Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bellona. Pokaż wszystkie posty

środa, 2 marca 2016

Adela Muñoz Páez - "Historia trucizny. Od cykuty do polonu"


Tytuł: Historia trucizny. Od cykuty do polonu
Autor: Adela Muñoz Páez
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 255
Ocena: 6/10

Opis:
Człowiek od zawsze próbował zabijać w dyskretny sposób, a trucizna doskonale się do tego nadawała. Już w antycznym świecie budziła ogromną fascynację, która z czasem stała się tylko większa. Każda trucizna odnotowała swoje ofiary, a każda ofiara ma swoją tragiczną historię, która legła u źródeł otrucia. To historie, które intrygują o wiele bardziej niż miejsce toksycznego pierwiastka w układzie okresowym. Ta książka to opowieść o zwrotnych momentach w historii świata, w których główną rolę odegrała trucizna, jak wtedy gdy: – Sokrates wypijał kielich cykuty, – Kleopatra umierała od jadu żmii, – Adolf Hitler zażywał cyjanek. Ale także o nieznanych trucicielach, opętanych obsesją zawładnięcia czyimś życiem i zobaczenia, jak umiera. Adela Muñoz Páez przeprowadza Czytelników przez te niezwykłe historie, opisując naturalnie także ich chemiczną i fizjologiczną stronę.

poniedziałek, 7 grudnia 2015

X.R. Trigo - "Sen o Rzymie"


Autor: X. R. Trigo
Tytuł: Sen o Rzymie
Wydawnictwo: Bellona
Data wydania: 2015
Liczba stron: 280
Ocena: 6/10

Opis:

Półwysep Iberyjski, cesarz Oktawian August wraz ze swoją małżonką Liwią Druzyllą tworzą z miasta Tarraco (dzisiejszej Tarragony) przyczółek, z którego mają zamiar podbić pozostałą część półwyspu.


Podczas gdy cesarskie wojska walczą przeciwko ludom północnej Hiszpanii, cesarz rozpoczyna w Tarraco liczne budowy, żeby docelowo stworzyć najwspanialsze miasto w basenie Morza Śródziemnego.



Tarraco jest sławne z panującego w nim spokoju i bezpieczeństwa, dlatego też cesarz postanawia tam osobiście zamieszkać, pozostawiając Rzym pod kontrolą Senatu i swoich zaufanych ludzi.



Jednak pozorny spokój niszczy niespodziewane zabójstwo gubernatora Manniego…

sobota, 10 października 2015

Victoria Gische - "Tajemnice królów"


Tytuł: Tajemnice królów
Autor: Victoria Gische
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 332
Ocena: 5/10

Opis:
Tajemnice królów to wielowarstwowa powieść nie tylko dla miłośników Starożytnego Egiptu. Akcja powieści toczy się w okresie Nowego Państwa, w czasie panowania ostatnich królów XVIII dynastii. To książka, w której nie brakuje tajemnic, przygód, zdrad, sensacji. Na kartach powieści toczy się walka o prawdę i władzę. Walka z wielkimi emocjami, które skłaniają bohaterów do podejmowania niebezpiecznych decyzji, a od miłości tylko krok do nienawiści. Odkrywanie bolesnej prawdy, wynikającej z wątpliwości egipskiego monarchy, pozwala zagłębić się w tajemnice związane ze śmiercią Tutanchamona, objęciem tronu przez kapłana Aj oraz zaginięciem księżniczki Anchesenamon. Wydarzenia, jakie miały miejsce przed objęciem tronu przez Horemheba, determinują nie tylko działania nowego władcy, ale mają zasadniczy wpływ na życie głównego bohatera - Shardana. Czy uda mu się uzyskać odpowiedzi na pytania, jakie stawia monarcha? Czy sprosta zadaniom, jakie nałożył na jego barki Horemheb? Czy upora się z przeszłością i pogodzi z siostrą, która obwinia go za swoje nieudane życie? I czy zapewni bezpieczny los kobiecie, którą pokochał od pierwszego wejrzenia?

środa, 19 listopada 2014

Liz Evers - "Historia czasu"

Tytuł: Historia czasu
Autor: Liz Evers
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 180

Opis:

Niniejsza książka sięga do początków czasu, jakim do znamy - do pierwszych chwil wszechświata. Układa w jeden zbiór historię czasu obserwowanego oczami naszych przodków i najtęższych umysłów naukowych współczesnego wieku - a jednocześnie robi to z przymrużeniem oka.


niedziela, 28 września 2014

Jewgienij Dodolew - "Kremlowska księżniczka. Opowieść o Galinie Breżniewej i sowieckich elitach"

Autor: Jewgienij Dodolew
Tytuł:  Kremlowska księżniczka. Opowieść o Galinie Breżniewej i sowieckich elitach
Wydawnictwo: Bellona
Data wydania: 4 wrzesień 2014
Ilość stron: 288
Ocena: 6/10

Opis:

Książka ujawnia niesamowite informacje o klanie Breżniewów, głównie o córce genseka - Galinie Miłajewej-Breżniewej, jej kolejnych małżeństwach i kochankach, otaczaniu się zbytkiem i zamiłowaniu do kosztownej biżuterii, drodze do statusu wszechwładnej "księżniczki ZSRR", a wreszcie dramatycznym finale w oparach alkoholizmu, absolutnej degradacji w otoczeniu pijanych meneli, chorobie psychicznej i samotnej śmierci w podmoskiewskiej "psychuszce".
Nieznany w większości wcześniej materiał dokumentacyjny sprawia, że książka Dodolewa jest fascynującym studium kariery i życia sowieckich elit w latach 1982 - 2011 - od komsomolskiej młodości, przez kolejne awanse do szczytów kremlowskiego Olimpu, bezkarnego używania dóbr tego świata przy niewyobrażalnej korupcji i łapownictwie, aż do finału w kolonii karnej (często) po zmianie "generalnego"...

Recenzja:

Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z książką, która snuła o sowieckich elitach. Nie przypominam sobie nawet, abym czytała jakikolwiek dokument o naszym wschodnim sąsiedzie. O Galinie Breżniewej usłyszałam kilka lat temu w szkole średniej (parę zdań od historyczki) i przypomniawszy sobie o tej postaci, nie mogłam zwyczajnie nie sięgnąć po książkę Jewgienija Dodolewa.

Właściwą treść książki poprzedza krótki wstęp autora. Jewgienij Dodolew kreśli w nim swój rozbieżny stosunek do głównej osobistości opowieści i rosyjskich klanów. Ów wstęp mówi czytelnikowi dużo o tym, czego może spodziewać się po Kremlowskiej księżniczce oraz przedstawia mu meritum książki.

Nikogo z nich nie można nazwać skończonym łajdakiem, każdy w czymś był dobry. Nie, nie byli idealni z punktów widzenia kanonów etyki. Jednak na swój sposób byli i pozostali godni. Godni choćby tego, żeby opowiedzieć o nich prawdę. Bez publicystycznych wycieczek.

Zaciekawiona wstępem bez wahania zabrałam się za czytelniczą konsumpcję Opowieści o Galinie Breżniewej i sowieckich elitach. Dzięki podziałowi książki na cztery rozdziały (Retrospekcja; Galina i Jurij. Lata małżeństwa; Po śmierci ojca; Po rozpadzie Związku Radzieckiego) oraz wypisanych na ostatnich stronach personaliach, występujących w powieści, całość czytało mi się znacznie łatwiej i efektywnej, nie wspominając o oczywistych przypisach u dołu stron (na moim etapie znajomości Rosji - bez nich ani rusz). Moim jedynym zastrzeżeniem tutaj jest przeskakiwanie autora z jednego punktu do drugiego - zarówno jeśli chodzi o postacie, jak i wydarzenia. Przez to chwilami gubiłam się w powieści, co miejscami doprowadzało mnie do białej gorączki!

Jednakże, jeśli weźmiemy pod uwagę treść i styl autora, całość jest bardzo udaną biografią Galiny Breźniewej i sowieckich elit. Wszystkie postacie poznajemy bardzo szczegółowo, rzekłabym nawet, że autor podchodzi do każdej persony w sposób indywidualny. Wydarzenia historyczne przedstawione są w sposób interesujący i nie brakuje w nich ciekawostek oraz... humoru. Jewgienij Dodolew, poza życiem tytułowej bohaterki na historycznym tle, serwuje nam odrobinę śmiechu, czego - mówiąc szczerze - absolutnie się nie spodziewałam. Szczególnie, że Kremlowska księżniczka ma bogatą bibliografię i liczyłam na całkowicie zwyczajny dokument...

Niemniej jednak, całość ma wydźwięk mało humorystyczny. W życiu Galiny Breżniewej (choć bardzo burzliwym, biorąc pod uwagę liczbę kochanków i kosztowności) finał wcale nie należy do najszczęśliwszych. Status doprowadza naszą bohaterkę na samo dno. To smutne, ale częściowo dzięki temu czytelnik odnajduje w sowieckich elitach zwyczajnych ludzi - odmiennych od nas (w końcu to Rosja), ale jednak ludzi. 

Tak więc za czym opowiada się publiczność? Za romantyzmem czy realizmem w sztuce życia? Za bajkami czy rzeczywistością, dopóki nie porosła ona trawą?

Ponadto, jak już wcześniej wspominałam, Kremlowska księżniczka ma bardzo bogatą bibliografię, o czym czytelnik może przekonać się na ostatnich stronach książki. Potwierdza ona autentyczność wydarzeń i postaci oraz zachęca do jeszcze szerszego poznania sowieckich elit - szczególnie, że wiele tytułów tam przedstawionych należy do opracowań Jewgienija Dodolewa.

Kremlowską księżniczkę. Opowieść o Galinie Breźniewej i sowieckich elitach polecam przede wszystkim miłośnikom historii i osobom interesującym się nie tylko kulturą Rosji, ale i postaciami tego państwa. Według mnie to bardzo interesująca lektura i chociaż sama nie do końca się w niej odnalazłam, to uważam, że jest pozycją wartą uwagi.  


Książkę zrecenzowałam dla Was dzięki wydawnictwu Bellona ;)

środa, 23 kwietnia 2014

Jerzy Besala - "Polskie królowe. Zawiedzione miłości"

Tytuł: Polskie królowe. Zawiedzione miłości
Autor: Jerzy Besala
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 336

Opis:

Królowa jako postać kojarzy się ze szczęściem. Otaczał ją przecież splendor dworu, czemu towarzyszyły zabiegi możnych tego świata o łaskę. Gdy pofolgowały wczesnośredniowieczne więzy, mogła też królowa korzystać ze zbytku do woli i nade wszystko stroić się i dąsać.
Jednak nie wszystkie były szczęśliwe. Powodem był brak miłości ze strony koronowanych mężów. Tak się stało z żoną Przemysła II księżniczką Ludgardą, Adelajdą Kazimierza Wielkiego, habsburskimi małżonkami Zygmunta Augusta, Anną Jagiellonką wzgardzoną przez Henryka Walezego, a potem przez Stefana Batorego. Gorycz odrzucenia bądź zaniedbania odczuły też królowa Ludwika Maria Gonzaga od Władysława IV Wazy, Eberhardyna żona Augusta II Wettyna, i małżonka "króla Lasa", Katarzyna Leszczyńska.
Z jakich powodów były odrzucane i niekochane - możemy dowiedzieć się z tej pasjonującej książki. Są to prawdziwe historie.

Recenzja:
 
Która dziewczyna nie marzyła w skrytości ducha o byciu królową? Wyobrażała sobie pewnie przy tym piękny zamek, strojne suknie, klejnoty i oczywiście księcia – pewnie na białym koniu. Rzeczą naturalną jest, że król kocha swoją małżonkę ponad wszystko i że są szczęśliwym małżeństwem. Ale tak dzieje się tylko w bajkach Disneya.
Polskie królowe nie miały lekko. Kobiety długo były traktowane przedmiotowo, na całym świecie. Status królewskiej małżonki w niczym nie pomagał, była ona sprowadzana do roli klaczy rozpłodowej – miała rodzić dzieci i to w sumie było jej najważniejszym zadaniem. Nie pomagała uroda, jeśli się z niego nie wywiązywała, tak samo nie przeszkadzał jej brak, gdy co roku wydawała na świat kolejnego potomka. Na królowych ciążyła wielka presja, jeśli po kilka lat po ślubie nie pojawiał się następca tronu, najczęściej traciła względy męża, który szukał pocieszenia w ramionach innej kobiety. Taki los spotkał niemal wszystkie królowe, o których pisał Jan Besala (bo dziecko będące dziewczynką można liczyć jako brak dziecka). Odtrącone, niekochane, zdradzane – polskie królowe niejednokrotnie nie miały nawet gdzie szukać pocieszenia, zazwyczaj nie sprzyjały im czasy, w których żyły.
Książka Jana Besali jest podzielona na siedem rozdziałów, ale opowiada o losach większej ilości królowych. Wszystkie łączy jedna rzecz – nie zaznały miłości w małżeństwie. Autor czerpał z bogatej bibliografii, której spis ciągnie się na kilkanaście stron. Umiejętnie wplatał cytaty z wybranych źródeł, tworząc wiarygodny obraz życia na dworze, niejednokrotnie pokusił się też o pisanie o uczuciach królowych. Niezbyt miło potraktował Annę Jagiellonkę, której przypisał wiele negatywnych cech, ale sądząc po ilości źródeł, z których czerpał, ostatnia Jagiellonka rzeczywiście miała nieciekawy charakter (po mamusi Bonie, którą autor również przedstawił niezbyt korzystnie).
Ze wszystkich historii najbardziej podobała mi się ta o Marii Gonzadze, francuskiej królowej wzgardzonej przez Władysława IV, która jednak potrafiła odnaleźć się na polskim dworze i udało jej się zdobyć to, czego tak bardzo pragnęła – władzę. Nie była jak inne królowe – zgorzkniała, pełna pretensji, oczekująca, że miłość męża sama do niej przyjdzie. Jeśli czegoś chciała, po prostu wyciągała rękę i brała to. Podobał mi się też rozdział o królu-tułaczu – Stanisławie Leszczyńskim i jego małżonce Katarzynie (kolejna „jękliwa królowa”). Jan Besala przedstawił go z takiej strony, z której ciężko poznać go na lekcjach historii w szkole.
No właśnie, ta książka pozwala dowiedzieć się wielu rzeczy, których nie usłyszy się od nauczyciela. Autor bez pardonu pisał o licznych zdradach królów polskich, ich erotomanii, pijaństwie i innych przywarach. Nie zostawił też suchej nitki na królowych, choć nad niektórymi wyraźnie się litował.
Myślę, że dla wszystkich wielbicieli historii ta pozycja będzie interesująca. Również osoby, które lubią poznawać historię od innej strony niż ta, którą prezentują na w szkole, będą usatysfakcjonowani lekturą.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona

wtorek, 15 kwietnia 2014

Victoria Gische - "Kochanka królewskiego rzeźbiarza"

Tytuł: Kochanka królewskiego rzeźbiarza
Autor: Victoria Gische
Wydawnictwo: Bellona
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 200
Ocena: 6/10

Opis:
Książka koncentruje się na związku młodego rzeźbiarza o imieniu Dżehutimes z królową Nefretete. Zgodnie z badaniami, które przeprowadzili archeolodzy, królowa, mająca znaczącą pozycję na dworze, nagle została odsunięta od władzy i skazana na opuszczenie głównego pałacu królewskiego. Za takim postanowieniem króla Echnatona mógł kryć się romans, w który wdała się Nefretete. Jej kochankiem miał być właśnie Dżehutimes. Chociaż tematem przewodnim jest związek tej dwójki powieść szanuje fakty historyczne. Innym ważnym wątkiem jest rewolucja religijna, do której dążył Amenhotep, zwany w okresie amareńskim Echnatonem, oraz spiski, które zawiązywali kapłani Amona, pragnący nie dopuścić do rozprzestrzenienia się nowych wierzeń. To książka o wielkich emocjach i trudnych wyborach. Warto zaznaczyć, że królowa Nefretete funkcjonuje w niej głównie pod swoim imieniem, które miało brzmieć Tatu-Hepa.

Recenzja:
Co takiego miała w sobie egipska królowa Nefretete, że choć minęły tysiąclecia od jej śmierci, ciągle jest inspiracją dla pisarzy? Na pewno zachwycała urodą sobie współczesnych, skoro nadano jej imię „Piękna, która przybyła”.  Wiele lat później jej popiersie, wyrzeźbione sprawnymi rękami utalentowanego artysty, ciągle działa na wyobraźnię.

Ukrywająca się pod pseudonimem Victoria Gische jest z zamiłowania historykiem. Co ciekawe, autorka jest Polką i debiutowała w 2012 roku książką pt. Lucyfer. Moja historia. Dopóki nie znalazłam tej informacji w internecie, byłam przekonana, że Victoria Gische to kolejna Amerykanka, która zapragnęła napisać o Nefretete (bo czytałam już kilka książek z nią i Echnatonem w rolach głównych, wszystkie autorstwa pisarzy zza oceanu). Jak się okazuje egipska królowa inspiruje ludzi na całym świecie, włączając w to naszych rodaków.
Tytuł i napis na okładce sugerują, że cała historia będzie skupiała się wokół romansu Nefretete z rzeźbiarzem – Dżehutimesem. Osoby, które na to liczą, mogą być nieco zawiedzione, opisu samego romansu jest bowiem niewiele, a w każdym razie mniej, niż by się można spodziewać.
Autorka posługuje się prawdziwym imieniem królowej – Tatu-Hepa, co na początku nieco mnie zmyliło. Religijna rewolucja, Echnaton i miasto, które powstało na pisakach pustyni równie szybko, jak upadło  – o tym już czytałam, ale z imieniem Tatu-Hepa spotkałam się po raz pierwszy. Niemniej szybko zorientowałam się w tej małej zamianie i dalej wszystko potoczyło się już tak, jak się spodziewałam…
Młodziutka Tatu-Hepa ma siedemnaście lat, gdy przybywa na dwór króla Amenhotepa, którego ma poślubić. Na szczęście dla niej stary monarcha umiera, a ona wpada w oko jego synowi. Chociaż „wpada w oko” to złe określenie – ta dwójka od początku czuje coś, co można opisać jako pokrewieństwo dusz. Tyle że Echnaton jest dla Tatu-Hepy bardziej jak brat… i traktuje ją jak siostrę, odmawiając spełnienia małżeńskiego obowiązku.
Dżehutimes i Tatu-Hepa spotykają się po raz pierwszy jeszcze zanim ona zostaje królową, a on mężem ślicznej Lejli. Choć nie potrafią o sobie zapomnieć, los chce, że nie mogą być ze sobą. Na krótko próbują go oszukać, ale przeznaczenia nie da się okpić… Znając choć odrobinę historię Nefretete, można łatwo przewidzieć, jak zakończy się ich romans.
Jestem przyzwyczajona, że we wszystkich książkach traktujących o egipskich władcach roi się od spisków. Tutaj też pojawiają się takie wątki, ale na szczęście na niezbyt wielką skalę. Autorka postawiła na minimalizm – wplotła do tekstu opisy realiów panujących w Egipcie, trochę faktów historycznych – na tyle, na ile pozwoliła jej na to wiedza o tamtej epoce, ale nie zanudzała czytelnika drobiazgowymi opisami. No i pozwoliła sobie nawet na szczęśliwe zakończenie.
Kochanka królewskiego rzeźbiarza to całkiem przyjemna lektura, z której jednak nie można dowiedzieć się zbyt wiele o Egipcie, Echnatonie i religijnej rewolucji. Można za to spędzić z nią miło czas, dlatego wszystkim, którzy mają na to ochotę, polecam tę książkę.  

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Bellona

poniedziałek, 10 marca 2014

David Marti - "Czarownice z Arnes"


Autor: David Marti
Tytuł: Czarownice z Arnes
Wydawnictwo: Bellona
Data wydania: 2014
Liczba stron: 264
Ocena: 4/10

Opis:

Rok 1533. W małym miasteczku Arnes położonym pośród oszałamiającej przyrody lasów i gór Terra Alta, Maria, młoda i silna dziewczyna, rodzi swoje pierwsze dziecko, córkę Lunę. Niezmiernie szczęśliwa babcia Magdalena, doświadczona akuszerka i zwolenniczka dobroczynnych sił natury, chce powitać swoją wnuczkę pradawną modlitwą, pełną mocy i mądrości. Popełnia jednak fatalny błąd: jej słowa słyszy stary proboszcz, który jest zdolny do wszystkiego, by wyplenić herezję.
Gdy Luna dorasta, przechodzi inicjację dzięki Marii i tajemniczemu tekstowi, Księdze Wiedzy Tajemnej, kompendium całej wiedzy, magicznej i naturalnej, która na przestrzeni wieków przechodziła z pokolenia na pokolenie. Jednak matka i córka, a także cała ich dawna mądrość są w niebezpieczeństwie. Ograniczenie i fanatyzm rozprzestrzeniają się po tych ziemiach, a oskarżenie o czary powoli nadciągają do miasteczka.

Recenzja:


   Może to przez natłok rzeczy które musiałam robić lub ilość godzin spędzonych nad nauką do sesji, ale chciałam sięgnąć po książkę, która przeniesie mnie w inny świat, gdzie nie będę musiała się skupiać na moich sprawach, tylko nad życiem i przygodami bohaterów. Czytając opis tej książki myślałam, że będzie to idealny wybór. Czy tak było? No chyba nie do końca, ale o tym dowiecie się za chwilę.
Zacznijmy może od tego, że akcja całej historii dzieje się w XVI w. Niestety, jak się okazało, książka w ogóle nie oddaje klimatu tych czasów, przynajmniej według mnie, nie przenosi nas w inny świat, o którym możemy poczytać tylko w książkach. Tak jak na początku myślałam, to tę pozycję można spokojnie przeczytać w jeden wieczór. Warunek jest tylko taki, że żeby poświęcić jej tak nie dużo czasu to ta książka powinna być wciągająca. Mnie w zupełności nie wciągnęła i mimo, że czytało się ją błyskawicznie to pod koniec już trochę się męczyłam.
Na duży plus oceniam to, jak zostały przedstawione, tytułowe czarownice. Nie tyły to, te typowe czarownice ze szpiczastym nosem, czy kapeluszem, z kotem i miotłą, ale zwyczajne proste kobiety, które czerpały swoją moc z natury, tworzące leki i maści z ziół uzbieranych na polach czy doszukujące się znaków w zwierzętach.
Podobało mi się też to, że w książce pojawiało się połączenie kilku wyznań, a nie że całość opierała się tylko na jednej religii. Mieliśmy tutaj chrześcijaństwo, islam a nawet trochę mitologii. Nie wiem na ile historie nawiązujące do Biblii były prawdą (np. czwarty Król, który miał oddać pokłon Jezusowi), ale były przestawione w bardzo ciekawy sposób.
Ostatnią, rzeczą bardzo pozytywną, jest to, że wątek miłosny pojawia się tak w zasadzie na samym końcu książki, a nie jak w większości tego typu historii, towarzyszy nam od początku.
Na tym chyba koniec plusów, które widzę w tej pozycji. Miałam wrażenie, że niektóre rozdziały były zbędne, a autor umieścił je tylko po to, żeby zwiększyć gabaryty książki.
Poza tym, kiedy czytam jakąś historię, to wczuwam się w sytuacje, bohaterów, współczuję im, nienawidzę czy po prostu bardzo ich lubię, ale tutaj nie czułam zupełnie nic. Kiedy działo się coś złego, czytałam to zupełnie obojętnie i bez większego zastanowienia. Przez to mam wrażenie, że ta książka jest, nie wiem czy dobrze dobiorę słowo, jednowarstwowa i nie wnosząca zupełnie nic.
Okładka też nie powala na kolana, ale może być.
Mimo, że mnie ta pozycja nie przypadła do gustu, może akurat wam się spodoba, bo ogólny pomysł był bardzo dobry, tylko troszeczkę gorzej z jego realizacją.

Z gorącymi pozdrowieniami,
Klaudia.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Bellona



wtorek, 4 marca 2014

Robert Foryś - "W objęciach Casanovy"


Tytuł: W objęciach Casanovy
Autor: Robert Foryś
Rok wydania: 2014
Wydawnictwo: Bellona
Liczba stron: 300
Ocena: 5/10

Opis:
Czasy Wersalu: mężczyźni pojedynkują się o honor dam, plotka i śmieszność potrafią zabić, a miłość bywa śmiertelnie niebezpieczna.
Do Polski przybywa Giacomo Casanova, uwodziciel, gracz, szpieg i sławny kochanek. W Warszawie spotyka Elżbietę, tajemniczą damę pragnącą za wszelką cenę odzyskać dawne życie. Oboje zaczynają grę, której finału nie są w stanie przewidzieć.
Namiętność, seks, intryga i zdrada, splatają się w przepojoną erotyką fabułę, będącą śmiałym połączeniem nowej powieści kobiecej i romansu godnego "Niebezpiecznych Związków".

Recenzja:

Jak głosi napis na okładce, W objęciach Casanovy to „powieść historyczna o sukcesach wielkiego uwodziciela w Polsce”. Robert Foryś, który (z tego co mi wiadomo) do tej pory zajmował się pisaniem fantastyki, najwyraźniej zapragnął spróbować sił w nowym gatunku i oto od niedawna w sklepach możemy znaleźć jego najnowszą powieść, opowiadającą o przygodach znanego wszystkim uwodziciela, które miały jakoby rozegrać się w Polsce.
Tak naprawdę wybrałam tę książkę, bo podobała mi się okładka i przepadam za powieściami historycznymi, dopiero później zwróciłam uwagę na nazwisko autora… które wydało mi się znajome. Rzeczywiście, kiedy sprawdziłam w swojej biblioteczce na lubimyczytać.pl, okazało się, że czytałam już coś tego pana. Był to Sztejer i jeśli napiszę, że niekoniecznie mi się podobał, będzie to sporym niedopowiedzeniem.
Dużo krwi, jeszcze więcej przekleństw i seks na dokładkę – to chyba przepis pana Forysia na książkę. Chociaż krwi i przekleństw nie ma wiele w jego nowej powieści (tych ostatnich prawie w ogóle), to seks a i owszem. Więcej nawet – namiętność i seks – jak reklamuje wydawca. Czy to jest typowy historyczny romans? Nie. Może. Za mało romansów historycznych przeczytałam, żeby stwierdzić. Wiem jedno – słownictwo, którym autor posługiwał się, by budować tę „przepojoną erotyką fabułę”, do złudzenia przypominało mi to, jakich używają panie będące zazwyczaj w już zaawansowanym wieku i parające się pisaniem romansów, na okładkach których muskularny mężczyzna trzyma w ramionach długowłosą, omdlewającą z zachwytu kobietę (tak, miałam wątpliwą przyjemność przeczytać kilka takich pozycji). Podczas lektury z tyłu głowy ciągle siedziała mi myśl, że napisał to facet i jakoś nie potrafiłam się wczuć w jego erotyczne opisy. Niespecjalnie mnie ruszały, co przypisuje właśnie temu słownictwo, które bardziej bawiło, niż wzbudzało jakiekolwiek inne uczucia.
Główną bohaterką powieści, jeśli oczywiście nie liczyć Casanovy, jest starościna Elżbieta Mirska, dama nie pierwszej młodości, która za wszelką cenę chce odzyskać pozycję utraconą po śmierci męża. By to zrobić, nie cofa się przed niczym. Spodobała mi się ta postać. Elżbieta była bezwzględna (choć wyrzuty sumienia jej się zdarzały), mściwa i przebiegła. Prawdziwa kobieta z charakterem, choć czasem zachowywała się nieco infantylnie.
Dlaczego autor zapragnął napisać o Casanovie? Całkiem nieźle pasował do tego przepisu na książkę, o którym pisałam wyżej, możliwe też, że w jakiś sposób ta postać go fascynowała. Nie ważne, jakie były przyczyny, skutkiem jest całkiem pełnokrwista postać, którą Foryś ożywił na kartach swojej książki. Opowiedział na nowo jego historię, przedstawiając go może nie u schyłku najlepszych lat, ale w wieku, kiedy zaczynał się już martwić, jak długo będzie działał jego urok i kiedy łaskawa pani fortuna przestanie być taka łaskawa. Autor zabawił się trochę w coś, co można nazwać „zdejmowaniem z piedestału” – zjawisko dość często obserwowane ostatnimi czasy zarówno w filmach, jak i literaturze. Pokazał Casanovę nie jako pozbawionego skrupułów libertyna, ale jako mężczyznę, który czuł wyrzuty sumienia częściej niż główna bohaterka. Przyznam, że niespecjalnie mnie tym kupił. Ale może innym paniom (bo jak rozumiem, powieść tę pisał właśnie z myślą o przedstawicielkach płci przeciwnej) taki Casanova przypadnie do gustu.
Podczas lektury odniosłam wrażenie, że książka była dla autora pretekstem do wypowiedzenia wielu własnych osądów tak o Polsce i Polakach XVIII wieku, jak i o ówczesnym królu oraz o historii w ogóle. I słowo „osądów” jest tu jak najbardziej na miejscu, ustami Casanovy czy Elżbiety wypowiadał się w taki sposób, że nie można tego nazwać inaczej. No ale takie są uroki wykonywania zawodu zwanego pisarstwem, można przemycać własne opinie – może trafią się czytelnicy, którzy je kupią.
Jak wspomniałam wyżej, okładka mi się podobała, to co znalazłam w środku już mniej. Osoba odpowiedzialna za korektę niespecjalnie się postarała, zapis dialogów jest często niechlujny, nie mówiąc już o braku konsekwencji. Pytania z niewiadomych przyczyn kończyły się kropką - nie tylko w dialogach. Jak na autora z takim dorobkiem, styl miejscami też pozostawiał sporo do życzenia. Ale to akurat drobnostki, które nie wpływają w większym stopniu na odbiór tekstu.
Kiedy przychodzi mi do oceny ogólnej, mam problem. Na pewno nie mogę powiedzieć, że jestem zachwycona, bo nie jestem. Książka niby nie była zła, ale większego wrażenia też na mnie nie zrobiła. Chyba można nadać jej miano czytadła, jak pisze na okładce – powieści kobiecej. Dodam: tej z rodzaju niespecjalnie wymagających (chociaż z drugiej strony – przykro to pisać, ale chyba „powieści kobiece” z definicji nie są wymagające).
Jeśli ktoś chce poczytać o przygodach Casanovy w ojczystym kraju, proszę bardzo, oto pozycja, która mu to umożliwi.



Za książkę dziękuję wydawnictwu Bellona

czwartek, 22 sierpnia 2013

Andrew Ross - "Dubler"

Autor: Andrew Ross
Tytuł: Dubler
Wydawnictwo: Bellona
Data wydania: 2013
Ilość stron: 264
Ocena: 8/10

Opis: 

Szanowany funkcjonariusz policji w amerykańskim miasteczku Grey, Andrzej Zapolski, zostaje porwany i uwięziony. Nieznani napastnicy żądają od niego dokumentów, których nie ma, grożąc zabiciem jego żony i synka. Sytuacja wydaje się beznadziejna. Co więcej, Zapolski stopniowo odkrywa, że został wplątany w międzynarodową grę wywiadów i splot prywatnych interesów, a stawką jest nie tylko życie jego najbliższych. Dubler to brawurowa powieść sensacyjna trzymająca w napięciu od pierwszego do ostatniego zdania. Jesteśmy świadkami pasjonujących zwrotów akcji, pościgów i ucieczek po obu stronach oceanu. Świetny, dynamiczny styl.

Recenzja:

Brawurowa powieść sensacyjna. Miłośnicy takiej literatury, mam tutaj dla Was gratkę. "Dubler" nie od początku zawładnął mym sercem, jednak, kiedy to się stało, całkowicie straciłam głowę dla tej powieści. Czytałam i czytałam. Nie mogłam się oderwać od książki, a kiedy już skończyłam byłam zawiedziona, że akcja nie toczy się dalej. Jednak, obiektynie rzecz biorąc, trzeba przyznać, że autor zakońćzył ją w idealnym momencie, wszystkie wątki doprowadził do końca, za co jestem mu wdzięczna. Nienawidzę wręcz książek, w których fabuła kończy się, zostawaiając nas z niedomówieniami i w środku jakiegoś wydarzenia (z wyjątkiem cykli, oczywiście).

W "Dublerze" znalazłam wszytko, czego oczekiwałam po takiej powieści. Akcję, szybkie samochody, strzelaninę, zwroty akcji i oczywiście historię, któa trzyma w napięciu. Brudy przeszłości prane na naszych oczach, bohaterzy, którzy są zagubieni, ale spoczywa na nich odpowiedzialność.
Książka jest podzielona na rodziały, dość nietypowo, bo datami. Poznajemy dwóch mężczyzn - Piotra Koniecznego oraz Andrzeja Zapolskiego i jego rodzinę. Oczywiście na tym lista się nie kończy. Łączy ich coś, co sprawia, że bieg wydarzeń staje się taki, a nie inny. Ich historia łączy się w pewnym momencie i, według mnie, właśnie wtedy rozpoczyna się prawdziwa akcja. Andrzej musi wyrwać rodzinę z rąk porywaczy. Nie jest to łatwe, bo nasz bohater nie ma do czynienia ze zwykłymi przestępcami, a ze Wschodnią Mafią. Ale co w tym wszystkim robi Piotr Konieczny? Okazuje się, że porywacze chcą właśnie jego.

Jak to wszystko możliwe? Jaką rolę w uprowadzeniu odgrywa tajemniczy Pan D.?

Mam nadzieję, że te pytania zasiały w Was ciekawość na tyle dużą, aby na własną rękę poznać odpowiedzi. Z mojej strony nie dowiecie się niczego więcej. Chyba nikt nie lubi, kiedy imię mordercy jest nagryzmolone na okładce kryminału. Przynajmniej ja należę do takich, którzy uważają to za największą zbrodnię i całkowicie tracę zapał.

Naprawdę warto poświecić swój czas i poznać znaczenie tytułu "Dublera".

Wasza Ariada :)