wtorek, 9 lutego 2021

Denise Grover Swank - "Przypadkowy narzeczony"

Autor: Denise Grover Swank 

Tytuł: Przypadkowy narzeczony

Wydawnictwo: Kobiece

Data wydania: 2021

Ilość stron: 448

Ocena: 5/10

Opis:

Pełna humoru i ciepła opowieść o przypadkowym spotkaniu dwojga ludzi, które wywraca ich życie do góry nogami.

Megan rozstała się z narzeczonym, kiedy odkryła, że ukochany ją zdradził. Fakt ten ukryła przed rodziną z obawy o ich reakcję. Na kilka dni przed planowanym ślubem dziewczyna leci jednak do domu i ma nadzieję, że uda jej się wytłumaczyć bliskim, co tak naprawdę się stało. Przed podróżą zażywa tabletkę na chorobę lokomocyjną, która w połączeniu z alkoholem ścina ją z nóg.

Josh wsiada do samolotu, żeby wypełnić misję – chce uratować rodzinną firmę przed bankructwem. Żeby to zrobić, musi udowodnić, że konkurencyjna firma ukradła jego projekt będący ich ostatnią deską ratunku. W samolocie poznaje Megan, która pod wpływem chwili i…alkoholu zwierza mu się ze swoich problemów. Dziewczyna nie jest w stanie o własnych siłach opuścić pokładu, dlatego Josh postanawia jej pomóc. Na lotnisku czeka rodzina Megan, która bierze Josha za jej narzeczonego. On nie wyjaśnia tego nieporozumienia, dostrzegając w nim szansę na realizację swego planu.

W ten sposób oboje postanawiają udawać narzeczonych (każde z innych powodów) i zerwać ze sobą tuż przed ślubem. Wyrachowany plan zaczyna brać w łeb, gdy Megan i Josh spędzają razem więcej czasu. Czy między nimi pojawi się prawdziwe uczucie?



Recenzja:

Opis zdradza praktycznie wszystko, więc radzę go nie czytać i podejść do tej pozycji z pustą głową - bo ja w recenzji postaram zdradzić się tylko tyle, żeby nie odebrać Wam radości z czytania. Niestety "Przypadkowy narzeczony" to całkiem przyjemny romansik, ale za dużo to się w nim nie dzieje, a akcja zamyka się praktycznie w czterech dniach (nie licząc ostatniego rozdziału), stąd wydaje mi się, że każdy też jest w stanie domyślić się po opisie, co się przez pół książki będzie działo i jak się to wszystko skończy. Ba, po opisie to nawet nie "domyślić się" - tylko Wy to po prostu będziecie wiedzieć, co Wam może odebrać radość z czytania. Bo niby opis zachęcający - ale mógłby być jednak bardziej tajemniczy.

Megan poznajemy w jednym z najtrudniejszych momentów w jej życiu - musi wsiąść do samolotu, aby kilka dni przed ślubem oznajmić swojej rodzinie, że do niczego nie dojdzie, bo jej narzeczony... rzucił ją kilka tygodni wcześniej, a ona nie była w stanie tego wcześniej przyznać przed swoimi rodzicami. Tak więc zostawiła to na ostatnią chwilę. Przed lotem bierze więc tabletki, które powinny jej się pomóc uspokoić przed lotem, natomiast w samolocie pije o kilka drinków za dużo.

Na szczęście tuż obok siedział Josh - porządny facet, który wydał majątek na bilet w klasie biznesowej, aby lecieć i walczyć o swoją firmę. Niemniej jednak, gdy dziewczyna obok niego... no cóż, dosłownie się sypie, to postanawia ją pocieszyć i jej pomóc. Wkrótce też okazuje się, że musi skłamać, że jest jej narzeczonym, aby nikt nie patrzył na niego dziwnie, gdy wynosił półprzytomną Megan z samolotu, aby dostarczyć ją do jej bliskich (bo niestety leki i alkohol okazały się kombinacją wybuchową). Problem pojawił się wtedy, kiedy rodzice głównej bohaterki wzięli Johna za faceta, z którym ich córeczka ma wziąć ślub za cztery doby...

I tutaj urwę opis fabuły, bez wchodzenia w zbytnie szczegóły na temat innych aspektów życia Megan i Johna. Poznajcie tę historię sami - bo gdyby nie to, że czytałam opis przed zapoznawaniem się z tą historią, to pewnie dałabym jej lepszą ocenę. "Przypadkowy narzeczony" naprawdę nie jest złą książką - jest lekka, fajnie napisana, ale niestety: dostałam zarys dużej części fabuły, przez co mniej więcej do połowy książki byłam strasznie znudzona.

Jak już wspomniałam, w tej powieści za dużo się nie dzieje - a jeśli już to głównie w kwestiach relacji międzyludzkich - z rodzicami i Joshem. Końcówka trochę przyspiesza i jest naprawdę fajnym ukoronowaniem całej tej romantycznej historii. Niemniej jednak dla osób, które lubią plot twisty i to, że coś się co chwilę dzieje - "Przypadkowy narzeczony" to nie jest pozycja dla nich. Natomiast wszyscy fani miłości romantycznej - myślę, że będą zachwyceni sposobem przedstawienia tego wszystkiego przez autorkę.

Piękna okładka definitywnie przyciąga wzrok, ale to, co także przyciągnęło mój wzrok, to fakt, że to dopiero pierwsza część większej serii - co wnioskuję także po #czterywesela. Skoro mają być cztery, a w tym tomie jest mowa tylko o jednym, to powinny być jeszcze trzy! Z tego, co jednak czytam, to tom drugi ma się tyczyć najlepszej przyjaciółki Megan - Blair, a trzeci - kolejnej przyjaciółki: Libby. Natomiast tom czwarty jest króciutką książeczką (mniej niż 100 stron w zagranicznym wydaniu) - ponownie o Blair. Więc jak z tego mają być cztery wesela? Może się przekonamy... Natomiast kolejna seria tej autorki tyczy się już brata Megan - i pewnie będzie się tyczyła bardziej postaci męskich, które tutaj poznaliśmy (ale mogę się mylić). 

Podsumowując: na pewno nie jest to najlepsza książka, jaką ostatnio czytałam, ale nie była ona zła. Ot, fajne czytadełko, przy którym się można odprężyć. Ta powieść nie zmieni jednak Waszego świata - i raczej nie zmieni Waszego światopoglądu, natomiast wydaje mi się, że dla osób, które mają dosyć wymagających książek, to "Przypadkowy narzeczony" jest strzałem w dziesiątkę!

9 komentarzy:

  1. Należę do osób, które lubią kiedy w książce coś się dzieje. Widzę, że tutaj raczej niewiele i można by streścić tę pozycję na jednej kartce, to raczej pozycja nie dla mnie. Coś mi się wydaje, że temat przewodni lekkich książek w tym roku to *wesela i pogrzeb/*wesela i rozwód. W miejsca gwiazdki można wstawić dowolną liczbę. Widziałam ostatnio chyba już cztery lub pięć podobnych tytułów.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mimo niewysokiej oceny /5/10/ sięgnięcie po taką książkę też jest potrzebne, by zresetować swój mózg. Może i temat tej powieści nie jest jakiś nowatorski, ale warto odpocząć od codzienności zaglądając do "Przypadkowego narzeczonego".

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem czasem pod wrażeniem wymyślanych tytułów :P Ja naprawdę nie wiem, czym ci wydawcy się kierują... Przez przypadek walnęli streszczenie na tyle książki? Nic dziwnego, że lektura była nudna... Przykro mi, ale to dziwna sprawa, nieprzyjemna dla czytelnika. Ja bym się czuła oszukana.
    Taka dziwna fabuła, ale za to typowo amerykańska' ślub na hura, nieporozumienia. Tak w ogóle to przecież na ślub wydaje się krocie, więc pozostawiać odwołanie go na ostatnią chwilę jest jak... wrzucenie do kosza wszystkich swoich bankowych danych. Romantycznie, chociaż nie wiem, czy ktokolwiek "brałby" się za kobietę, która łączy leki z alkoholem i odlatuje już na pierwszym spotkaniu. Bardziej bym podejrzewała, że ją okradnie, a nie się z nią ożeni - wtedy przynajmniej byłoby to logiczne.

    OdpowiedzUsuń
  4. "Przypadkowy narzeczony" to może nie wymagająca lektura, zalicza się grona do 'lekkich, zabawnych i przyjemnych', nie trzeba za dużo myśleć. Książka Denise Grover Swank zapewni nam relaks (fabuła przypomina mi film komedię romantyczna) i takie lektury są potrzebne żeby zresetować mózg. Połączenie leki i alkohol niczego dobrego nie wróży w szczegółowości w książkach a także w filmach, prowadzi do sytuacji na których opata jest akcja. Opis za dużo przedstawia nie ma miejsca na wyobraźnię. Zapiszę sobie ten tytuł może się przyda.
    P.S. Okładka śliczna, delikatna. Nie powinno być na niej samolotu a nie samochodu.

    OdpowiedzUsuń
  5. Lubię w książkach jak dużo się dzieje. A tutaj tego nie widzę. Powinnam zacząć czytać recenzję ale przeczytałam najpierw opis, a potem wy piszecie żeby to nie czytać bo za dużo zdradza. Wielka szkoda, bo wydaje się być sympatyczna lektura ta książka, tylko gdzie tu jakaś niespodzianka. Wielka szkoda że tak zrobili

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja to się zastanawiam dlaczego autorzy wciąż uważają za nic złego łączenie tabletek i alkoholu, bądź prowadzenie samochodu po alkoholu. Co rusz spotykam się z takimi sytuacjami w książkach. Wiem, wiem, że po niektórych lekach i drinku nic się nie stanie. Wiem, że w innych krajach jakiś tam procent alkoholu we krwi jest dopuszczali prowadząc samochód. Ale na miłość boską jak mnie to wnerwia. Albo autorki nie zdają sobie sprawy, że nie piszą wcale o jednej tabletce i piwie, czy piwie i aucie, tylko nagminnie widzę, że gość się upił, ale zobaczył kobietę marzeń i w mig wytrzeźwiał, więc wsiada za kółko. Albo laska nałykała się tabletek niewiadomego pochodzenia a potem upiła do nieprzytomności i właściwie nic. Wszystko git. No kurde nie. Nie jest git i mega jestem przewrażliwiona na tym punkcie. Ale wracając do książki, bo odbiłam nieźle od tematu. Kurcze tak liczyłam na ten tytuł, naprawdę miałam co do niego wielkie nadzieje, a się okazuje miałką historią? Czyli wiem że nie muszę jakoś bardzo się spieszyć z kupnem jej. A szkoda, bo bardzo miałam na nią ochotę. A właśnie jestem jedną z tych osób, które lubią bardzo plot twisty i jak się dużo dzieje niespodziewanych wydarzeń. Może kolejne tomy będą lepsze? To się okaże, o ile wydawnictwo wyda a nie przerwie po pierwszym tomie. W każdym razie dam jej szansę, bo mimo wszystko mnie ciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, to częsty motyw w książkach i filmach - mam doła, to wsiadam pijany do auta albo łykam garść jakiś tabletek. Miałam nawet taką sytuację, że nastolatkę rzucił chłopak, to poszła w te same ślady, kompletnie nie zdając sobie sprawy z tego, co robi, a przecież kurczę... to jak amerykański stereotyp załamania, niestety strasznie szkodliwy.

      Usuń
  7. Trochę jak w filmie Kroki w chmurach ☺ ja lubię takie historie w filmach,a czy w książce by mi taki pomysł na fabułę podpasował, nie wiem, ale kusi mnie ten tytuł i okładką i opisem, mi nie przeszkadza, że zdradza za dużo, już tak mam że czytam wszystko, i na odwrocie książki i na skrzydełkach 😂😂 Myślę, że to książka dla mnie, jestem niepoprawną romantyczką 😍

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo lubię takie książki i nawet ocena 5/10, mi nie przeszkadza :) Pochłaniam takie książki w całości :) Zapisuję, zapamiętuję, zabiorę się za nią :) Czasem czytelnik, chce po prostu odpłynąć do innej krainy podczas czytania :) Do takiej, gdzie nie musi się głowić, kalkulować, notować czy analizować, tylko spokojnie płynąć :) Bardzo dziękuję za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń