Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieśmiertelni. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nieśmiertelni. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 kwietnia 2015

Dmitry Glukhovsky - "FUTU.RE"


Autor: Dmitry Glukhovsky
Tytuł: FUTU.RE
Wydawnictwo: Insignis
Data wydania: 4 marca 2015
Liczba stron: 640
Ocena: 7/10

Opis:

Pokonaliśmy śmierć. I co dalej? Odkrycia naukowe poprzedniego pokolenia zapewniły mojemu nieśmiertelność i wieczną młodość. Ziemię zaludniają piękne, tryskające zdrowiem i nieznające śmierci istoty. Lecz każda utopia ma swoje cienie. Tak… Ktoś musi to robić – czuwać, by ów nowy wspaniały świat nie runął pod ciężarem przeludnienia, dbać, by jego kruchej równowagi nie zniszczyły zwierzęce instynkty człowieka. Ktoś musi troszczyć się o to, by ludzie żyli tak, jak przystoi nieśmiertelnym. Tym kimś jestem ja.


piątek, 6 czerwca 2014

Cate Tiernan - "Płonący stos"

Autor: Cate Tiernan
Tytuł: Płonący stos
Wydawnictwo: AMBER
Data wydania: 2011
Ilość stron: 424
Ocena: 8/10

Opis:

Ja jestem nią.
Ona jest mną.
Jesteśmy czarownicami.
Dlaczego zostałyśmy rozdzielone?
Dlaczego teraz się spotkałyśmy?
I dlaczego obie kochamy tego jednego…
 

Thais
Nienawidzę Nowego Orleanu. Nienawidzę mojej nowej opiekunki, która pojawiła się znikąd, kiedy zginął mój tata. Nienawidzę całego mojego nowego życia i tego, że muszę zaczynać ostatnią klasę liceum w nowej szkole. Jakbym stała na krawędzi klifu i coś przerażającego miało mnie popchnąć w dół, w jakiś nieznany świat. Co tam znajdę? Siebie? A jeśli coś gorszego – prawdę o mojej przeszłości?
 

Clio
Dziś w szkole spotkałam drugą mnie. Mnie z innym imieniem, ale jednak mnie – z moimi czarnymi włosami, zielonymi oczami i identycznym znamieniem na policzku.
Jedna z tych historii o bliźniętach rozdzielonych po urodzeniu? O nie - prawda jest o wiele bardziej niesamowita, o wiele bardziej mroczna. A jej poszukiwanie połączy nas magią i krwią, i podzieli uczuciem do tego samego chłopaka..

Recenzja:

Jest to książka, którą dopadłam podczas wakacyjnych polowań, jeśli tak to mogę ująć :)
Okładka miła dla oka, opis ciekawy... od razu więc postanowiłam ją kupić i się z nią zapoznać.
Pierwsze, co rzuca się w oczy, to to, iż pozycja ta dzieli się na dwie części, a zamiast rozdziałów mamy napisane, z perspektywy której dziewczyny mamy narrację (jeśli nie z perspektywy żadnej z młodych czarownic, to jest jakiś chwytliwy tytuł c; ).

„Nic nie jest dobre, ani złe, to myśl czyni je takim.”

Jest to na tyle ciekawe, że książkę tę czyta się jednym tchem, ponieważ nie ma żadnych przerw czasowych, a główna fabuła dzieje się w teraźniejszości, chodź jest też przybliżona przeszłość ich rodu i tego, dlaczego zostały rozdzielone.
Autorka, która tak naprawdę używa pseudonimu literackiego, ma całkiem przyjemny w obyciu styl, lekki, czasem nawet zabawny.  Nie nudzimy się przy czytaniu tej pozycji, co to, to nie.

„Zanurzam się w ciemność By dotrzeć do tych, których potrzebuję Posyłam mego ducha z wiadomością On dotrze do ich duszy Jesteśmy złączeni przez czas Jesteśmy złączeni przez przeznaczenie Jesteśmy złączeni przez życie Jesteśmy złączeni przez śmierć.”

Podoba mi się to, jak różne od siebie są Clio i Thais.  Oczywiście nie chodzi mi tu o wygląd, a o charakter, zainteresowania i sposób bycia.
Clio - seksowna, pewna siebie dziewczyna, która przyciąga chłopców jak magnez i doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak oni na nią reagują.
Thais - nieśmiała, skromna dziewczyna, którą ojciec nauczył bycia sumiennie wypełniającą każdy z powierzonych jej obowiązków, ubierająca się raczej wygodnie, niż ładnie i nie dbająca aż tak o swoją urodę, jak reszta znanych jej dziewczyn.
Clio i Thais nie różni tylko długość włosów. Różni ja także praktykowana magia. Clio ma z nią styczność od początku swojego życia (babcia, z którą miesza uczy ją zaklęć do Inicjacji). Jej bliźniaczka natomiast mieszkała z ojcem, który przy początku książki tragicznie zginął, i nawet nie wiedział, że ma dwie córki, ani tym bardziej, że to córki czarownice.

„Jestem kobietą, której pragniesz, silną jak skała, gorącą jak magma. Oddam się tobie, to nie żart, jeśli dowiedziesz, że jesteś tego wart.”  

Fabuła jest całkiem ciekawa. Nie do końca oryginalna, ale też nie jest oklepana. Akcja dzieje się szybko, ale nie za szybko. Ujęłabym to tak, iż pozwala na wciągnięcie się w treść, po czym rozkręca się coraz bardziej i bardziej, ale cały czas w tempie idealnym dla wymagającego czytelnika.
Okładka jest przyjemna, wygląda idealnie nie mojej półeczce : )
Pozycję polecam każdemu, kto lubi całkiem sporą dawkę magii i tajemnic.


środa, 9 kwietnia 2014

Anna Włodarz - "Bogowie też kochają"


Tytuł: Bogowie też kochają
Autor: Anna Włodarz
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 192
Ocena: 4/10

Opis:
Co by się stało, gdyby greccy bogowie dożyli naszych czasów? Zapewne poszliby na studia z filologii klasycznej, udając śmiertelników. Jak radzą sobie na polskiej uczelni początku XXI wieku Atena, Hebe, Hermes, Febus i cała śmietanka greckich bogów? Jak bardzo podatni są na dostosowywanie swej mentalności oraz zachowań do czasów obecnych?

Bogowie też kochają to unikalna opowieść, w której Czytelnik znajdzie odpowiedzi na powyższe pytania. Ponadto przeczyta, do czego może doprowadzić Atenę jej miłość do śmiertelnego mężczyzny. Autorka sprawnie nawiązuje do wątków mitologicznych, niekiedy je rozwijając, i kreuje sylwetki bogów na podstawie tych zawartych w mitologii. Część akcji toczy się na zajęciach z filologii klasycznej, co może być dodatkową zachętą do lektury dla osób wybierających się na ten kierunek studiów.

Recenzja:
Jeszcze w starożytności bogowie greccy funkcjonowali w kulturze bardziej jako ludzie niż wszechwładne istoty. Mieli swoje pasje i namiętności, sympatie i antypatie, można ich było zranić – nawet zabić, jeśli było się wystarczająco zdeterminowanym.  Zdaje się, że Grecy stworzyli ich na własne podobieństwo, dodając im jedynie kilka nadprzyrodzonych cech. Anna Włodarz, autorka książki Bogowie też kochają, nie wyszła poza ten schemat. Jej bogowie są do bólu ludzcy, właściwie nie posiadają już żadnych atrybutów boskości. Czy to wina czasów, w których przyszło im żyć (tj. współczesności), czy słabo wykształconego warsztatu pisarki?
Nie znalazłam żadnych informacji o autorce, ale podejrzewam, że może mieć koło dwudziestu lat. Sposób, w jaki opisała bogów – ubierając ich w kostiumy studentów filologii klasycznej, sprawiał, że czytając miałam wrażenie, że autorka opisuje własne studenckie doświadczenia. Biurokracja na uczelni, panie w dziekanacie, które nigdy nie potrafią niczego załatwić, spóźniający się wykładowcy… wszyscy dobrze to znamy (w każdym razie ci wszyscy, którym zdarzyło się studiować). Akcja w tej książce nie pędzi na złamanie karku, raczej toczy się powolutku, bez większych widoków na rozwój. Kiedy czytałam o perypetiach bogów-studentów, czułam, jakbym czytała o zwyczajnej grupce przyjaciół, którzy trafili razem na studia. Ares, Atena, Hebe, Hefajstos, Dionizos, Hermes i inni mogli co prawda pić do rana i nie mieć kaca (chociaż Atena nawet tego nie mogła), ale to była chyba jedyna korzyść płynąca z tego, że są bogami.
W książce przewija się cała gromadka bogów, ale boginią, która stanowi oś tej historii, jest Atena i jej miłosna historia. Autorka puściła wodze wyobraźni i zbawiła się z motywem bogini-dziewicy, która nigdy nie obdarzyła uczuciem mężczyzny. Co jeśli Atena była kiedyś boginią jedynie sprawiedliwej wojny, a dziewicą stała się dopiero po pewnych dramatycznych wydarzeniach? Co jeśli kiedyś kochała? Więcej nawet – miała syna?  
Rozdziały ze współczesności przeplatane są fragmentami, które przybliżają miłosną historię Ateny. Swoją drogą kiedy otworzyłam książkę i zobaczyłam napisane tłustym drukiem: Retrospekcja I, aż zgrzytnęłam zębami. Może to nie jest takie oczywiste, ale jeśli ktoś już czyta książkę to prawdopodobnie ma coś pomiędzy uszami i sam się domyśli, że fragment, który czyta, jest retrospekcją. Mnie nie trzeba tego pokazywać palcem.
Choć minęły tysiąclecia, bogowie z książki Anny Włodarz nie nauczyli się prowadzić błyskotliwych dialogów. Ich rozmowy są trywialne, a uwagi, które wymieniają, nieciekawe. Chyba nie muszę pisać, czyja to wina. Poza tym wszystko idzie im zbyt łatwo. Kiedy Atena i Apollo (alias Febus) wpadają na genialny pomysł, żeby pozbyć się nieśmiertelności, dostają od Zeusa listę z rzeczami, które muszą zdobyć. Na początku są przerażeni, bo te rzeczy są w sumie nie do zdobycia, ale co to dla nich – w końcu są bogami. „Musimy opracować plan” – mówią. I nagle okazuje się, że tak naprawdę nie ma żadnego problemu, zdobędą wszystko niemalże od ręki. Kwintesencją tego jest mała wycieczka Hermesa do Tartaru po jabłko Hesperyd i liść topolowy z ogrodu Persefony. Podczas gdy szwenda się po Hadesie, przyłapuje go Kora, na co bóg złodziei opowiada jej o pomyśle rodzeństwa. Chociaż Kora nazywa to szaleństwem, w końcu mówi: „Okej, dam ci jabłko i liść. Pozdrów rodzeństwo”.
Pierwszą książką, którą recenzowałam na Naszym Książkowirze, byli Niegrzeczni bogowie Marie Phillips. Również opowiadała o bogach greckich we współczesnym świecie i również nie zrobiła na mnie większego wrażenia (choć przy niej przynajmniej trochę się pośmiałam). Czy wniosek z tego jest taki, że bogowie we współczesnych czasach to kiepski pomysł na książkę? Być może.
Bogowie też kochają to debiut. Jak dla mnie autorka mogłaby bardziej popracować nad swoim warsztatem, zanim zdecydowała się na publikację, bo ta książka nie jest najlepszym startem. Niektóre opowiadania na chomikuj.pl są pisane lepszym stylem.  No ale jeśli mam rację i autorka rzeczywiście jest tak młoda jak myślę, wszystko dopiero przed nią.  

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res

środa, 13 listopada 2013

Marie Phillips - "Niegrzeczni bogowie"


Tytuł: Niegrzeczni bogowie
Autor: Marie Phillips
Wydawnictwo: Świat Książki
Rok wydania: 2009
Liczba stron: 304
Ocena: 5/10

Opis:

Satyryczna powieść obyczajowa. Pełna angielskiego humoru i pikanterii historia o greckich bogach, mieszkających w... dzisiejszym Londynie. Nie wiedzie im się zbyt dobrze: Artemida wyprowadza cudze psy, a Afrodyta pracuje w seks-telefonie. Nadal się kłócą i mszczą na kim się da. Obiektem takiej zemsty staje się Apollo: przeszyty strzałą miłości przez Erosa, zakochuje się w zwykłej śmiertelniczce Alice. Niestety, dziewczyna ma już ukochanego chłopaka... Pomysłowa zabawa z uwspółcześnioną mitologią i humorem spod znaku Terry Prachetta.

Recenzja:

Mitologia to mój konik, kiedy więc współlokatorka zaczęła opowiadać mi o książce, w której greccy bogowie żyją we współczesnym Londynie i – co tu dużo mówić – rozrabiają, od razu wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Fakt, niezbyt wysoka ocena na lublimyczytać.pl nie była zachęcająca, ale kogo obchodzi ocena innych, kiedy ma się możliwość, jak twierdzi opis na okładce, przeczytać o Artemidzie wyprowadzającej cudze psy, Afrodycie pracującej w seks-telefonie i Apollu przebitym strzałą Erosa?
Choć minęły tysiące lat i bogowie stracili większość swojej mocy, tak naprawdę niewiele się zmienili. Apollo ciągle uwodzi kobiety (te, które mu odmawiają, zamienia w drzewa – swoją drogą dobry ma tekst na podryw: „Cześć. Chcesz mi zrobić laskę?”), Artemida nadal jest dziewicą, Atena przewyższa intelektem całą swoją rodzinę, Dionizos prowadzi klub, Ares myśli jedynie o wojnach, a Hermes – jako jedyny z nich, ciągle ma jakieś zajęcie. Wszyscy mieszkają w domu, który bardziej przypomina ruderę i... cóż, są znudzeni. A wiadomo, znudzeni bogowie=problemy.
Afrodyta w ramach zemsty na Apollu, który wzgardził jej względami, namawia Erosa, by przebił go swoją strzałą, sprawiając, że zakocha się w śmiertelniczce. Traf chciał, że padło na Alice – zupełnie przeciętną sprzątaczkę. Dalej akcja się rozkręca, na scenie pojawia się nawet Zeus ze swoimi piorunami, a istnienie świata zostaje zagrożone.
Z pewnością pomysł na książkę Marie Phillips miała oryginalny. Ale – paradoksalnie, większość bogów potraktowała w schematyczny sposób, Atena na przykład używała jedynie trudnych słów, a Ares obsesyjnie myślał o wojnie. Jakoś brakowało mi w tym wszystkim głębi. W interesujący sposób splotła losy zwykłych śmiertelników z losami bogów, ale słodkie zakończenie nie było do końca tym, o czym myślałam. No i zapowiedź solidnej dawki angielskiego humoru okazała się mocno przesadzona. Owszem, uśmiechałam się półgębkiem podczas lektury, ale nie tak często, jak bym pragnęła.
Jakim czytelnikom można polecić tę książkę? Raczej nie tym najmłodszym, bo bogowie są, zgodnie z zapowiedzią – niegrzeczni, a język momentami wulgarny. Ale cała reszta, jeśli tylko ma ochotę spędzić kilka miłych godzin razem z greckimi bogami, śmiało może sięgać po tę pozycję.