiem sporo, jeśli chodzi o rozwój akcji. Lubię krótkie formy, dlatego mega zapaliłam się do tego, żeby je przeczytać i zrecenzować: szczególnie, że zwykle takie opowiadania/nowelki są prezentowane tylko w formie ebooków lub audiobooków i nie da się ich dostać w papierowych wersjach...
Już tłumaczę, dlaczego akurat "Podpisz, że mnie pragniesz. Niegrzeczna Kolekcja" dostało taką, a nie inną ocenę...
Selena ma dwadzieścia pięć lat, dostała wizę pracowniczą i przez jakiś czas świetnie radziła sobie, jako kuratorka sztuki. Tyle, że praktycznie z dnia na dzień właściciel zamknął biznes, a ona została postawiona przed dwoma informacjami: nie ma z czego zapłacić czynszu za mieszkanie oraz że za dwa miesiące będzie musiała wrócić do Wenezueli, jeśli tylko nie znajdzie w międzyczasie innego zajęcia.
Tyle, że już wkrótce Selena dostaje robotę - pod przykrywką bycia konsultantką związaną z dziełami sztuki (na umowie) ma udawać partnerkę życiową piętnaście lat starszego faceta, który potrzebuje pokazać, że jest w stabilnym związku. Od razu ciśnie się na usta: dlaczego ktoś miałby tak postępować w XXI wieku? Otóż Ryan Vale to bogaty facet, który chce być jeszcze bogatszy - i zrobi to, gdy podpisze pewną fuzję w sprawie kurortu - a gość, z którym ma podpisać umowę, jest osobą, która docenia wartości rodzinne i uważa, że bycie w związku jest gwarantem, że można być także dobrym partnerem biznesowym.
No więc Selena i Ryan lecą sobie na te kilka dni, żeby na jachcie omówić pewne plany dotyczące fuzji i być może podpisać już umowę... Tyle, że nic nie idzie zgodnie z przewidywaniami, a te "wartości rodzinne", które tak cenił ów Victor, nie do końca chyba sam przestrzegał...
Bez większych spojlerów (chociaż czym dalej, tym większa ilość nieścisłości logicznych, brak sensu i dziury fabularne): nie umiem uwierzyć, że ktoś jest w stanie zaryzykować cały swój majątek (i to bardzo duży) dla znajomości, która trwa jakieś cztery dni, gdzie właściwie nie przeprowadziło się z tą osobą żadnej dłuższej i poważniejszej rozmowy, która pozwoliłaby na to, by w ogóle czuli do siebie coś więcej niż przyciąganie i pożądanie...
Jako wisienką na torcie dodam, że zakończenie (rok później) trwa objętościowo mniej niż opis robienia zakupów (ubrania) i totalnie daje taki vibe w stylu: po prostu trzeba to już było jakoś domknąć, więc dopychałam rękami i nogami, żeby jakoś był ten happy end na fundamentach z piasku.
Też jeszcze jedna ciekawostka - Selena używa hiszpańskiego. I zamiast gwiazdek z tłumaczeniem na dole, mamy zestawienie tych słów, a dziewczyna najczęściej używa ich sama dla siebie, w takich dyskusjach sama ze sobą, więc wygląda to mniej więcej tak, jakby je gratis dla siebie tłumaczyła. Nie miało to większego sensu, wydaje mi się, że nawet niektóre lepiej by było zostawić tylko po hiszpańsku, bo nawet nie znając języka, można było się domyślić tłumaczenia "Matko boska!".
"Podpisz, że mnie pragniesz. Niegrzeczna Kolekcja" to po prostu telenowela. Może gdyby był to dłuższy format, to autorka tak by się nie spieszyła i zrobiła z tego coś, co ma więcej sensu... Tu przede wszystkim zawiodło to, jak szybko pojawia się miłość i jakie ryzyko można podjąć dla osoby, której się po prostu wcale nie zna...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz