Pokazywanie postów oznaczonych etykietą języki obce. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą języki obce. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 27 kwietnia 2020

Książki do nauki języka - pozycje warte polecenia!

Hej,
dawno nie było tu niczego związanego z nauką języków, a wiem, że w tym trudnym teraz dla wszystkich okresie, wiele osób chciałoby podszkolić swoje umiejętności (albo rozpocząć przygodę z nauką języków). Mam nadzieję, że ten post (jak i moje wcześniejsze, które tyczyły się książek do nauki języków), trochę Wam pomogą i przekonają Was, że nauka może być fajna i przyjemna!

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Magdalena Filak – "Hiszpański w tłumaczeniach"



Przyszedł nowy rok, a wraz z nim czas na postanowienia. Jest coś, co chcielibyście zrobić w 2019? Ja chciałabym się nauczyć hiszpańskiego. W tym celu już w grudniu zaopatrzyłam się w dwie pozycje od wydawnictwa PrestonPublishing: Hiszpański w tłumaczeniach:gramatyka oraz Hiszpański w tłumaczeniach: słownictwo. Jako że nigdy się tego języka nie uczyłam i znam go tylko na tyle, na ile udało mi się go przyswoić z kilku hiszpańskich seriali, wybrałam oczywiście książki na najniższym poziomie.
Oba podręczniki zostały stworzone przez tą samą autorkę, Magdalenę Filak, która proponuje nową metodę nauki. Pomysł przypomina ten Pawlikowskiej, która wydała wiele książek do nauki różnych języków opartych na tym samym schemacie. W każdej znajdziemy ułożone w trzech kolumnach zdania: po polsku, ich tłumaczenia i zapisy wymowy. U Filak też mamy trzy kolumny, zarówno w podręczniku z gramatyką, jak i ze słownictwem. Na lewej stronie znajduje się zdanie napisane po polsku, a obok niego miejsce na nasze tłumaczenie. Po prawej stronie są tłumaczenia autorki, które na bieżąco możemy sprawdzać ze swoimi.
Książka Hiszpański w tłumaczeniach: słownictwo zawiera aż pięćdziesiąt rozdziałów. W każdym z nich zostaje przerobiony jeden temat leksykalnych, każdy kończy się też testem, który pozwala na sprawdzenie nabytej wiedzy. Dodatkowo mamy rozdziały z przydatnymi czasownikami. Na początku każdego znajduje się tabelka ze słówkami, których powinniśmy się nauczyć. Później używamy wszystkich w zdaniach, które proponuje nam do tłumaczenia autorka. Na prawej stronie są też wskazówki leksykalne i gramatyczne oraz komentarze i porady, w których poruszane są różne ważne aspekty językowe. Wszystkie słówka i zdania możemy sobie odsłuchać z dołączonej do książki płyty, co jest fajną opcją, biorąc pod uwagę, że w przeciwieństwie do Pawlikowskiej, u Filak nie 
znajdziemy w podręczniku zapisów wymowy. Czego mi tu brakowało to np. zasad wymowy. Wydaje mi się dość dziwne, że można je znaleźć w podręczniku do gramatyki, a w książce ze słownictwem już nie. Dla mnie, jako osoby, która nie zna hiszpańskiego w zasadzie w ogóle, problemem okazało się to, że choć nauczyłam się słów z tabelki, to nie znałam wszystkich innych. Przykład: pierwsze zdanie do przetłumaczenia brzmi: Jesteśmy gotowi, żeby zacząć. I choć wiem, że zaczynać to empezar, nie znam reszty słów, plus nie wiem, jak się odmieniają. Autorka pisze we wprowadzeniu, że podręcznik jest idealnym narzędziem dla osób, które podejmują samodzielną naukę języka. Nie mówię, że tak nie jest, ale by móc siąść i w miarę sprawnie zacząć korzystać z tego podręcznika, trzeba jednak znać już jakieś podstawy.
Podręcznik Hiszpański w tłumaczeniach: gramatyka zbudowany jest podobnie. Tzn. układ stron jest ten sam, mamy zdanie po polsku, miejsce na nasze tłumaczenie i po prawej tłumaczenie autorki oraz różne wskazówki i wyjaśnienia. W każdym rozdziale zapoznajemy się z jednym tematem gramatycznym. Dzięki tłumaczeniom konkretnych zdań możemy przećwiczyć dane zagadnienie i zrozumieć jego mechanizm. Do tego podręcznika również jest dołączona płyta, z którą możemy poćwiczyć sobie wymowę, powtarzając zdania po profesjonalnej lektorce hiszpańskiego. Podobało mi się, że na początku tej książki znalazły się najpopularniejsze hiszpańskie wyrażenia. To fajny start dla kogoś, kto dopiero zaczyna naukę. Dodatkowo w Gramatyce faktycznie zaczynamy od samiuteńkich podstaw. Zdania wydają mi się prostsze niż w książce ze słownictwem, choć brak znajomości poszczególnych słówek i tutaj spowalnia tłumaczenie.
Podręczniki Magdaleny Filak to ciekawy sposób na naukę hiszpańskiego. Jeśli znacie podstawy tego języka i chcecie go szlifować, koniecznie po nie sięgnijcie (niekoniecznie musicie zaczynać od najniższego poziomu, jak ja, bo oczywiście dla bardziej zaawansowanych osób są w tej serii książki na wyższych poziomach. Nie musicie nawet decydować się na hiszpański, w serii są też inne języki do wyboru). Możecie z nimi nie tylko nabyć nową wiedzę, lecz także przećwiczyć i powtórzyć to, co już przyswoiliście. 

środa, 28 marca 2018

Karty do angielskiego - FORBIDDEN WORDS

Tytuł: FORBIDDEN WORDS
Wydawnictwo: Macmillan
Data wydania: 2018
Ilość kart: 80 kart = 320 haseł
Stopień znajomości języka: poziom maturalny (B1/B2)

Opis:

Dzięki zaadaptowaniu popularnej gry karcianej Taboo nauka słownictwa maturalnego zamienia się w rozrywkę i przyjemność. Gra Forbidden Words w pełni angażuje uczniów do nauki i mobilizuje do korzystania nie tylko z posiadanej wiedzy, lecz także do użycia wyobraźni i do inwencji twórczej. Ułatwia przełamanie bariery w mówieniu i zmniejsza związany z nią stres, dzięki czemu doskonale sprawdzi się jako jeden z elementów treningu do matury ustnej.

czwartek, 18 stycznia 2018

Wydawnictwo [ze słownikiem] - "Die Schneekönigin", "Alice's Abenteuer im Wunderland"

 
Kiedy zobaczyłam w ofercie Wydawnictwa [ze słownikiem] książki w języku niemieckim, naprawdę się ucieszyłam. Stwierdziłam nieskromnie, że chyba nikt nie nadaje się bardziej na recenzenta takich pomocy naukowych niż studentka germanistyki. Możecie liczyć, że usłyszycie rzetelną ocenę osoby, która trochę zna się na rzeczy.  

czwartek, 16 marca 2017

"Deutsch aktuell"

Muszę przyznać, że po prostu uwielbiam ten magazyn, jednak myślę, że w mojej ocenie jestem całkiem obiektywna. Mam do czynienia z "Deutsch aktuell" już dosyć długo i przez ten czas twórcom udawało się wiele razy mnie zaskoczyć świetnymi i praktycznymi tekstami, idealnym dopasowaniem słowniczka do poszczególnego artykułu, a przede wszystkim wielkim dopracowaniem, które widać już na pierwszy rzut oka. Każdy numer wnosi coś nowego w naszą przygodę z tym językiem. Dostarcza zasobu słownictwa, dzięki któremu możemy swobodnie wypowiedzieć się na każdy temat. Ten numer dał mi jeszcze więcej powodów, aby móc rozpływać się nad świetną jakością tekstów w nim zawartych. Jeśli Wasz poziom znajomości języka znacznie nie wzrósł po dość regularnym czytaniu "Deutsch aktuell", to musicie być naprawdę opornymi studentami. Pogłębienie wiedzy to gwarantowany efekt czytania tego magazynu, a o to głównie chodzi w nauce. Twórcy zaserwowali nam znowu solidną porcję zwrotów, słówek, ale przede wszystkim wiedzy o świecie z perspektywy zachodniego Sąsiada. 

Tym razem nie przesadzę, jeśli powiem, że dosłownie każdy artykuł trafił w mój gust i zainteresowania, ponieważ było bardzo dużo o kinematografii i Internecie, a dokładniej mówiąc, magazyn postanowił iść z duchem czasu i opowiedzieć nam trochę o zawodzie YouTubera! Ale, dla swoistej równowagi znajdziemy również teksty o edukacji wyższej w Niemczech oraz garść faktów o Munchen, czyli drugim najważniejszym niemieckim mieście. Trzeba zauważyć, że każdy artykuł jest napisany z pomysłem i kreatywnością. Pasjonat języka niemieckiego na pewno doceni bardzo ciekawy dobór leksyki, a już każdy czytelnik zachwyci się niezwykłą szatą graficzną. W końcu pierwsze wrażenie jest najważniejsze, a okładki "Deutsch aktuell" zawsze są przepiękne!

Czekam z niecierpliwością na kolejny numer!

Wasza Ariada :)

Za magazyn dziękuję Wydawnictwu Colorful Media




niedziela, 26 lutego 2017

Olive Green - interaktywny kurs do nauki języka angielskiego


Kursów do angielskiego jest na rynku całe mnóstwo, ale Olive Green wyróżnia się na ich tle – i to nie tylko licznymi nagrodami. To pierwszy kurs połączony z interaktywnym filmem sensacyjnym. Tak, dobrze przeczytaliście, z filmem. Teraz pewnie myślicie sobie, że jeśli to film nagrany z myślą o kursie angielskiego, pewnie jest słaby, gra aktorów drewniana, a dialogi beznadziejne. Nic bardziej mylnego. Jestem bardzo pozytywnie zaskoczona jakością filmu, na którym opiera się cały kurs. Aktorka grająca Olive Green przypomina mi trochę łagodniejszą (ale równie ładną) wersję Lary Croft i muszę przyznać, że polubiłam ją od pierwszej scenki. Pozostali aktorzy również zdobyli moją sympatię, choć faworytką została właśnie Olive. Sceny walki nie są tu może zbyt realistyczne, ale gra aktorów jest w miarę naturalna, a dialogi żywe i niejednokrotnie dowcipne. 

Poszczególne scenki możemy oglądać w trzech wersjach – z napisami polskimi, z napisami angielskimi albo bez napisów. Mało tego, w trakcie oglądania możemy decydować o przebiegu akcji, czekają też na nas zręcznościowe i językowe gry, przez co kurs nieustannie utrzymuje naszą uwagę.


Kurs dzieli się na sześć części, odpowiadających poziomom angielskiego A1, A2, B1, B2, C1, C2. Przeznaczony jest więc dla wszystkich, chociaż osobom zupełnie początkującym, które nigdy nie miały styczności z językiem angielskim, raczej ciężko byłoby się w nim odnaleźć, bo jednak mam wrażenie, że chociaż na poziomie A1 są poruszane kwestie naprawdę elementarne, jakieś podstawy trzeba mieć. Kolejna sprawa – jeśli nasz angielski jest na wyższym poziomie niż A, nie warto od niego zaczynać. Oczywiście koniecznie trzeba obejrzeć scenki z filmem od początku, ale nie polecam robienia do nich ćwiczeń. Ja pomyślałam, że je sobie przeklikam, jest ich jednak całe mnóstwo i dla kogoś, kto jest na poziomie B czy C wydają się banalne, dodatkowo system powtórek (o którym napiszę więcej później) sprawia, że trzeba przeklikiwać to po kilka razy, co robi się bardzo męczące, kiedy okazuje się, że mamy 400 rzeczy do powtórzenia. Tak więc oglądajcie film od początku, ale oceńcie dobrze swój poziom angielskiego i nie zaczynajcie ćwiczeń od tych najprostszych, jeśli nie czujecie, że musicie.  

Scenek jest w sumie 60 – po 12 do każdego poziomu. Do każdej przygotowany jest zestaw ćwiczeń, na który składają się:
·         ćwiczenie typu prawda/fałsz,
·        ćwiczenie na słownictwo,
·         kilka ćwiczeń z gramatyki,
·         interaktywny dialog sterowany głosem,
·         ćwiczenie sprawdzające słownictwo z dialogu,
·         kulturalna ciekawostka.
Ćwiczenia są tak skonstruowane, żeby sprawdzały różne umiejętności. Czasem musimy coś wpisać, innym razem przetłumaczyć coś na angielski lub polski. Program daje nam możliwości samodzielnej oceny swojej pracy – po każdym ćwiczeniu możemy wybrać opcję: nie wiem, prawie lub wiem. 

Ważne jest, by nie oszukiwać, bo na podstawie tego, co wybierzemy, program planuje nam powtórki. W tym momencie muszę się przyznać, że powtórki są w tym kursie moja prawdziwą zmorą, a wszystko z powodu braku systematyczności. Gdy po dłuższej przerwie odpalałam kurs, okazywało się, że czeka na mnie 400 powtórek, dlatego bardzo ważne jest, by przynajmniej starać się być systematycznym. System powtórek też jest czymś unikatowym na tle innych kursów, choć jest to patent SuperMemo, więc w innych ich kursach też się z tym spotkacie. Wiadomo, jeśli język nie jest używany, wyparowuje nam z głowy, a jeśli nie powtarzamy nowo przyswojonych słówek, nie zostają nam one w pamięci długotrwałej. System powtórek jest tak zoptymalizowany, żeby zapewnić efektywne zapamiętywanie poszczególnych wyrażeń, a w efekcie skuteczną naukę języka.
Kurs Olive Green jest dostępny w wersji fizycznej – i do tej wersji będę was namawiać – oraz w wersji internetowej, na platformie SuperMemo. Wersja fizyczna ma wszystko to, co wersja online, plus książki z dialogami z filmu, słownictwem oraz kompendiami gramatycznymi. Oczywiście teraz można mieć połączenie z internetem wszędzie i korzystać z kursu z telefonu czy internetu w autobusie albo w kolejce u lekarza, ale elektronika jest zawodna, a papierowe książki nie. Poza tym może jestem staromodna, ale lepiej mi się uczy, gdy mam coś fizycznie przed oczami, niż gdy coś pojawia mi się na jakiś czas na ekranie, a potem znika. Dlatego jeśli będziecie rozważali zakup kursu, polecam wersję fizyczną.
Twórcy kursu oferują jeszcze inne rzeczy, np. słownik zawierający 25 000 haseł, nagrania mp3, które można sobie słuchać z telefonu czy empetrójki, obsługę kilku urządzeń – wszystko dla fanów aplikacji w tabletach i smartfonach, czyli nie do końca dla mnie. Wspominam wam więc tylko, że są takie możliwości, ale nie przetestowałam ich, także nie wypowiem się szerzej na ich temat. Spróbowałam zainstalować sobie na telefonie aplikację, ale nie chciała mi działać i na tym się moja przygoda z aplikacjami zakończyła.
Niewątpliwie kurs Olive Green to coś innowacyjnego i wszystkie te nagrody, które dostał, zostały przyznane nie bez powodu. Olive Green wprowadza nową jakość i mam nadzieję, że w przyszłości kursy językowe będą szły w tę stronę, nie ma bowiem lepszej metody na przyswojenie sobie języka, jak połączenie nauki z zabawą. Jeśli chcecie podszkolić swój angielski, kurs Olive Green będzie doskonałym rozwiązaniem. Polecam!


sobota, 21 stycznia 2017

Wydawnictwo [ze słownikiem] - "Frankestein"

Jestem pewna, że wielu z Was ma już za sobą lekturę słynnego Frankensteina, ale... czy czytaliście go w języku angielskim? Ja, za sprawą Wydawnictwa [ze słownikiem], miałam szansę na zapoznanie się z tą niesamowitą pozycją właśnie w tym języku i - muszę już na wstępie zaznaczyć - było to dla mnie zarówno ogromne wyzwanie, jak i wspaniała przygoda, podczas której nauczyłam się wielu słów i zwrotów!

Zacznę od tego, że mój angielski jest raczej na poziomie komunikatywnym i rzadziej używane słowa są dla mnie zawsze zagwozdką. W związku z tym postanowiłam czytać po 10-20 stron dziennie i stopniowo przyswajać sobie - miejscami bardzo swoiste - słownictwo Mary Shelley (Frankenstein został w końcu napisany na początku XIX wieku). Tutaj z pomocą przyszły mi trzy słowniki zawarte w książce i pokrótce opowiem o każdym z nich.

Pierwszy z nich, zawierający najczęściej używane w książce słowa, znajduje się już na samym początku książki i... w zasadzie z niego nie korzystałam. Nie z powodu lenistwa ani jakiejś niechęci - zwyczajnie kilkadziesiąt ostatnich stron Frankensteina [ze słownikiem] zawiera kolejny słownik, tym razem ze wszystkimi słowami zawartymi w książce i to właśnie do niego zwykłam zaglądać. Najbardziej pomocny okazał się dla mnie jednak trzeci słowniczek, znajdujący się na marginesach książki, zawierający najtrudniejsze słowa z danej strony, ale - niestety - ma on drobną wadę, którą w swojej recenzji zauważyła już Iga [>recenzja Igi<]. Mianowicie, przetłumaczone w nim są wszystkie znaczenia danego słowa, co samo w sobie nie jest złe, ale wolałabym, aby pierwszym tłumaczeniem było słowo użyte w tekście - w kilku miejscach musiałam się dłuższą chwilę głowić, o co konkretnie chodzi w danym zdaniu i... było to nieco irytujące, wręcz kłopotliwe. Mimo tego, to wciąż mój ulubiony słowniczek - korzysta się z niego najszybciej, nie trzeba przerzucać stron i szukać tłumaczenia w gąszczu innych słów. Dodam jeszcze, że czytałam Frankensteina pierwszy raz, dlatego to uciekanie do ostatnich stron prawdopodobnie mi przeszkadzało - troszkę rozwiewało gotycki klimat powieści Mary Shelley. :)

Frankenstein [ze słownikiem] - jak pisałam już powyżej - był dla mnie zarówno wyzwaniem, jak i przygodą. Spotkanie to zaliczam do jak najbardziej udanych, ponieważ takie wydanie książki wypieściło nie tylko mój umysł (w kontekście edukacyjnym), ale także i oczy. Książka ta - jak i pozostałe z tej serii - są wydanie minimalistycznie i prosto, w zdecydowanie pozytywnym tych słów znaczeniu. Nie odciąga to wzroku od treści i nadzwyczaj skutecznej nauki języka obcego. Już teraz, po przeczytaniu zaledwie jednej (!) książki z tej serii, mogę powiedzieć, że moja znajomość słownictwa angielskiego znacznie wzrosła. Jestem przekonana, że sięgnę także i po inne książki wydane przez Wydawnictwo [ze słownikiem], a mam w czym wybierać. Wydają klasyczne perełki i to w bardzo przyzwoitej cenie. Polecam z całego serca ten sposób nauki języka - przez czytanie jest znacznie przyjemniejsza! 

Tę książkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu [ze słownikiem]. :)
http://zeslownikiem.pl/

czwartek, 19 stycznia 2017

"Deutsch aktuell" + "Italia. Mi piace!"

Ostatnio nie miałam zbyt wiele czasu na czytanie ze względu na zbliżający się mroczny czas sesji egzaminacyjnej. Dlatego zamiast książkowych cegieł, wybierałam lekturę artykułu magazynu językowego od Colorful Media. Po męczącym dniu na uczelni, mając w perspektywie przekopywanie się przez książki o historii krajów niemiecko- i anglojęzycznych, krótki tekst był o wiele bardziej zachęcający i odprężający niż powieść. Dodatkowo w tych numerach autorzy postawili na wyjątkowo przyjemne i lekkie tematy, takie jak moda, sport, podróże czy jedzenie. Akurat w gazetce "Italia. Mi piace!" znalazłam ciekawy artykuł o sztuce, nie tylko tej tradycyjnej, ale także filmowej, co dla mnie, zapalonego kinomaniaka i wielbicielki między innymi włoskich produkcji, okazało się wciągające. Twórcy numeru 13 troszkę poszaleli z gramatyką, bo czytelnik zmierzy się z czasownikami modalnymi, jednak forma, w jakiej zostało przedstawione zagadnienie jak zwykle nie odstrasza, a sprzyja szybszemu zapamiętywaniu. Dodatkowo zostały umieszczone standardowe ćwiczenia z zakresu prezentowanego materiału.




Wśród kilku słów na temat numeru dla uczących się niemieckiego nie mogło zabraknąć zwrócenia uwagi, że królowała zdecydowanie moda. Zgodnie z okładką dowiemy się o priorytetach, którymi kierują się Niemcy. Sporą część magazynu zajmują również dość trudne zagadnienia na temat ekonomii i zarządzania własnymi finansami. Plusem jest oczywiście poznawania zaawansowanego słownictwa, które na pewno przyda się w praktyce! Was ist in? Jeśli chcecie poznać odpowiedź na to pytanie, "Deutsch aktuell" śpieszy z pomocą, pokazując nam teksty, utwory muzyczne, czy filmy, na które warto zwrócić uwagę, jeśli interesuje nas niemiecka kultura. A jako że mamy czas karnawału, to i o tym poczytacie! Jak zwykle muszę pochwalić staranne wykonanie i to, że magazyny są kolorowe. Czy przyciągną również i Wasz wzrok?

Za magazyny dziękuję Wydawnictwu Colorful Media

niedziela, 1 stycznia 2017

Angielski z Beatą Pawlikowską

Beata Pawlikowska to polska pisarka, autorka wielu książek podróżniczych, dziennikarka i fotograf. Razem z wydawnictwem Edipresse Książki opublikowała niedawno podręcznik do nauki angielskiego oraz fiszki podróżnicze.

Praktyczny kurs języka angielskiego. Książka z płytą CD

sobota, 17 grudnia 2016

Wydawnictwo [ze słownikiem] - "Alicja w krainie czarów", "Przygody Sherlocka Holmesa"





Zawsze chciałam znać angielski na tyle dobrze, żeby móc czytać w oryginale. Wiecie jak to jest, wydawnictwa zaczynają serie, nie kończą ich, a człowiek tak desperacko chce poznać losy ulubionych bohaterów… Zdarzyło mi się kilka razy czytać książki po angielsku, ale niestety u mnie zdaje to egzamin tylko w przypadku powieści z prostszym słownictwem – przy bardziej skomplikowanych zaczynają się schody… i od razu pojawia się zniechęcenie. No bo sprawdzać tak co któreś słowo w słowniku? Komu by się chciało?
Wydawnictwo [ze słownikiem] pojawiło się na rynku wydawniczym w tym roku, wychodząc naprzeciw wszystkim osobom, które chciałyby czytać w oryginale, ale szybko się niecierpliwią. Tak naprawdę nawet jeśli ktoś ma samozaparcie i byłby gotów siedzieć ze słownikiem i sprawdzać wszystkie nieznane słowa, zaporowe mogą być też dla niego ceny książek w języku angielskim. Zwykle wahają się w okolicach kilkudziesięciu złotych, a nawet zbliżają się do setki. Oczywiście mówię o wydaniach papierowych, bo wiadomo, zawsze można być piratem i ściągnąć ebooka z chomikuj, ale tego nie polecamy.
Wydawnictwo [ze słownikiem] stawia na angielską klasykę, nieprzypadkowo taką, która weszła już do domeny publicznej. Ma to zarówno swoje plusy – książki są w rozsądnej cenie, jak i minusy (chciałoby się poczytać w takiej formie nowości). Sugerowane ceny powieści, które ukazały się do tej pory, wahają się między 29–59 zł. Tę najwyższą kwotę zapłacimy za Przygody Sherlocka Holmesa, z tym że jest to najgrubsza z wydanych powieści. Zawsze można polować na jakieś promocje, ale i bez nich te ceny, które zasugerowało wydawnictwo, są całkiem przystępne.

Sporo osób narzeka na minimalistyczne okładki, ale ja tam sobie minimalizm cenię i uważam, że są w porządku. Wiadomo, że bardziej skomplikowany projekt od razu podwyższyłby cenę, także coś za coś. Jak został zaprojektowany „środek”? Na początku każdej książki znajduje się lista najprostszych i najczęściej używanych w tekście słówek. Wydawca deklaruje, że ich oponowanie pozwala na zrozumienie około 80% treści – czy faktycznie, tego wam nie powiem, bo przyznaję bez bicia, że nie chciało mi się tracić czasu nawet na czytanie tej listy – rzuciłam się od razu na głęboką wodę i zaczęłam czytać tekst. Potem zdarzało mi się szukać czegoś w tym spisie, jeśli jakiegoś słówka nie było w podręcznym słowniku, co prowadzi nas do kolejnego zastosowanego przez wydawnictwo rozwiązania. Na marginesie każdej strony znajdują się tłumaczenia słówek pogrubionych w tekście, które nie znalazły się ani na początkowej liście, ani na końcowej – na końcu bowiem wydawca zmieścił jeszcze słownik wszystkich słówek użytych w tekście. Wszystko to w kolejności alfabetycznej. Mnie takie uporządkowanie nie przeszkadza i uważam, że jednak jest najrozsądniejsze. Wbrew temu, co sugerują niektórzy, nie sądzę, żeby sporządzanie listy według kolejności użycia słów w tekście zdało egzamin na dłuższą metę – wprowadziłoby tylko chaos.

Zdecydowanie ze wszystkich trzech słowników najbardziej użyteczny okazał się dla mnie ten zamieszczony na marginesach stron, choć mam do niego małe zastrzeżenie. Wydawca podaje kilka znaczeń danego słowa, co czasem jest aż śmieszne, kiedy na przykład turkey użyte jest w tekście w znaczeniu indyk, a my czytamy tłumaczenie „indyk, Turcja”. Czasem jednak nie jest oczywiste, o które znaczenie chodzi, więc sądzę, że dobrym rozwiązaniem byłoby podawanie najpierw tego znaczenia, o które chodzi, a dopiero potem wypisywanie innych. Zdecydowanie ułatwiłoby to lekturę.

Brakuje mi też jakiegoś oznaczenia poziomów zaawansowania tekstu. Póki co wydawnictwo informuje nas tylko o kategorii – ale nie dajcie się nabrać, książka dla dzieci wcale nie musi być prostsza niż kryminał. Dostałam od Wydawnictwa [ze słownikiem] Alicję w krainie czarów i Przygody Sherlocka Holmesa i przyznam, że wcale nie czytało mi się Alicji łatwiej. To bardzo specyficzny tekst, autor często opisuje absurdalne sytuacje i bawi się słowami, przez co nawet ze słownikiem nie jest łatwo go zrozumieć.
Ostatnio czytałam też adaptację Trzech panów w łódce w wydaniu dwujęzycznym – na jednej stronie znajdował się tekst po angielsku, na stronie obok polskie tłumaczenie. Takie rozwiązanie też ma swoje plusy i minusy – łatwiej zrozumieć tekst, ale przeczytanie czyjegoś tłumaczenia danego zdania, akapitu czy w końcu książki to nie to samo, co poznanie znaczenia wszystkich słów, które się na nie składają. Taka lektura to trochę jak pójście na łatwiznę, ale z drugiej strony w przypadku czytania [ze słownikiem], nawet jeśli poznamy słownikowe znaczenie wszystkich słów, nie znaczy to, że zrozumiemy w stu procentach tekst. Ale jak to mówią, nie od razu Kraków zbudowano, więc nie trzeba się niepotrzebnie zniechęcać.
Propozycja Wydawnictwa [ze słownikiem] jest naprawdę ciekawa. Niektóre rzeczy można by jeszcze dopracować, ale już w tym momencie to świetne rozwiązanie dla wszystkich, którzy chcieliby szlifować angielski. Tak jak pisałam, ceny książek są rozsądne, więc bez wahania można sobie jakąś wybrać i samemu sprawdzić ofertę wydawnictwa. Polecam!

Za książki dziękuję Wydawnictwu [ze słownikiem]


piątek, 9 grudnia 2016

FRANCUSKI W KARTECZKACH - POZIOM A1 i A2

Ostatnio nauka z karteczek stała się całkiem modna - i przede wszystkim, bardzo skuteczna. Sama korzystałam już niejednokrotnie z fiszek do nauki języka angielskiego (głównie tych tematycznych, np. podróże), ale stwierdziłam, że czas zabrać się w końcu na poważnie za naukę francuskiego - języka, który kocham i który podoba mi się, odkąd tylko byłam małą dziewczynką. W Karteczkach stworzyło mi świetną okazję do tego, abym się podszkoliła w tym języku. 

Na samym początku warto powiedzieć, że to jest naprawdę dobrze skonstruowany zestaw. Słówka na karteczkach zawierają także przykłady zdań i wyrażeń - bardzo przydatnych jak na początek nauki. Można więc znać nie tylko słówko, ale i przykład, w którym można go użyć (przy okazji jest to także świetna nauka gramatyki, gdyż przy okazji - nawet się o niej nie ucząc, zapamiętuje się, co, gdzie i jak się stosuje). Wzrokowcy będą naprawdę doceniać to, jak przejrzyście jest to wszystko rozpisane. Nie jest to jednak koniec niespodzianek! Do pudełeczka dołączona jest płyta, na której znajdują się nagrania polskiego lektora i native speakera, żeby nie tylko umieć napisać dane słówka i zdania, ale także je przeczytać! Sama płyta jest dosyć niewielkich rozmiarów, ale da się ją odtworzyć w laptopie, czy komputerze. Nie jestem natomiast pewna, jak wygląda sprawa z odtwarzaczem CD w samochodzie - nigdy nie sprawdzałam. 

Do pudełeczka ze słówkami dodane są także przekładki - różnokolorowe, mające na celu posegregowanie karteczek na takie dziedziny, jak chociażby "umiem", czy też "powtarzam". W tak dużym zestawie, w którym jest aż 1000 karteczek w jednym opakowaniu... jest to całkowicie niezbędne. 

Jeśli ktoś jeszcze nie jest przekonany, czemu akurat warto się skusić się na ten zestaw, a nie na jakiś inny, to dorzucę jeszcze informację o tym, że w tym pakiecie znajduje się także etui i smycz (wszystko to po to, abyście mogli zabrać kilkanaście karteczek w podróż i zamiast marnować czas, po prostu zdobywać wiedzę). Uważam, że jest to świetne rozwiązanie, gdyż sama po sobie wiem, że kiedy karteczki ma się przy sobie, a nie w torebce, w której narażone są na wiele negatywnych czynników - moje zazwyczaj się rozsypują.

Dopiero zaczęłam się uczyć i nie przebrnęłam jeszcze przez poziom A1, aczkolwiek już widzę znaczny postęp, jakiego dokonałam w zaledwie kilka dni. W końcu wcześniej umiałam się tylko przywitać - teraz zdecydowanie wiem znacznie więcej. Sądzę, że kiedy skończę naukę z tymi karteczkami, będę w stanie prowadzić podstawowe konwersacje - może czasem w stylu "Kali jeść, Kali pić", ale przecież będę w miarę zrozumiała - a co najważniejsze, będę mogła w końcu powiedzieć, że spełniłam jedno ze swoich marzeń, tylko po to, by jakiś czas później próbować rozwijać swoją znajomość francuskiego jeszcze bardziej - może przez kurs związany z mówieniem, albo z pisaniem do ludzi z zagranicy? Jest przecież masa stron, w których ludzie szukają tak zwanego "przyjaciela do pisania", żeby móc podszlifować swój język i dowiedzieć się czegoś o tradycjach i kulturze jego kraju. 

LINKI:

czwartek, 1 grudnia 2016

"Deutsch aktuell" & "Italia. Mi piace!"

Dzisiaj przychodzę do Was z opinią na temat listopadowo-grudniowej odsłony magazynu Deutsch aktuell oraz Italia. Mi piace!. Jak możecie się spodziewać, będzie ona pozytywna, ponieważ jestem bardzo zadowolona z poziomu, jaki reprezentują materiały dydaktyczne od Wydawnictwa Colorful Media.  

Obok elementów stałych, do których należą nowinki ze świata kultury, przygód Stefana i Olgi oraz krótkiej części gramatycznej, w tym numerze magazynu dla uczących się języka niemieckiego znalazły się bardzo ciekawe artykuły, które na pewno poszerzą słownictwo czytelnika z zakresu takich dziedzin jak kuchnia, nowoczesne technologie, literatura, sport i zakupy. Dowiemy się, jak kupować na pchlim targu, jak nasze smartfony mogą pomóc w pozbyciu się zbędnych kilogramów, a także, ze względu na zbliżający się okres świąteczny,   nie zabraknie również przystępnie podanej "kulturówki" odnośnie niemieckiej tradycji bożonarodzeniowej. Redakcja i tym razem nie zawiodła i zaserwowała nam piękną oprawę graficzną, dzięki czemu nauka jest przyjemniejsza, a przez to oczywiście efektywniejsza. 

To samo tyczy się zresztą włoskiej odsłony. Tam z kolei oczekujcie materiałów o ciekawych ludziach oraz miejscach popularnych wśród turystów. Mój poziom włoskiego jest co prawda mile świetlne za niemieckim i magazyn podczytuje głównie dla przyjemności, jednak przy okazji uczę się zwrotów. Do gramatyki ciągle podchodzę z rezerwą, co nie znaczy, że redaktorzy katują nas rzeczami z kosmosu. Dużą zaletą produktów Colorful Media obok dużej interaktywności nauki, co podkreślałam już wielokrotnie, jest właśnie przyswajanie wiedzy, której możemy użyć w praktyce w sytuacjach codziennych. Zawartość merytoryczna artykułów jest przemyślana, a słówka możemy w każdej chwili pobrać w pliku PDF. 

Dla osób chcących zasięgnąć trochę języka bądź są ciekawi, jak trudna może okazać się nauka, zakup magazynu to ciekawa opcja. Czytamy przecież artykuły, które mogłyby się ukazać w niemieckiej bądź włoskiej gazecie. Satysfakcja z "przebrnięcia" przez taki tekst jest o wiele większa niż w przypadku podręcznikowej czytanki. 

    Wasza Ariada :)

Za magazyny dziękuję Wydawnictwu Colofrul Media

niedziela, 20 listopada 2016

Recenzje magazynów - "English Matters - listopad/grudzień", "English Matters - wydanie specjalne", "Français Présent"

Muszę szczerze przyznać, że z wydania na wydanie jestem coraz bardziej zachwycona tym, co znajduje się w środku tego magazynu. Mój francuski jest na bardzo niskim poziomie, aczkolwiek tematy artykułów, przedstawiane konstrukcje... no cóż, coraz bardziej mnie to zachwyca! Sama szata graficzna sprawia, że chciałabym przeglądać ten magazyn w nieskończoność, ale jednak treść jest tu najważniejsza i zdecydowanie godna polecenia. Bardzo mi się podoba to, że poziom tej gazety cały czas jest utrzymywany na wysokim poziomie - ciągle pojawiają się artykuły do odsłuchania w formacie MP3, lista słówek z magazynu w formie pliku pdf, czy arkusz pracy dla nauczycieli - wszystko to można pobrać ze strony internetowej i wykorzystywać wielokrotnie, żeby jeszcze bardziej rozwijać nasze zdolności językowe. To niesamowite, ile wysiłku i trudu musi włożyć w ten magazyn - w sumie we wszystkie swoje magazyny - wydawnictwo, aby cały czas wypuszczać na rynek wydawniczy takie perełki, które nie tylko cieszą oczy, ale także umysł. Kocham - zdecydowanie kocham.





Angielski to język obcy, który znam najlepiej, ale także ten, który stale chciałabym rozwijać. Nie ma opcji, że nawet po kilkunastu - albo kilkudziesięciu - latach nauki dowiem się już wszystkiego. Nauka języka obcego jest jak studia bez dna - zawsze będzie coś, chociażby słówko, które mnie zaskoczy i będę chciała je poznać. "English matters" właśnie takie jest - zaskakujące. Znajdują się tu ciekawe artykuły, które poszerzają wiedzę, a używane w nich słownictwo jeszcze bardziej rozszerza nasz zasób. To wydanie zrobiło na mnie chyba największe wrażenie z dotychczas czytanych  numerów - po pierwsze - tematy artykułów bardzo do mnie trafiły i mnie zaciekawiły, po drugie - skupiono się także na gramatyce, po trzecie - nie ograniczono się do nagrań MP3, listy słówek, ale także stworzono dodatek - oczywiście darmowy - o czasownikach nieregularnych. To chyba jedyny magazyn i jedyna gazeta, jakie czytam w ostatnich czasach - nie potrafiłabym z niej zrezygnować, bo czytanie jej nie jest tylko głupim zapychaniem czasu. To zdecydowanie coś więcej... dużo więcej.





Na koniec zostało nam kilka słów na temat wydania specjalnego "English Matters", które jest w całości poświęcone Nowemu Jorkowi. Jest to takie samo wydanie jak każde inne, chociaż różni się podejmowaną tematyką - chociaż działy są te same (styl życia, kultura, podróże itp.), to każdy artykuł ma jedną cechę wspólną: tyczy się czegoś w Nowym Jorku. Zdecydowanie pozwala nam to lepiej poznać miasto, nie tylko z filmów i seriali, ale także z takiego bardziej przyziemnego spojrzenia na pewne sprawy. Osobiście jestem bardzo zauroczona tym miejscem i w przyszłości chciałabym je odwiedzić - jestem pewna, że informacje, jakie wyniosłam z tego magazynu bardzo mi się przydadzą. Co więcej, lista słówek i plik audio również zostały stworzone do tego magazynu... Nic tylko korzystać! W końcu po to te perełki są tworzone - żeby czerpać z nich pełnymi garściami.


piątek, 2 września 2016

"English matters" + "Deutsch aktuell"

Kolejny cudowny magazyn z języka angielskiego, który pochłonęłam dosłownie w jedno popołudnie. Czy to już świadczy o tym, że zakochałam się w "English matters"? Bardzo prawdopodobne! Przecież w tej gazetce da się już zauroczyć patrząc na samą oprawę graficzną, która w każdym numerze jest wręcz zaskakująca. Jeśli chodzi o artykuły, to najbardziej zaciekawił mnie ten o aborcji, współczesnym Londynie oraz dział związany z gramatyką, która nie jest czymś wyssanym z palca, a jest czymś, co często się używa i jest bardzo przydatne w wielu sytuacjach i dialogach - modal verbs in the past. Zresztą, osiem działów tematycznych sprawia, że każdy znajdzie tu coś dla siebie, a po samej okładce widać, że na stronie internetowej, po wpisaniu odpowiednich kodów mamy do pobrania także listę słówek z całego magazynu, które są naprawdę przydatne i artykuły w formacie mp3, które dodatkowo doskonalą naszą wymowę i pozwalają osłuchać się z akcentem. Co więcej - w tym numerze pojawił się specjalny dodatek "Office English", w którym nie dosyć, że pokazane są obrazki przyrządów biurowych wraz z nazwami po polsku i po angielsku, to jeszcze mamy przedstawione typowe zwroty związane z pracą biurową oraz z zatrudnieniem i wynagrodzeniem, a także zwroty, które mogą przydać się podczas rozmowy kwalifikacyjnej, konferencji i spotkań służbowych. We współczesnym świecie, w którym często potrzebujemy znajomości języka obcego, aby znaleźć jakąś pracę, to jest to wręcz idealne! To jak, wystarczająco skuszeni do sięgnięcia po najnowszy - wrześniowo-październikowy numer "English matters"? /Iwi

Również zachwyciłam się stroną graficzną "Deutsch aktuell". Nieraz, gdy podczytuję go w środkach komunikacji miejskiej, przyciąga wiele spojrzeń. Nic dziwnego, skoro zwykle okładki są tak harmonijne i kolorowe. Ten magazyn do nauki niemieckiego również obfitował w ciekawe artykuły, których tematy szły z duchem czasu. Mogliśmy przeczytać między innymi o związkach przez Internet. Cała strona została poświęcona na kilka słów o fenomenie aplikacji Pokemon Go. Mimo to znajdziemy tutaj także sporo "kulturówki", czyli tekstów o historii, sztuce i specyfice krajów niemieckojęzycznych, co mnie bardzo cieszy, ponieważ te strony najbardziej mnie interesują. Każdy artykuł nieodzownie zwieńcza słowniczek, który wyjaśnia co trudniejsze słowa, choć staje on się raczej elementem dekoracyjnym dla osób, które już od dawna systematycznie czytają magazyn. Bardzo podobają mi się tematyczne reklamy, które możemy spotkać na fragmentach niektórych stron magazynu. Zawierają one informacje o innych materiałach dydaktycznych, które mogłyby posłużyć naszej nauce języka. Strona gramatyczna w tym numerze była trochę bardziej rozwinięta niż w poprzednim. Autorzy postawili na podstawowe czasowniki haben oraz sein w różnych wariacjach.
Polecam, jak zwykle. /Ariada

Magazyny otrzymałyśmy od Colorful Media

środa, 31 sierpnia 2016

Victoria Atkinson - "Angielski - konwersacje dla początkujących"


Autor: Victoria Atkinson
Tytuł: Angielski - konwersacje dla początkujących
Wydawnictwo: audioteka
Lektorzy: Victoria Atkinson, Sharon Chorbadjian, Andy Edwins, Miłogost Reczek
Poziom: A1-A2
Czas: 2 godziny 35 minut
Link

niedziela, 31 lipca 2016

"Français Présent" + "English Matters"


Jeśli zależy Wam na dobrym poznaniu języka, to mogę powiedzieć, że magazyny od Colorful Media są dla Was idealne. Chociaż do francuskiego ciężko mi się zabrać - na naukę trzeba mieć czas, a ja ostatnio w związku z pracą i studiami, które zaczynam w październiku jestem trochę zabiegana, to jednak bardzo doceniam tę gazetkę. Dlaczego? Dlatego, że w wolnych chwilach mogę sobie chociaż posłuchać nagrań audio. Nie obchodzi mnie nawet, że nie rozumiem słówek i zdań, ale przynajmniej mam styczność z językiem, mogę posłuchać akcentu i wymowy. Zawsze coś z tego wynoszę. Zresztą, piękne wydanie, które przejrzałam od razu po otworzeniu paczki z tym cudeńkiem i ciekawe artykuły naprawdę zachęcają mnie do tego, żeby w końcu nauczyć się języka francuskiego. Sami spójrzcie na okładkę - czy nie jest ona kusząca i nie zachęca Was do tego, aby po nią sięgnąć? Ekipa Colorful Media po raz kolejny odwaliła kawał dobrej roboty. Gratulacje!



Natomiast jeśli chodzi o magazyny dotyczące języka angielskiego, to czytam je namiętnie - nawet w pracy. Niesamowita oprawa graficzna, ciekawe artykuły, które często wciągają mnie bardziej niż niejedna książka, a do tego wszystkiego jeszcze słowniczek, którego używam, jeśli czasem nie znam jakiegoś słowa, albo nie mogę sobie przypomnieć jego znaczenia. Pomimo, iż z nagrań audio co do języka angielskiego nie korzystam już tak często - zrzucam sobie na telefon raczej nagrania z francuskim, ponieważ angielski znam już w stopniu biegłym, to jednak dalej muszę je doceniać. Bardzo podoba mi się to, że ten magazyn dalej potrafi mnie zaskoczyć, bo cały czas znajduję w nim coś dla siebie, co sprawia, że z podekscytowaniem czekam na kolejny numer. Zdecydowanie wolałabym wydać pieniążki na taką gazetkę, niż na jakąkolwiek inną - powiem szczerze, że z magazynów Colorful Media zdecydowanie wyniesiecie więcej, niż z jakiegoś kolorowego pisma o gwiazdach, czy innych takich.


Pozycje te dostałam od Colorful Media

sobota, 9 lipca 2016

"Deutsch aktuell" + "Italia. Mi piace!"

Trwają wakacje, a więc czas odpoczynku od jakiejkolwiek nauki. Przynajmniej dla tych szczęściarzy, którzy nadal chodzą do szkoły lub są nauczycielami. Wydawnictwo Colorful Media zadbało jednak o mój wysiłek umysłowy podczas tego okresu, podsyłając ciekawe magazyny językowe. Myślę, że każdy spokojnie może się pokusić o taką małą powtórkę i zapewnić swojej głowie trochę gimnastyki :)

Ten numer "Deutsch aktuell" już od samej strony graficznej przyciąga wzrok. Jak zwykle poznamy wiele ciekawostek o niemieckim społeczeństwie, aktualnej modzie, stylu życia. Do tego garść informacji o architektonicznym cudzie, czyli cudownym mieście Dresden. Szczególnie spodobał mi się artykuł "Liebe ohne Grenzen", który niesie ze sobą silny ładunek moralizatorski, ale też udowadnia, że multikulturowość to fajna sprawa, a inny nie znaczy gorszy. Znalazło się też miejsce na standardowe elementy takie jak komiks (szukam go jako pierwszego po otwarciu magazynu!), a także szczyptę gramatyki. W końcu to pismo edukacyjno-rozrywkowe! 

Słowniczek okazał się znów w moim przypadku jedynie dodatkiem, jednak same słówka z poszczególnych artykułów zakodowałam już w pamięci. Czuję, że mój poziom znajomość języka zdecydowanie się podwyższa, a to zupełnie mimochodem. Zdobywam także wiedzę o kulturze krajów niemieckojęzycznych. 


Kolejną porcję rozrywki dostarczył mi magazyn "Italia. Mi piace!", który traktuję jako wyzwanie, ponieważ mój włoski nie umywa się do znajomości niemieckiego. Mimo to odszyfrowywanie zdań i tekstów sprawia mi frajdę, jak to przystało na językowego freak'a. Artykuły standardowo były ciekawe i na czasie. Najbardziej interesujące okazał się ten o szybkich i pięknych samochodach (:P), które są prawdziwymi dziełami sztuki motoryzacyjnej, a także tekst o samej sztuce w klasycznym rozumowaniu. 
Znów skorzystałam z dobrodziejstwa Internetu i przesłuchałam kilka tekstów dzięki specjalnemu kodowi, który umożliwia taką metodę nauki.

Czekam z niecierpliwością na kolejne numery!


Za magazyny dziękuję Wydawnictwu Colorful Media

niedziela, 19 czerwca 2016

"Deutsch aktuell" + "Francais Present"

Od około pięciu lat uczę się intensywnie języka niemieckiego, a w tym roku planuję zacząć studia związane z tym przedmiotem. Uważam, że znam niemiecki dość dobrze, jednak nauki nigdy nie za dużo i trzeba powiększać swoją wiedzę!

Magazyn "Deutsch aktuell" od Colorful Media połknęłam w ekspresowym tempie. Artykuły jak zwykle były świetnie i lekko napisane, a słownictwo zróżnicowane. Między innymi możemy poczytać o kulturze, czyli nowościach na rynku muzycznym, wydawniczym i filmowym, a także o nowym trendzie w społeczeństwie, który promuje noszenie brody! Ze słowniczka korzystałam sporadycznie, jednak jeśli już zaszła taka potrzeba, nowe słówko kodowałam w pamięci, ponieważ wydawało się naprawdę ciekawe. Niemiecki nie jest łatwym językiem, dlatego nawet osobom, które znają ten język na poziomie C1 lub wyżej polecałabym ten magazyn. Autorzy zadbali o to, aby w artykułach nie zabrakło bardziej zaawansowanych zwrotów, więc zawsze coś nowego wyniesiemy, a to zdecydowanie ciekawsza forma nauki niż wertowanie słownika czy nawet fiszek.  W numerze znalazło się również standardowo kilka stron z ćwiczeniami gramatycznymi i językowymi z wykorzystaniem idiomów.


Natomiast ja - Iwi - z francuskim praktycznie nie miałam styczności, znam tylko podstawowe zwroty. Niemniej jednak bardzo chciałabym kiedyś poznać ten język - a wiadomo, w takim wypadku muszę mieć kontakt z tym językiem. Cóż, wydanie języka angielskiego mnie naprawdę zachwyciło - chociaż znam biegle ten język, to doskonale widziałam, że każdy poziom znajomości językowej by znalazł tam coś dla siebie. Z tym samym nastawieniem postanowiłam zapoznać się z tym magazynem - do nauki języka francuskiego. Przede wszystkim największym plusem jest to, że są nagrania MP3 do artykułów - bez tego nie wiedziałabym nawet, jak się wymawia dane słowo, tak samo, jak bez słowniczka nie wiedziałabym, co ono oznacza. Na razie ciężko zrozumieć mi wszystkie teksty - bardziej kontekst, ale wiem, że jeśli przyłożę się do tego, aby poznać wszystko to, co oferują mi autorzy tego magazynu, to następnym razem pójdzie mi to o wiele lepiej, a z każdym kolejnym razem będę wiedziała coraz więcej. Samo wykonanie, jak i szata graficzna dodatkowo sprawiają, że tę gazetkę aż się chce czytać! Trochę brakuje mi tutaj gramatyki - dla osoby, która nie miała styczności z francuskim - albo tylko niewielki kontakt - byłoby to bardzo przydatne. Niemniej jednak i tak uważam, że jeśli tylko się przyłożę do nauki słówek, to gramatykę będzie mi najłatwiej przyswoić, nawet po dłuższym czasie - gdzieś w dalekiej przyszłości. Niemniej jednak jestem bardzo zadowolona z magazynu. Mam nadzieję, że i wy będziecie chcieli chętnie przekonać się o tym, co kryje w sobie ten numer! 

Magazyny te dostałyśmy od Colorful Media

czwartek, 26 maja 2016

"Italia. Mi piace!" + "English matters"

W kolejnej odsłonie magazynu Colorful Media do nauki języka włoskiego czeka nas wiele dobrego. Od jakiegoś czasu nie pojawiały się posty związane z nauką języków, ale mam nadzieję, że nie jesteście na nas źli za tą małą przerwę. Ten numer kusi już swoją śliczną okładką. Minimalistycznie i z klasą. Kolor czerwony od razu przyciąga każde spojrzenie. Wnętrze jest równie przyjemne dla oka, ponieważ to wydanie "Italia. Mi piace!" zdecydowanie zdominował temat szeroko pojętej sztuki. Znajdziemy tutaj piękne samochody (i szybkie kobiety), cuda architektoniczne, które możemy zobaczyć tylko w tym pięknym śródziemnomorskim kraju. Nie zabraknie świeżutkich informacji o muzyce, filmie i literaturze, które przyciągną koneserów. Kolejny raz dowiemy się wiele o specyfice regionu. 
Słówka zawarte w tym numerze prezentują zróżnicowany poziom, jednak są bardzo przydatne i ciekawe. Gramatyka również jest jak najbardziej praktyczna. Nie możemy bowiem zapomnieć, że magazyny Colorful Media to niezwykłe materiały do nauki, które pozwalają nam łączyć naukę z przyjemnością poznawania lokalnej kultury i ciekawostek. Możemy skorzystać z kodu, który umożliwia nam osłuchanie się z językiem, ponieważ artykuły na stronie czyta native speaker. Polecam osobom pragnącym podszkolić swoje umiejętności językowe!

Natomiast, jeśli chodzi o "English matters" to na pierwszy rzut oka przyciąga nas do siebie już sama Emma Watson, znana nie tylko z Harrego Pottera, ale też już chociażby z filmu, który dopiero czeka na swoją premierę. Swoją drogą, cena za takie cudeńko wydaje się w sam raz. Szczególnie, że naprawdę można się nauczyć angielskiego lepiej niż przy korzystaniu z niejednego podręcznika. Jak wiadomo - podręczniki mają to do siebie, że dzielą się poziomami i działami. Tu mamy miszmasz i każdy znajdzie coś dla siebie! Najbardziej jednak podoba mi się to, że te cudowne teksty można również słuchać w wersji audio i uczyć się przy okazji wymowy. "English matters" nie tylko pozwala nam na doskonałe opanowanie i wyszlifowanie języka angielskiego, ale też sprawia, że dowiadujemy się ciekawych i intrygujących rzeczy w bardzo fajny sposób. Łączymy przyjemne z pożytecznym, a taka nauka jest najbardziej skuteczna. Syria, memy, morderstwa... to tylko wierzchołek góry lodowej pod względem tematyki tego numeru magazynu. Odrobina wkładu pieniężnego, trochę wolnego czasu i jestem pewna, że nie będziecie żałować tego, że zapoznaliście się z tym magazynem. Zachęcam was też do kliknięcia TU i zobaczenia, jak bogate słownictwo jest używane przez twórców "English matters"!

Magazyny te możecie kupić na stronach: "Italia. Mi piace!" oraz "English matters"