Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Esprit. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Esprit. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 czerwca 2014

Cecilia Randall - "Hyperversum 2"


Autor: Cecilia Randall
Tytuł: Hyperversum
Wydawnictwo: Wydawnictwo Esprit
Data wydania: 2014
Ilość stron: 800
Ocena: 9/10
Link do recenzji części I: TUTAJ

Opis:

W dwa lata po pierwszej podróży oraz po wielu nieudanych próbach, Hyperversum znów zabiera trójkę bohaterów do XIII-wiecznej Francji. Usiłując powrócić do ukochanej Isabeau i zobaczyć swoje pierworodne dziecko, Ian trafia w sam środek buntu angielskich baronów przeciwko Janowi bez Ziemi. Daniel stara się wrócić do swoich czasów, ale wbrew woli zostaje uwięziony w 1215 roku, w szponach zaprzysięgłego wroga Iana, Geoffreya Martewalla, barona Dunchester.

Recenzja:

Pierwsza część spodobała mi się tak bardzo, że nie mogłam doczekać się kontynuacji przez naprawdę sporo czasu. Miałam nadzieję, że autorka napiszę kontynuację, która będzie w stanie mnie zadowolić i ukoić moją ciekawość.

Muszę przyznać, że  Cecilia Randall dała radę sprostać moim oczekiwaniom. Niczego innego zresztą się nie spodziewałam po tak wspaniałej autorce, która potrafiła stworzyć tak fenomenalny świat, pełen intryg, niesamowitych bohaterów i ciągłych zwrotów akcji, które sprawiały, że pozycję tę aż do ostatniej strony czytało się z zapartym tchem.

Głównymi bohaterami po raz kolejny stali się Daniel i Ian. Szkoda jednak, że zabrakło Jodie i młodszego brata Daniela, którzy po prostu zostali praktycznie całkowicie usunięci z tej fabuły. Tak samo zresztą, jak Isabeau, ale tego byłam w stanie się domyślić.

Daniel po raz kolejny okazał się odważnym, szczerym i lojalnym towarzyszem, który był w stanie poświęcić własne życie, aby uratować swojego najlepszego przyjaciela. Jego umiejętność strzelania z łuku również się przydała i nie została ona zapomniana po pierwszym tomie, co niektóre autorki zrobiłyby w swoich książkach.

Ian natomiast po raz kolejny wykazał się wiedzą, pomysłowością, umiejętnością szybkiej analizy i szybkiej oceny oraz talentem do władania mieczem. Rycerz idealny. Szkoda tylko, że nie mógł od razu znaleźć się przy swojej ukochanej... ale jaka by w tym była zabawa? Nie dziwię się więc, że autorka trochę skomplikowała jego życiorys.

Mimo wszystko, akurat w tej części, akcja zdominowała uczucia - pani Randall bardzo rzadko wspominała o emocjach takich jak miłość, czy tęsknota, za to bardzo skupiła się na opisie przedstawionych wydarzeń (tym razem zamiast Francji, na cel wzięła sobie Anglię i po raz kolejny zbombardowała czytelnika fenomenalną znajomością historii i darem do tego, aby umieścić w przeszłości swoich bohaterów i sprawić, że wydają się oni naprawdę autentyczni).

Uważam jednak, że część ta jest tak samo doskonała, jak jej poprzedniczka. Żałuję tylko tego braku uczuć - chociaż lepiej, żeby było ich mniej, niż za dużo (nie wyobrażam sobie Iana, czy też Daniela, który wzdychałby co stronę i rozczulał się nad swoim losem oraz przeklinał wszechświat za to, że rozdzielił go z osobą, którą kocha).

Autorka po raz kolejny wykazała się znajomością historii (jak już zresztą wspomniałam), niezwykłymi opisami, które sprawiały, że "Hyperversum" wydawało nam się bardzo rzeczywiste, a my mogliśmy utożsamiać się z bohaterami oraz adekwatnym słownictwem do czasów, o których pisała (to znaczy... nie jest to język zbyt trudny i archaiczny, bo nie zostałby on zrozumiany przez wszystkich, ale nie jest on też współczesny i nie spotkamy tu raczej żadnego slangu, języka potocznego i tym podobnych).
Dodatkowo wszystkie wyrażenia w obcym języku są od razu tłumaczone w przypisach dolnych (i nikt nie każe nam zerkać na koniec książki, jak się zdarza w niektórych pozycjach - albo jeszcze lepiej, bo w niektórych nawet tych sformułowań by nie tłumaczyli!).

Mówiłam już o tym, że akcji po raz kolejny jest naprawdę sporo (bo życia Iana i Daniela przecież nie mogłoby być zbyt proste, z wiadomych powodów).
Mnóstwo walk, intryg, bitew, spisków i zamachów. Powinno spodobać się to każdemu, kto ceni sobie powieści, w których cały czas coś się dzieje. 

Nikogo nie powinna odstraszać ta... spora ilość stron. Przy czytaniu nawet się tego nie dostrzega, a nawet wręcz przeciwnie - pod koniec mamy ochotę na jeszcze więcej! 
Mam więc nadzieję, że pojawi się trzeci tom tej historii, chociaż po końcówce tej części mogę stwierdzić, że równie dobrze wszystko mogłoby się już zakończyć.

Okładka do tomu drugiego jest bardzo podobna do okładki z poprzedniego tomu. Nie mam do nich najmniejszych zastrzeżeń, ale to chyba nic dziwnego, biorąc pod uwagę, jak trafnie oddają one treść książki.

W tym momencie powinnam powiedzieć chyba, że jest to obowiązkowa pozycja do przeczytania dla każdego, kto lubi historię, dużą ilość przygód i nie ma problemu z czytaniem o karach śmierci. Jeżeli jednak jeszcze nie czytaliście tomu pierwszego... to radzę Wam to szybko nadrobić!
Książkę tę naprawdę gorąco polecam. Nie żałuję spędzonego przy niej czasu. Naprawdę było warto! 

Pozycję tę dostałam od Wydawnictwa Esprit.

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Aubrey Flegg - "Skrzydła nad Delft"

Autor: Aubrey Flegg
Tytuł: Skrzydła nad Delft
Wydawnictwo: Esprit
Data wydania: 2012
Ilość stron: 256
Ocena: 7/10

Opis:

Holenderskie miasto Delft, połowa XVII wieku. Louise Eeden, córka uznanego projektanta porcelany, doskonale wie, czego oczekuje się od niej ze względu na interesy rodzinne. Kiedy więc ojciec zleca słynnemu artyście, Jacobowi Haitinkowi, wykonanie jej portretu, przystaje na to, choć niechętnie. Godzi się tez z myślą, że dla dobra prowadzonej przez ojca firmy ma wkrótce poślubić Reyniera DeVriesa, syna największego producenta ceramiki w Delft.
Sytuacja komplikuje się jednak, gdy w pracowni malarskiej dziewczyna poznaje Pietera, młodego pomocnika mistrza. Dzieli ich religia, majątek, pochodzenie - czy połączy miłość ?

Recenzja:

W zasadzie to zastanawiam się od czego zacząć. W sumie nie oczekiwałam wiele od tej książki, i też wiele nie otrzymałam. Tak jak się zapowiadało po opisie na okładce, zwykły romans, z nieoczekiwanym zakończeniem, ale o tym może dalej.
Zaskoczyły mnie bardzo tytuły rozdziałów. Nosiły nazwy przedmiotów, lub czegoś co pojawiło się w tym rozdziale nie więcej niż dwa razy. Może to ja jestem jakaś dziwna, ale mimo że szukałam, to nie doszukałam się drugiego dna tego nazewnictwa. Myślałam, że może mają one jakieś paraboliczne znaczenie, ale najwyraźniej nie. Chyba że Wy znaleźliście takowe, to proszę dajcie znać. Z chęcią się zapoznam z waszą opinią.
Tak samo, jest jeśli chodzi o tytuł całej historii. Delft? W porządku - miasto w którym się wszystko rozgrywa. Ale skrzydła? Skąd to się wzięło, to chyba do tego chyba nie dojdę.
Bardzo podoba mi się okładka książki, niby nic niezwykłego, ale podkreśla charakter całości. Tyczy się to też ilustracji umieszczonych w środku, zdecydowanie odzwierciedlają to co dzieje się w naszej fabule. Szkoda tylko, że niektóre się powtarzały, a z chęcią zobaczyłabym inne.
Cała fabuła, nie jest jakoś specjalnie skomplikowana ani zaskakująca, czego nie można powiedzieć o zakończeniu, które według mnie rozegrało się jakoś za szybko. Wszystko stało się tak nagle, autor nawet nie dał nam chwili do namysłu i wprowadził coś, co przyszło mu do głowy. Tak po prostu.
Bohaterowie byli trochę pozbawieni barw i charakteru, który pozwoliłby, aby pozostali oni na dłużej w naszej pamięci. 
Niestety, nie ma w tej książce nic odkrywczego, ani z głębszym przesłaniem. Taka, po prostu książka, żeby przeczytać ją w przerwie między czymś innym, albo po prostu na miłe spędzenie wieczoru lub dwóch, pod kocem i z kubkiem ciepłego napoju w ręce. 
Historia nie dzieje się w naszych czasach, co można odczuć czytając książkę. Nie jest jakoś wybitnie przedstawiony ten okres, ale choć w małej części można poczuć tę atmosferę.
Język jest na prawdę przyjemny i umożliwia szybkie przeczytanie całości.
Niestety nie jest to książka, która na długo zostanie w mojej pamięci. Trochę szkoda, bo miło się czyta takie lekkie i przyjemne historie jak ta.

Z gorącymi pozdrowieniami,
Klaudia.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Esprit


niedziela, 22 września 2013

M.P. Kozlowsky - "Juniper Berry i tajemnicze drzewo"


Autor: M.P. Kozlowsky
Tytuł: Juniper Berry i tajemnicze drzewo
Wydawnictwo: Esprit
Data wydania: 2011
Ilość stron: 280
Ocena: 8/10

Opis:

Juniper Berry, córka sławnej i uwielbianej pary aktorów, tęskni do dni, kiedy rodzice mieli jeszcze dla niej czas. Niespodziewanie odkrywa, że za zmianą w ich zachowaniu kryje się mroczna tajemnica, do której kluczem jest niezwykłe drzewo rosnące w jej sadzie. Prowadzi ono do groźnego podziemnego świata, którym rządzą okrutne reguły. Czy Juniper uda się uratować rodziców od losu gorszego niż śmierć?

Recenzja:

Tak naprawdę wystarczą dwa słowa, żeby zachęcić Was do tej książki - ciekawa historia. Szczerze mówiąc sama nie wiem, do jakiego gatunku należy ta powieść. Ma w sobie coś z fantastyki, ale nie jest to taka fantastyka, z jaką spotykamy się w większości książek dla nastolatków. Może dlatego, że to nie jest typowa pozycja dla młodzieży. Bardziej niż współczesnego nastolatka zainteresowałaby "młodszą młodzież", czyli dzieciaki w wieku mniej więcej dwanaście lat. Dlaczego? Wyznaję zasadę, że najlepiej czyta się o przygodach osoby w naszym wieku. Dorośli rzadko sięgają po książki o losach nastolatków, ponieważ nie ekscytują ich tak bardzo zawirowania i problemy 16-latków. Uważają je za niedojrzałe i raczej błahe w porównaniu z dorosłym życiem. Jak to mówią: zapomniał wół jak cielęciem był.

Juniper ma jedenaście lat, lubi przygody, ale nade wszystko uwielbia spędzać czas ze sowimi rodzicami. Ale od pewnego czasu trochę, żeby nie powiedzieć całkowicie, przestają się nią interesować. Bycie córką sławnej pary aktorów wcale nie jest takie kolorowe, jakby się mogło wydawać. Nie masz przyjaciół, a Twoim jedenym kompanem jest pies Kicia. Tak jak widzicie - nawet pies Juniper nie jest taki jak inne psy. Więc jak jej życie może przypominać życie normalnej dziewczynki?

Juniper już spraciła nadzieję na to, że jej rodzice zmienią się w "dawnych rozdziców", kiedy to nie widzieli świata poza córeczką, a wieczory spędzali razem bawiąc się i odgrywając razem sztuki napisane przez Juniper. Wtedy, zupełnie niespodziewanie pojawia się przyjaciel. Giles ma dokładnie ten sam problem, tylko, że on widzi w tym więcej niż dziewczynka. Chłopak twierdzi, że zmiana zachowania rodziców była spowodowana czymś innym, magicznym...

Od tej chwili para przyjaciół odkrywa po kawałku tajemnicę, która kryje niebezpieczeństwo. Dzieci muszą walczyć o utraconych rodziców, a stworzenie, z któym dobili targu nie da tak łatwo wyrwać sobie "zapłaty". Ta książka niesie ze sobą pewną orginalność. Warto na nią zwrócić uwagę, widząc ją na półce księgarni. Mimo, że opowiada o parze jedenastolatków, niesie ze sobą cenny przekaz. Juniper jest dla mnie wzorem. Pokazuje nam, że nie można oceniać ludzi po wyglądzie i, że każdy człowiek zasługuje na pomoc. Natomiast Giles udowodnił mi, że są różne rodzaje siły, nie tylko ta fizyczna.
Polecam!

"I pamiętaj, że czasem to, co wydaje się zwyczajne, jest najniezwyklejsze na świecie!"

Wasza Ariada :)

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Esprit :)

poniedziałek, 16 września 2013

Marcel Pagnol - "Czas tajemnic"


Autor: Marcel Pagnol
Tytuł: Czas tajemnic
Wydawnictwo: Esprit
Data wydania: 2011
Ilość stron: 352
Ocena: 7/10

Opis:

Beztroskie lato, niezapomniany zapach tymianku i lawendy, majestatyczny cień Taoumé: pozornie w życiu dorastającego Marcela niewiele się zmieniło, a jednak...

Jego ukochany przyjaciel Lili nie może już całymi dniami wędrować z nim po wzgórzach wśród ogłuszającej muzyki cykad, ponieważ pomaga w pracy swojemu ojcu. Zaś sam Marcel poznaje Izabellę - i przeżywa swoje pierwsze młodzieńcze zauroczenie.

Tymczasem wielkimi krokami zbliża się nowy rok szkolny - Marcel ma rozpocząć naukę w liceum i jako ambitny młodzieniec chce przynieść chlubę ojcu-nauczycielowi. Nie spodziewa się jednak, jak trudno będzie wdrożyć się w nowe zasady - i nauczyć się je łamać bez ponoszenia kary...

Recenzja:

Ta książka kojarzy mi się bardzo pozytywnie, a to dlatego, że jak dla mnie jest to powieść do złudzenia podobna do "Mikołajka". Każdy kto czytał "Mikołajka" na pewno uległ jego urokowi. To jest taka książka, przy której można śmiać się i płakać. Dlatego, czytając "Czas tajemnic" powróciłam myślami do dzieciństwa.
Akcja jest prowadzona na początku XX w., co moim zdaniem czyni książkę jeszcze bardziej ciekawą. Ja osobiście bardzo lubię powieści, gdzie mamy do czynienia z przeszłością. Nie dość, że przenosimy się do innego świata, wykreowanego w książce, to jeszcze na dodatek podróżujemy w czasie!

Marcel jest bardzo sympatycznym bohaterem. Z perspektywy dwunastolatka świat widziany jest w całkowicie innnych kolorach, bardziej żywych. Uśmiech praktycznie nie schodził z mojej twarzy, kiedy czytałam jego wspomnienia. Niektóre rzeczy próbował sobie wytłumaczyć w bardzo zabawny sposób. Ubawiłam się jak dziecko, kiedy czytałam jego zdaniem, po co istnieją dziewczynki.

Marcela można, a nwet trzeba kojarzyć z autorem książki. Jest to coś w rodzaju jego autobiografii.
Mały bohater powieści przedstawia swoje losy w wieku licealnym (jednak nie takim jak w Polsce, gdzie zaczyna się liceum jako 16-latek), przedstawia nam swoją pierwszą miłość. Na pewno idealizuję urodę Izabelli, ale jak to mówią "różowe okulary" przysłąniają mu świat :).

Pozostali bohaterzy, zabawni wujkowie, historie miłosnych zawirowań dziadków, które przeciągane się przez lata, no i oczywiście szkolni kumple są bardzo pozytywni. Mimo to, że czytamy o wydarzeniach sprzed ponad 100 lat, to czy tak naprawdę coś się zmieniło? Rodzice tak samo martwią się o dzieciaki, a dorastający chłopcy tak samo rozrabiają i starają się o akceptację grupy. Ludzie tak samo kochają, kłócą się, ale na szczęście szybko godzą.

Bardzo miła, rodzinna książka, do poczytania na ciepłe, jeszcze, jesienne wieczory. Możemy "Czasem tajemnic" bardzo skutecznie zwalczyć jesienną depresję, a jeśli do tego dodamy kubek herbatki, na przykład malinowej, to przygody Marcela wciągają jeszcze bardziej :).

Wasza Ariada :)

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Esprit :)

poniedziałek, 8 lipca 2013

Cecilia Randall - "Hyperversum"

Autor: Cecilia Randall
Tytuł: Hyperversum
Wydawnictwo: Wydawnictwo Esprit
Data wydania: 2011
Ilość stron: 750
Ocena: 10/10

Opis:

Ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację...  
Wyobraź sobie komputerową grę RPG, która pozwala nie tylko śledzić losy bohaterów, ale wejść w ich skórę. Która zaciera granicę pomiędzy rzeczywistością a światem wirtualnym.
Taka gra nazywa się Hyperversum.
Daniel, Ian i Jodie przenoszą się do XIII-wiecznej Francji, żeby w świecie wirtualnym przeżyć największą przygodę swojego życia. W wyniku awarii systemu fikcja miesza się z rzeczywistością, a powrót do teraźniejszości wydaje się niemożliwy. Przed bohaterami pojawiają się nieoczekiwane wyzwania. Czy Ian uratuje ukochaną z przeszłości? Czy Daniel pokona strach i z chłopca stanie się mężczyzną? Czy Jodie odnajdzie się w roli średniowiecznej damy? Czy ich przyjaźń przetrwa próbę czasu i przestrzeni?

Recenzja:

„Przyszłość jest mglista, póki nie staje się teraźniejszością. Jedynie przeszłość jest pewna i znana.” 

Kiedy po raz pierwszy przeczytałam o tej książce pomyślałam tylko: "OMG! MUSZĘ JĄ MIEĆ!". Patrząc bowiem na sam opis wiedziałam, że jest to pozycja, z którą wato się zapoznać i poświęcić jej trochę czasu wolnego - nawet, jeżeli spora objętość trochę mnie odstraszała. Jestem jednak osobą, która wcale tak łatwo się nie zniechęca, jeżeli chodzi o czytanie. Postanowiłam dać "Hyperversum" szansę.

Kiedy tylko dorwałam się do tej książki, wiedziałam już, że jest to strzał w dziesiątkę i wręcz pożarłam ją wzrokiem w ciągu kilku godzin. Nie żałowałam tego, że mój wybór padł akurat na tą powieść. Spędziłam ten czas naprawdę przyjemnie.
Nic dziwnego, książka jest bowiem idealna! Mogłabym rzec, iż jest to jednak z lepszych pozycji jakie miałam okazję przeczytać.

Głównym bohaterem jest Daniel - szczery, odważny i lojalny chłopak, który za sprawą gry komputerowej... przeniósł się w czasie wraz ze swoją dziewczyną, młodszym bratem i najlepszym przyjacielem, który - na szczęście - jest historykiem, umie władać mieczem i zna język francuski.

Pewnie należy wspomnieć, że Ian, bo tak nazywa się najlepszy przyjaciel Daniela, również jest głównym bohaterem tejże powieści.

Jodie (dziewczyna Daniela) natomiast, tak samo jak Martin (młodszy brat) są postaciami ważnymi, ale nie tak, jak wyżej wymienieni.
Postacie są bardzo dobrze wykreowane. Każda jest wyjątkowa, fascynująca i ma swój własny styl bycia.

„Ten kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony - To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku, który zmienia Cię na zawsze…”

Bardzo podobał mi się pomysł na tę fabułę. Autorka wykazała się tu sporą wiedzą, kreatywnością i talentem do pisania. Nic więc dziwnego, że fabuła okazała się oryginalna i odchodząca od schematów. Ciężko byłoby spotkać w księgarni coś podobnego i równie dobrze napisanego.
Pani Randall ma naprawdę dużo wyobraźni i naprawdę lekkie pióro.

Akcja rozgrywa się, jak już wiadomo po opisie, w trzynastowiecznej Francji oraz we współczesnej Ameryce.
Wydarzeń jest całkiem sporo - cały czas coś się dzieje, a nasi bohaterowie nie mają ani chwili odpoczynku. A to ich poszukują, a to ktoś się przez przypadek zakochał...
Wszystkiego jest naprawdę pełno. Cecilia Randall zadbała o to, aby fabuła nie była zbyt monotonna i jednolita.

„Nie trzeba być bohaterem, żeby przeżyć, jeśli ma się kogoś, dla kogo warto walczyć. Nawet najgorsze przeżycie zabliźnia się z czasem i w końcu pozwala oddychać pełną piersią.”

Autorka zrobiła tylko jeden błąd: w XIII-wiecznej Francji nie istnieli Niemcy, tylko Prusy. Było to chyba jednak tylko niedopatrzenie. Nie znalazłam bowiem innych błędów - albo nie rzuciły mi się one w oczy. Jestem jednak w stanie jej to wybaczyć, ponieważ nie jest to zbyt istotna rzecz.

Okładka też jest niezwykła.  Sama kolorystyka wprawia nas w ten średniowieczny klimat wojny i grozy, a także kwitnącej miłości. Postacie natomiast są przedstawione w bardzo odpowiedni sposób. Nic dodać - nic ująć. Nie mam żadnych zastrzeżeń.

Sam język autorki jest lekki, łatwy w rozumieniu. Stara się ona stylizować dialogi tak, aby wyglądały one bardziej autentycznie i pasowały do przeszłości. Nie używa ona jednak typowych archaizmów - nie może, byłby one bowiem zbyt niezrozumiałe. Nie używa też jednak slangu.
Całkiem niezły efekt to wywołuje - naprawdę.
Nie zauważa się, że książka ta jest tak obszerna. Czyta się ją jednym tchem. W sumie... prosi się nawet o więcej.
Kiedy tylko zaczniecie czytać "Hyperversum", to przekonacie się, dlaczego tak jest. Atmosfery tej pozycji nie jestem bowiem w stanie ubrać nawet w słowa.

„Był sam, siedział na zniszczonym stołku w pokoju zasłoniętym płótnem, w oczekiwaniu, aż ktoś przyniesie mu nową, ochronną skórę.”

Niebawem podobnież ma wyjść kolejna część, którą na pewno  przeczytam i zrecenzuje! Nie ma innej opcji, za bardzo mi się to spodobało.
Polecam więc wszystkim osobą lubiącym dobre książki, oryginalne pomysły, dobrze wykreowane postacie, niezwykłe okładki, średniowieczne klimaty, rozkwitające uczucia oraz są osobami +13, ponieważ niektóre opisy (szczególnie krwawych turniejów oraz wojen) nie są jeszcze wskazane dla ich oczu.

Wasza Iwi :)

Książkę dostałam od Wydawnictwa Esprit