Autor: Arkady Martine
Tłumaczenie: Michał Jakuszewski
Tytuł: Pamięć zwana Imperium
Data wydania: 30 listopada 2021
Liczba stron: 540
Ocena: 6,5/10
Opis:
Fascynujące połączenie pełnej akcji międzygwiezdnej powieści przygodowej z mroczną zagadką kryminalną.
Ambasador Mahit Dzmare przybywa do stolicy obejmującego wiele układów planetarnych Imperium Teixcalaanlijskiego i dowiaduje się, że jej poprzednik, ambasador ich małej, lecz zawzięcie broniącej swej niezależności stacji górniczej, nie żyje. Nikt nie chce przyznać, że jego śmierć nie była wypadkiem – ani że następną ofiarą może być Mahit, ponieważ polityczna niestabilność sięgnęła już najwyższych kręgów cesarskiego dworu. Mahit musi odnaleźć winnego, ocalić własne życie i uratować ojczystą stację przed nieustanną ekspansją Teixcalaanu. Jednocześnie musi nauczyć się funkcjonować w obcej kulturze, wdaje się w intrygi na własną rękę oraz ukrywa straszliwie groźną technologiczną tajemnicę, która może spowodować koniec jej stacji i jej sposobu życia… albo uratować je przed zagładą.
Recenzja:
Pełna akcji międzygwiezdna powieść przygodowa z mroczną zagadką kryminalną? Ledwo zaczęłam czytać opis książki Pamięć zwana Imperium, a już chciałam mieć ją w łapkach i czytać. Ostatnio rzadko miałam przyjemność z sci-fi, kryminalnych lektur też nie miałam zbyt wiele w swoim repertuarze, dlatego ogromnie się cieszyłam, że w końcu coś nowego w tych gatunkach będzie mi dane poznać. I to połączenie malowało się intrygująco, podobnie jak sama fabuła książki, ale… to jedna z najbardziej chaotycznych i jednocześnie zbyt opowiedzianych historii, na jakie kiedykolwiek trafiłam!
Oto obraz wielkiej cywilizacji, wyciągającej chciwie ręce przez czarną pustkę między gwiazdami. Dodaje on otuchy wszystkim kapitanom wpatrującym się w pustkę z nadzieją, że nic w niej nie odwzajemni ich spojrzenia. Mapy gwiezdne dzielą wszechświat na Imperium i inne przestrzenie, na świat i nieświat.
Ja… naprawdę mam mieszane uczucia względem tej książki. Z jednej strony styl autora przypadł mi do gustu, a i jest ona treściowo stosunkowo przystępna, ale z drugiej strony przez większość lektury miałam wrażenie, że zabrakło tu spójności – sporo tu błądzenia, prowadzenia czytelnika po omacku, co także jest cudacznym wrażeniem, gdyż autor w bardzo szeroki i szczegółowy sposób przedstawia nam świat. W ostatnich chwilach z książką oczywiście puzzle wskakują na swoje miejsce, ale jednak tak długie wodzenie za nos sprawiło, że mało przyjemności czerpałam z tej książki. Oczywiście, ma ona wiele dobrych momentów – fenomenalnie zarysowane są weń polityczne aspekty i intrygi, obraz uniwersum również wypada nieźle, ale jednak wiele tu brakło. A najbardziej brakło mi zapowiadanej dynamicznej akcji, bo… jest jej naprawdę mało…
- Dziewiętnaście Ciesak zostawiła wiadomość – oznajmiła, nim opuściły cesarskie komnaty. - Prosiła, żeby ci powiedzieć, że nie będzie cię powstrzymywała przed zrobieniem czegoś nierozsądnego. Że w ogóle nie będzie cię powstrzymywała.
Treść jest cudaczna i zbyt opowiedziana także przez mnóstwo wynurzeń bohaterki, bo choć bywają one interesujące, zaskakujące i zmuszające do refleksji (wyraźnie ukazane problemy tożsamości oraz władzy), tak strasznie są one rozciągnięte, a nawet nieco się powtarzają. Z czasem zaczyna to męczyć czytelnika – podobnie jak sama jej osoba, bo Mahit i jako główna bohaterka nie wypada najlepiej – bywa nierozsądna (co w takim połączeniu jest co najmniej dziwne), a i swoją rolę ambasadorki pełni nieodpowiedzialnie. Na szczęście z innymi postaciami załapałam większą więź i ich losy śledziłam namiętniej, bo poboczne charaktery mają jakiś urok, wywierają wrażenie i wzbudzają zainteresowanie. Jednak i tu się pojawia wada – niecodziennie imiona, składające się z liczby i słowa (np. Jeden Błyskawica, Jeden Granit, Dwa Cytryna), które może są ciekawym zabiegiem, ale na dłuższą metę – i przy większej ilości bohaterów z taką samą liczbą – odrobinę drażni (są one poniekąd w niektórych sytuacjach uzasadnione, ale i tak… meh). Warto tu dodać, że na ostatnich stronach znajduje się słownik osób, miejsc i przedmiotów, a także ściągawka z wymowy i pisowni języka teixcalaanlijskiego – to ostatnie to niebanalny pomysł i miło mnie zaskoczył.
Próbuję ustalić, kim jesteśmy. Co z nas zostało. Kim możemy teraz być.
Pamięć zwana Imperium to sci-fi warte uwagi, niemniej sięgając po ten tytuł nie nastawiajcie się na mega akcję. Powieść wypada świetnie pod względem intryg, ukazania problemów w nietypowej formie (często aktualnych), a i fabularnie nie wypada to źle, choć moja przeprawa z tą książką nie była najłatwiejsza. Jeśli szukacie mrocznej i ciekawej fantastyki, ubarwionej wątkiem kryminalnym i politycznym – wówczas z całą pewnością się nie zawiedziecie. Choć Pamięć... nie rozkochała mnie w sobie, polecam zapoznać się z jej treścią, bo – mimo wszystko – wypada w moich oczach całkiem nieźle i jest po prostu książka dobrą – a nawet nieco więcej niż dobrą, ale ten brak obiecanej dynamicznej akcji mnie dobił. :’)