Autor: Penelope Ward
Tytuł: Muza rockmana
Wydawnictwo: Editio Red [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 288
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: romans
Ocena: 6/10
Opis:
Emily Applewood ma dwadzieścia dwa lata i całe życie przed sobą. Tylko ona wie, dlaczego tego dnia przemierza odludzia kalifornijskiej pustyni i staje przed budynkiem studia nagrań. Kiedy omyłkowo zostaje wzięta za kandydatkę do pracy, postanawia spróbować. Dlaczego nie? Może przecież być asystentką podczas trasy koncertowej jednej z najsławniejszych kapel rockowych Ameryki. Przypadkowo napotkany nieznajomy sprawia, że dostaje tę pracę.
Tristan Daltrey ma trzydzieści osiem lat i jest legendą. Surowy, męski wygląd, tatuaże i zachrypnięty głos - tym zdobywa kobiece serca. Jednak spośród wszystkich kobiet, które zna, to Emily wydaje mu się szczególną osobą. Delikatną. Silną. Śliczną. Każdego dnia czteromiesięcznej trasy uczucie między nimi się umacnia, choć oboje próbują temu zaprzeczyć. W końcu Emily mówi za dużo. I wtedy wszystko się zmienia.
Dziewczyna skrywa pewien sekret. I ten sekret sprawia, że któregoś dnia Emily znika.
Tristan nie może być jej przyszłością...
Powiedz mi, co najgorszego w życiu zrobiłaś, a ja ci uwierzę...
Książka dla czytelników powyżej osiemnastego roku życia.
Recenzja:
Lubię książki Penelope Ward - myślę sobie, że są idealne na odstresowanie, bo chociaż zwykle nie wbijają w fotel i nie zapadają jakoś głęboko w pamięć, to warto podkreślić, że zwykle są fenomenalnie napisane i zwykle jest jakiś plot twist, wokół którego buduje się całość fabuły.
Tak było i tym razem. "Muza rockmana" opowiada o Emily, która poszukuje pewnego sensu i drogi w swoim życiu, przez co trafia na rozmowę o pracę do bycia pomocą w trasie dosyć znanego rockowego zespołu - o którym ona nie wie praktycznie nic, nawet nie jest w stanie przypomnieć sobie, jak wyglądają muzycy. I pech chce, że od razu wpada na jednego z nich... w toalecie, tuż po tym, jak ma wrażenie, że zawaliła rozmowę.
Osobą, na którą wtedy wpada jest Tristan - starszy od niej o jakieś piętnaście lat - który jest głównym wokalistą i który czuje przyjemne orzeźwienie, że ktoś nie traktuje go jak wielkiej gwiazdy, a raczej jak normalnego człowieka, więc decyduje on - w sumie za rekrutera - że to właśnie Emily będzie im towarzyszyć w podróży po Ameryce.
To nie tak, że od razu dochodzi do jakiegoś romansu - raczej do powolnego poznawania się. I - co pragnę z dumą podkreślić - Penelope Ward nie poszła w taki stereotyp, żeby tytułową "muzą rockmana" była właśnie Emily - ale myślę sobie, że warto ten wątek zgłębić samemu, bo jest on na tyle ciekawy i fajnie opisany, że właściwie akcja najbardziej nabiera tempa, gdy są już położone wszystkie karty na stół.
Myślę sobie, że ta autorka ma fajne książki - ale uwierzcie mi, że zaczynam uważać, że motyw różnicy wieku to w przypadku "Muza rockmana" najmniejszy pikuś, jeśli chodzi o potencjalne powody, dla których Emily i Tristan nie powinni być razem: mimo chemii która ich łączy i tego, że naprawdę nie ma tu żadnej przemocy czy toksyczności (bo to mogłoby się wydawać najbardziej oczywistym red flagiem). Oj, jak odkryjecie całą prawdę, którą tu autorka przemyciła, to będziecie pod wrażeniem!
Niemniej jednak dodam, że do połowy ta powieść mi się po prostu i najzwyczajniej w świecie dłużyła. Dopiero później, gdy sprawy zaczęły przybierać nietypowy obrót - bo nie przypominam sobie, żebym kiedykolwiek czytała takie połączenie wątków - to dynamika zrobiła się na tyle szalona, że czytałam z wypiekami na twarzy, by dowiedzieć się, jak sytuacja się dalej rozwinie i jak tam się to wszystko ułoży.
Trochę narzekam na mały druk i minimalne marginesy - bo jednak nie jest to najbardziej komfortowy układ do czytania w papierze - a już definitywnie w późniejszych porach, gdy oczy są już zmęczone. Niemniej jednak sama historia przedstawiona w "Muza rockmana" wynagradza na tyle, że jeśli tylko macie ochotę na zapoznanie się z tym nietypowym romansem, to powinniście bez wątpienia dać szansę tej pozycji.
Jestem ciekawa czym jeszcze zaskoczy nas ta pisarka, bo bez wątpienia będę chciała dalej sięgać po książki jej autorstwa. Mimo że znam pisarzy, których książki czyta mi się lepiej, to Penelope Ward zawsze będzie mi się kojarzyła z takim guilty pleasure i z automatyczną poprawą humoru.
Podsumowując: jestem na "tak", chociaż nie jest to najlepsza książka, jaką przeczytałam w kwietniu!

📚📚
OdpowiedzUsuń"Poczucie spokoju nie wiąże się z żadnym konkretnym miejscem. To stan ducha. Musisz żyć w chwili obecnej. Wszyscy musimy. Trzymanie się przeszłości jest równie daremne co martwienie się o przyszłość."
📚📚📚
Lubię książki Penelope Ward, więc nic dziwnego, że dałam się skusić i tej. "Muza rockmena" to historia pełna muzyki, wyrzutów sumienia oraz sekretów.
On - wokalista zespołu będący u szczytu kariery.
Ona - nie wie co chce robić w życiu, płynie z prądem i przez przypadek zostaje asystentka zespołu w czasie trasy koncertowej.
Połączył ich przypadek, a może przeznaczenie.
Emily i Tristan
Dwójka ludzi, którzy w swoim towarzystwie odnajdują spokój i ukojenie.
Czy będzie to coś więcej???
Emily skrywa sekret, który może zmienić wiele, nie tylko w jej życiu.
Dla Triatana, Emily, to taki powiew świeżości. Ona jako jedyna traktuje go jako normalnego człowieka, nie gwiazdę. Zawsze mówi mu prawdę, nawet jeżeli oznacza to ból.
Czy każde przeciwności da się przezwyciężyć???
Emily wyruszyła w podróż mając cel, który poznajemy dalej, dopiero w Tristanem. Ta dziewczyna jest takim promieniem słońca, wnosi radość, ale głęboko w sobie skrywa wiele cierpienia. W tak młodym wieku wiele już przeżyła, nie dość że obroniła matkę i w obronie zabiła jej partnera, ale też straciła najlepszego przyjaciela. Głęboko w sobie walczy z ciągłymi wyrzutami sumienia. To dzięki Tristanowi ruszy dalej i nauczy się żyć tu, i teraz.
Ta historia toczy się powoli, swoim tempem i bardzo to tutaj pasuje. Mamy tutaj motyw sporej różnicy wieku, ona dwudziestodwulatka, on prawie trzydziestoośmioletni mężczyzna, ale nie tylko to stoi im na przeszkodzie. Tylko przeszłość, której nie da się zmienić, ani naprawić, trzeba tylko iść do przodu. Byłam miło zaskoczona w jakim kierunku podążała ta historia. Nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji. Ta historia nie jest długa, ale niesie ze sobą duży ładunek emocjonalny. Podobało mi się jak autorka budowała między nimi napięcie, jak rozwijały się ich uczucia i ich dojrzałe decyzje.
To nie tylko prosta historia miłosna, bo tutaj nic nie jest proste. To historia ciągłej walki ze sobą. To historia pogodzenia się z bolesną przeszłością. Historia naprawdę warta poznania. Polecam❤️.
Przynajmniej okładka tej książki jasno mówi, co to jest. Akuratnie nie przepadam ani za takim gatunkiem (romansem w takiej odsłonie), ani za autorką.
OdpowiedzUsuńBonusowy minus za użycie Tristana w tej postaci... Biedna Izolda... Jakiś anonimowy celt się w grobie przewraca.
Jestem ciekawa tej książki 🤭
OdpowiedzUsuń