czwartek, 7 marca 2024

Julia Quinn - "Małżeństwo ze snu"

Autor: Julia Quinn 

Tytuł: Małżeństwo ze snu

Wydawnictwo: Zysk i S-ka [współpraca reklamowa]

Data wydania: 2024

Ilość stron: 392

Ocena: 9/10

PATRONAT KSIĄŻKOWIRU


Opis:

Mówiłam wszystkim, że jestem twoją żoną. Gdyby to była prawda…

Kiedy jej brat Thomas zostaje ranny na wojnie w amerykańskich koloniach, osierocona Cecilia Harcourt ma dwie równie złe możliwości: zamieszkać z apodyktyczną ciotką lub poślubić niesympatycznego i chciwego kuzyna. Zamiast tego wybiera trzecią opcję i udaje się w podróż przez Atlantyk, aby zaopiekować się bratem w czasie rekonwalescencji. Jednak po tygodniu poszukiwań w wojskowym szpitalu odnajduje nie brata, lecz jego najlepszego przyjaciela, przystojnego kapitana Edwarda Rokesby`ego. Jest nieprzytomny i rozpaczliwie potrzebuje jej opieki, a Cecilia przysięga sobie, że ??uratuje mu życie, nawet jeśli pozostanie przy nim będzie oznaczało… podanie się za jego żonę. Decyduje się zaryzykować całą swoją przyszłość dla mężczyzny, którego wcześniej znała tylko z listów od zaginionego brata, a teraz pokochała od pierwszego spojrzenia. Nie podejrzewa jednak, że kiedy Edward odzyska przytomność, także będzie miał kilka niespodzianek dla nowej pani Rokesby…


Recenzja:

Od dawna chyba wszyscy, którzy śledzą nasze recenzje, wiedzą, że kocham twórczość Julii Quinn. Jest to jedna z moich ulubionych autorek z gatunku romansów historycznych - i każda jej książka po raz kolejny udowadnia mi, że zasłużyła sobie ona na ten szacunek i uznanie, który budzi nie tylko we mnie, ale także w rzeszach jej fanów.

Miło też, po tylu latach okropnych okładek do romansów historycznych, widzieć, że na przykład Wydawnictwo Zysk i S-ka odchodzi od tandety i tworzy proste, klasyczne, ale jak piękne oprawy graficzne do pozycji, które od dawna zasługiwały na to, żeby mieć piękną oprawę graficzną. Rozumiem, że kiedyś mógł być problem ze zdobyciem zdjęcia, albo z jego edytowaniem, ale era rodem z początku XXI wieku - a nawet końca XX wieku - w końcu przeminęła na dobre (a przynajmniej takie mam wrażenie, gdy obserwuję rynek wydawniczy).

"Małżeństwo ze snu" jest powiązane z jedną z moich ulubionych serii - z Bridgertonami. To są czasy "przed" - ale akurat fabuła tego tomu w ogóle rozgrywa się w Ameryce, więc tym bardziej jest to coś ciekawego, bo zwykle nie porusza się kwestii wojny albo wyzwolenia czarnoskórych niewolników - a tutaj te  wątki były lekko zaznaczone w tle.

Do tego wszystkiego fabuła także według mnie jest bardzo budująca po kątem emocjonalnym - nie byłam się w stanie oderwać od czytania, a po zakończeniu przez chwilę przeżywałam coś w stylu nadmiernego myślenia - dlatego dopiero po dwóch dniach ochłonięcia od kolejnego razu przeczytania tej książki wracam do Was z recenzją, mimo że to mój patronat - i mogłam Wam recenzję opublikować już w lutym. Uważam jednak, że to świadczy o jakości powieści, że nie jest się w stanie o niej zapomnieć i przeżywa się kaca książkowego.

Cecilia ma do wyboru - odnaleźć brata, który poszedł na wojnę, albo wziąć ślub z oślizgłym kuzynem, który pozwoliłby jej zostać w rodzinnych włościach po śmierci ojca. Dla dziewczyny decyzja jest łatwa - pakuje się, ukrywa srebra w ogrodzie i wsiada na statek - a po pięciu tygodniach znajduje się już w Ameryce. O jej bracie nie ma wiadomości, ale przyjaciel brata, z którym zdarzało się jej wymieniać listy, jest w stanie śpiączki - więc postanawia się nim zająć. Nie może jednak jako ktoś postronny... więc kłamie, że są małżeństwem. 

Gdy Edward się budzi, nic nie pamięta. Ma świadomość tego, że jest przy nim Cecilia, bo rozpoznał ją z miniatury, którą nosił przy sobie jego przyjaciel, ale nic więcej. Ufa jej jednak i pozwala, by dalej się nim zajmowała - dziwiąc się, że dotychczas nie użyła jego nazwiska, by tym bardziej zdziałać coś w sprawie zaginionego brata.

Ile czasu można jednak okłamywać, że wzięło się ślub, jeśli jest się damą, która nie powinna być shańbiona, bo nadszarpniętej reputacji nie da się już odbudować? Do czasu znalezienia brata, do czasu odzyskania pamięci przez Edwarda, czy należy wybrać jeszcze inny moment? 

Cecilia stawia wszystko na jedną kartę i ma nadzieję, że wygra - a Julia Quinn dała jej historię, która poruszy serce wszystkich romantyczek - szczególnie tych, które doceniają klimaty z romansów historycznych.

"Małżeństwo ze snu" jest wyjątkowe - i trochę mniej obszerne niż seria Bridgertonów, chociaż to też cegiełka blisko czterystustronna. Dla większości nie jest to więc pozycja na jeden wieczór: a część będzie pewnie chciał zarwać dla niej noc - miejcie tego świadomość!

Jestem oczarowana tym, co stworzyła dla nas ta pisarka - jestem w stanie zachwycać się nad jej kreatywnością, bo każda książka jest jednak inna, ale także nad dobrym naśladowaniem klimatów epoki i tym, że tworzy bohaterów, z którymi z marszu można się zżyć - i o których chce się czytać więcej.

Nie mogę doczekać się kolejnej książki z tego cyklu - bo to niby tom drugi - ale miejcie świadomość, że bez znajomości tomu pierwszego, o innym z braci, też doskonale pójdzie Wam czytanie pozycji, którą dziś recenzuję.

Podsumowując: jestem dalej zauroczona i jestem w dalszym ciągu poszukiwań książki, która wywoła we mnie takie emocje, jak na pozór banalny romans historyczny. Mimo wszystko morał, jaki płynie z tej książki, bardzo do mnie trafił i wywołał lawinę myśli - szczególnie związanych z tym, że gdybym mogła, to chętnie zobaczyłabym Julię Quinn przy pracy i porozmawiała z nią, jakim cudem mimo tylu wydanych romansów historycznych, potrafi jeszcze robić takie plot twisty!

3 komentarze:

  1. Fajnie się składa, że "Małżeństwo ze snu" posiadam oraz czytałam pierwsza część tego cykli. Pisarka zaskakuje czytelników, że przenosi akcję do Ameryki, co coś orginalnego. Z chęcia przeczytam tą lekturę.
    Gratulacje patronatu

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale świetna opinia 😍 gratuluję patronatu 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie wiedziałam, że kochasz twórczość Julii Quinn, a wpadam tu nader często 😝 ale rozumiem miłość do Bridgertonów, było na to wielkie bum i coś ciekawego. Nie czytałam jeszcze tej serii, ale kiedyś się do niej zabiorę. Oglądałam tylko pierwszy i drugi sezon, ale pamiętam, to nie to samo.
    Jeśli chodzi o tą powyższą pozycję - jeśli przeczytam, to po serii z Bridgertonami. Wtedy zachęci mnie to do dalszego czytania książek tej autorki. Z doświadczenia wiem, że jednak pierwsze części są lepsze od późniejszych, więc nie chciałabym się zniechęcać.
    Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Kobiet ♥️ jesteście cudowne i muszę to zaznaczyć nawet teraz i tutaj

    OdpowiedzUsuń