wtorek, 29 września 2026

Natalia Muniowska - "Valland. Przeklęta krew"

 

Autor: Natalia Muniowska

Tytuł: Valland. Przeklęta krew

Wydawnictwo: BeYA [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2026

Ilość stron: 392

Narracja:

Gatunek: young adult

Ocena: 3,5/10


Opis:

Obowiązek ponad miłością, a może miłość ponad obowiązkiem?

Młody książę Alecsey, przyszły władca królestwa Valland, ceni własną niezależność i lubi się bawić. Wcale go nie cieszy perspektywa poślubienia nieznajomej księżniczki z sąsiedniego kraju. Niestety, tego właśnie życzy sobie jego ojciec, despotyczny król Caldwell.

Księżniczka Leanne z Artonn patrzy na świat trzeźwo i gotowa jest spełnić swoją powinność. Jej zagrożony zbrojnym najazdem kraj może uratować jedynie sojusz z silniejszym Vallandem. Sojusz przypieczętowany małżeństwem z dziedzicem sąsiedniego królestwa.

Alecsey i Leanne, choć się nie kochają, zamierzają wypełnić wolę rodziców.

Tylko czy ich młode serca i umysły oprą się pokusie wolności?

I co wspólnie odkryją w cieniu korony?

Książka dla czytelników powyżej szesnastego roku życia.

 

Recenzja:

Na sam start powiem, że Natalia Muniowska jest osobą, którą obserwuję w social mediach i aktywnie kibicuję jej w dalszej drodze pisarskiej - bo jest ona nietypowym przypadkiem. Zaraz powiem Wam, co jest według mnie plusem, a co minusem tej książki - natomiast mam już świadomość, że jest sporo zasobów, które mogą sprawić, że następna pozycja będzie przeze mnie lepiej oceniona.

Przede wszystkim warto zwrócić uwagę, że nie ma dziur fabularnych. Wszystko jest sensowne, logiczne, nic nie kuleje - a to jest zawsze najtrudniejsze wyzwanie przed pisarzem. Autorce udało się to zrobić w taki sposób, że czytelnik ma wrażenie, jakby czytał dobrze skonstruowaną fabułę... której brakuje dobrego oddania w kwestii emocji. Sporo czytam i mam wrażenie, że to częsty problem debiutów: że pomijane są sfery monologów wewnętrznych, większego przyłożenia się do tego, by skupić się na detalach, dzięki którym te emocje i uczucia będą bardziej prawdopodobne.

Brakowało mi tego, żeby lepiej wiedzieć, czym kierują się bohaterzy, co ich motywuje do działania, co ich boli, co ich smuci... Nawet opis żałoby nie wywołał we mnie jakichkolwiek emocji, a tym bardziej łez. Co mi z tego, że to w sumie jedna z najbardziej dramatycznych scen w tej pozycji była, skoro spłynęło to po mnie jak po kaczce? Jest to więc przede wszystkim kwestia tego, by właśnie nad tym aspektem pracować: by ożywić trochę te sceny, ubarwić je i poświęcić więcej czasu na to, by postacie mogły kochać, śmiać się, bać, cierpieć - bo to tworzy ich bardziej realnymi.

Jak jeszcze w kwestii głównego bohatera nie było tak źle - i w sumie fajny wątek wyszedł później z chęcią odkrywania samego siebie, definiowania swoich potrzeb i osób, które nas wspierają, tak przeznaczona mu kobieta (bo planowane jest aranżowane małżeństwo z księżniczką z innych ziem) wydaje się tylko i wyłącznie przez całą fabułę zimna i opryskliwa, w żaden sposób nie zjednuje sympatii. Nawet scena na zakończenie, w której nasza główna bohaterka bierze udział nie powodowała we mnie takiego szoku, jak powinna - bo znowu: fabuła jest wymyślona super, ale brakuje oddania tych emocji w taki sposób, by wbić czytelnika w fotel.

Myślę jednak sobie, że "Valland. Przeklęta krew" jest przewrotną książką - bo jak wspomniałam, zwykle najtrudniej wymyślić dobrą fabułę. Tutaj ona jest, tylko zawiódł jeszcze warsztat pisarski, który pewnie u Natalii Muniowskiej może wyrobić się z czasem. Może się okazać, że jej kolejną historię dosłownie pokocham, bo już ta sfera oddania emocji będzie dużo lepsza.

Nie wiem czy kiedykolwiek mi się zdarzyło pisać taką recenzję - gdzie jakby naprawdę wiele rzeczy zagrało, ale sposób napisania sprawia, że nie płynie się przez fabułę, że nie docenia się dynamiki akcji i niektórych niuansów. Trudno mi też było ocenić tę książkę, ale zdecydowałam się dać jej trzy i pół gwiazdki na dziesięć - bo mimo wszystko muszę wziąć pod uwagę to, jak oceniam ją na swojej subiektywnej skali debiutów, po które sięgam.

"Valland. Przeklęta krew" jest wydana pięknie - mogłabym powiedzieć, że po mistrzowsku. Piękna okładka, cudnie barwione brzegi i naprawdę wychodzę z założenia, że trochę więcej ćwiczeń pisarskich Natalia Muniowska wprowadzi, żeby skupić się nie tylko na logice, ale też na emocjach, i może być ona wielkim (pozytywnym) zaskoczeniem w polskim świecie pisarskim. Bez wątpienia nie brakuje jej kreatywności i trzeba to podkreślić, że w internecie spotykam się także z wieloma opiniami, które pozytywnie odbierają ten debiut.

Prawda leży gdzieś po środku - z jednej strony nie spodziewałam się kilku plot twistów w tej historii, bo zwykle książę i aranżowane małżeństwo idą w innym kierunku. Minęło kilka dni, zanim zabrałam się za napisanie tej opinii, a mam wrażenie, że dalej nie jestem w stanie jakoś bardziej jednoznacznie ułożyć swoich myśli odnośnie tej historii. Coś ty ze mną zrobiła, moja droga Natalio?!

Naprawdę, gdyby tylko tych emocji było tu więcej, byłyby lepiej rozpisane, to byłby gamechanger na polskim rynku wydawniczym...

Podsumowując: jak macie ochotę też mieć mały mętlik w głowie - lub jak planujecie sami sobie opinię wyrobić - to wtedy polecam! Miejcie jednak z tyłu głowy takie ostrzeżenie, że nie jest to idealny debiut: i chociaż często debiuty mają pewne minusy, ten mnie zabolał, bo fabularnie widzę duży potencjał.

Trzymam więc kciuki za twórczość Natalii Muniowskiej - jak weźmie pod uwagę to, że musi bardziej pilnować tej sfery opisu emocji i uczuć, może być niepowstrzymana na polskim rynku wydawniczym. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz