poniedziałek, 1 listopada 2021

Lena Kiefer - "Don't Hate Me"

Autor: Lena Kiefer

Tytuł: Don't Hate Me

Wydawnictwo: Jaguar

Data wydania: 2021

Ilość stron: 440

Ocena: 8/10

PATRONAT KSIĄŻKOWIRU

Opis:

On ją okłamał. Ona chce o nim zapomnieć. Ale los ma inne plany. 

Kenzie przyrzekła sobie, że nigdy więcej nie będzie mieć kontaktu z klanem Hendersonów. Po tym, jak Lyall złamał jej serce, chce po prostu skupić się na nauce. Chwilę później otrzymuje jednak kuszącą ofertę od Theodory Henderson, aby pomóc w zaprojektowaniu kurortu na Korfu. Kenzie podejmuje wyzwanie nie wiedząc, czego może się spodziewać.

Lyall próbuje wszystkiego, by zapomnieć o Kenzie, po tym, jak zdemaskowała jego kłamstwo i go porzuciła. Plany dotyczące rodzinnej firmy są teraz jego najwyższym priorytetem. Kiedy matka potrzebuje pomocy przy projekcie hotelu w Grecji, nie zastanawia się dwa razy. Nie ma jednak pojęcia, jak bardzo jego serce zostanie tam wystawione na próbę... 

Drugi po „Don’t love me” tom bestsellerowej trylogii Leny Kiefer, ukazujący miłosne dylematy i emocjonalny rollercoaster, który stał się udziałem Kenzie i Lyalla. Finałowe Don’t leave me już wkrótce!

Recenzja:

OMG! Gdy okazuje się, że tom drugi jest lepszy od tomu pierwszego! To niezwykłe uczucie, nie? Bo zwykle drugie tomy w trylogiach są najgorsze - i zawsze jest lepszy początek i zakończenie trylogii, a tu się okazuje, że mnie dużo bardziej zainteresowało właśnie "Don't Hate Me". Ogólnie jak na razie ta seria jest dla mnie genialnym przykładem serii skierowanych głównie dla starszej młodzieży i dla młodych dorosłych - ale i niejedna osoba, która młodość już dawno ma za sobą, będzie się zachwycać tym, jak fajnie jest tu przedstawiona kwestia relacji nie tylko między zakochanymi, ale też między rodziną.

Kenzie leczy złamane serce - i obiecuje sobie, że nigdy nie wróci już do miejsca, w którym spotkała Lyalla. Tyle, że to wcale nie jest takie łatwe, bo jego matka daje jej fajną propozycję na dalszą współpracę - a nawet terapeutka Kenzie uważa, że ogólnie powinna ona kierować się rozsądkiem, a nie lękiem (chociaż jest on trochę uzasadniony). Kenzie postanawia więc na początku pójść na bankiet z okazji otwarcia budynku, którym zajmowała się pięć miesięcy temu (w poprzednim tomie), a później wyrusza samolotem w miejsce, w którym swój prywatny hotel postanawia wyremontować Theodora Henderson.

Lyall także jest zrozpaczony - i także nie może zapomnieć o swojej ukochanej. Wie jednak, że przeszłości nie da się zmazać i spodziewa się, że cokolwiek by nie zrobił, to Kenzie już mu nie wybaczy - i że nie będą w stanie zbudować wspólnej przyszłości. W związku z tym zaczyna mieć coraz więcej problemów ze studiami, coraz więcej problemów z kontaktami społecznymi, a nawet ma problemy ze snem. Lecz wtedy, gdy okazuje się, że pilnie musi zdać egzamin z przedmiotu, którego nigdy wcześniej się nie uczył, aby w ogóle zaliczyć studia, jego matka wyskakuje z propozycją, aby dołączył on do Korfu, aby dopilnować tego, że prace remontowe dobrze postępują - i że nikt nie zepsuje jej planu przebudowy... 

Więcej nie zdradzę, bo naprawdę najlepiej powoli samemu odkrywać kolejne strony - i tak się dziwię, że w opisie zdradzili niektóre szczegóły, bo gdyby nie to, to pewnie urwałabym opis fabuły w recenzji dużo wcześniej - ale no, chcieli pokazać, że spotkanie Kenzie i Lyalla jest nieuniknione. Nie, żeby się ktokolwiek nie domyślił, skoro ta trylogia ma się opierać na ich relacji - co oznacza, że przecież kiedyś i tak by się ich losy musiały zetknąć... 

"Don't Hate Me" jest powieścią, od której nie mogłam się oderwać. Uwielbiam w tej książce praktycznie wszystko, ale przede wszystkim to, w jaki sposób wręcz przemawia ona do czytelnika - autorka tak dobrze przelała na karty tej pozycji emocje i uczucia, że czytelnik, gdy zapoznaje się z rozdziałem z perspektywy Kenzie lub z perspektywy Lyalla, to potrafi się wczuć w ich sytuację i wyobrazić sobie, dlaczego coś podziało się tak, a nie inaczej.

Lyall może nie jest moim ulubionym męskim bohaterem, ale Kenzie bardzo polubiłam - w ogóle całą rodzinkę Kenzie, która jest po prostu zwariowana, a zarazem kochana, urocza i bardzo ze sobą zżyta, uważam za naprawdę dobrze wymyśloną i wykreowaną. Z rodziną Lyalla się średnio polubiłam - ale chyba większość czytelników będzie miała takie odczucie, bo to w sumie dosyć celowy zabieg...

Lena Kiefer stworzyła trylogię, która potrafi trzymać w napięciu i która jest naprawdę godna polecenia. Już nie mogę się doczekać kolejnego tomu, który pewnie wyjdzie już w kolejnym roku. Mimo wszystko jestem dumna z tego, że udało mi się tę powieść objąć patronatem medialnym - co najlepiej pokazuje, jak bardzo mnie ta książka urzekła. 

Jak więc widzicie, świetna okładka, intrygujący opis... idealnie komponują się z treścią, którą dosłownie chce się pożreć wzrokiem. Według mnie ta trylogia będzie istnym "must read", bo mam przeczucie, że trzeci tom jeszcze bardziej mnie pochłonie - powiedzmy, że to kobieca intuicja, a tej trzeba przecież ufać! Widzę jednak progress z każdą kolejną sceną - więc dlaczego miałabym sądzić, że trzeci tom mnie zawiedzie?

Jeśli jeszcze nie znacie książek tej autorki - koniecznie musicie nadrobić. MUSICIE! Jeszcze raz gorąco polecam i podpsuję się pod tym rękami i nogami! 

15 komentarzy:

  1. Raczej nie mam ochoty na tę książkę

    OdpowiedzUsuń
  2. Już Mam, nawet zaczęłam czytać i czuję, że będzie ogień. Od pierwszych stron czuć, że Kenzie już nie jest tą samą osobą co wcześniej. Narazie tyle zauważyłam, ald dopiero z mną 3 rozdziały.

    OdpowiedzUsuń
  3. Renata Kozłowska1 listopada 2021 20:02

    Bardzo ciekawa recenzja, może się skuszę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Historia intryguje. Bardzo lubię tego typu książki, próbuję zawsze czekać jak pojawią się wszystkie książki z serii i w tego zaczytuje się w całej trylogii.
    P.S. Jestem ciekawa jaki kolor okładka 3 tomu będzie. Świetnie wygląda obwoluta.

    OdpowiedzUsuń
  5. Fabuła brzmi bardzo ciekawie ale niestety nie sięgam po książki ktore składają się z kilku tomów o tych samych bohaterach. Zawsze historia się dłuży i jak dla mnie staje się naciągana. Dlatego odpuszczę ale okładka w porządku i dla fanów wielotomówek pewnie rarytas.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam tej serii, i chyba raczej nie przeczytam, jakoś nie ciągnie mnie do niej, ale okładki ciekawe 😁

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje patronatu. Recenzja zachęca. Nie znam autorki.

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratulacje patronatu😘 Bardzo bardzo lubię takie powieści😍Wpisujs8 ta serię na moja listę must read i must have :) Opis bardzo intrygujący☺ Moje książkowe łapki,nie mogę siś doczekać poznania stron tej powieści☺Bardzo dziękujemy za piękną recenzję😘B.B

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję patronatu. Po takiej recenzji aż ma sei chęć sięgnąć p ota serię. Nie znam jej ale z przyjemnością poznam

    OdpowiedzUsuń
  10. Ciekawe recenzja, chyba się skuszę na tą książkę

    OdpowiedzUsuń
  11. Nietypowa jak na okładkę książka, jednak przyznam, że dla mnie trafiła w dziesiątkę z mymi graficznymi upodobaniami. A co z fabułą? Powiem tak, że do mnie ona przemawia, chociaż przyznam, że muszę, jednak w pierwszej kolejności zabrać się za pierwszą część. Jednak już w tym przypadku powiem, że daje tej książce duże zielone światło.

    OdpowiedzUsuń
  12. Słyszałam już o tej serii nie raz, ale cóż... wydaje mi się, że to nie moja tematyka. Na luźne wieczory, dla rozerwania się - wiem i rozumiem, ale ze mnie jest chyba za nerwowa osoba na takie pozycje... Za bardzo się czepiam. No i to drugi tom, więc za pewne trzeba zacząć od początku. Ale historia się wydaje trzymać kupy, więc na plus.
    Powiem szczerze, że najbardziej to ta okładka zachęca mnie do przeczytania - podobnie jak przy "Save me", ale nie wiem, mają swój pociągający urok.

    OdpowiedzUsuń
  13. Lubię motyw "hate-love". I kiedy czytam, że autorka dobrze przelała na karty powieści uczucia i emocję, to aż zaczynam palić się do zaczytania. I nie szkodzi, że bohatera trudniej polubić. A skoro Iwi piszę, że muszę to przeczytać, to ja jej wierzę i chętnie przeczytam ( w razie czego, będzie na nią ;-) ).

    OdpowiedzUsuń
  14. Czekałam na kontynuację pierwszego tomu,którego lektura była czystą przyjemnością. Cieszę sie,że poznałam już serię, choć okładka nieco zniechęcała mne do tego. Dziekuję za recenzję i gratuluję ciekawego patronatu.

    OdpowiedzUsuń
  15. A jednak przeczytam, dzięki Wam 😉❤

    OdpowiedzUsuń