Autor: Jenny Blackhurst
Tytuł: Ostatnia żona
Wydawnictwo: Albatros [współpraca reklamowa]
Data wydania: 2026
Ilość stron: 320
Narracja: pierwszoosobowa
Gatunek: thriller psychologiczny
Ocena: 8/10
Opis:
Nie była tą pierwszą, ale będzie tą ostatnią.
Luke Whitney został zamordowany. Wielokrotnie dźgnięto go nożem. Do popełnienia zbrodni przyznała się jego żona Anna, znaleziona na miejscu zdarzenia. Ale skoro jest winna, dlaczego nie potrafi potwierdzić żadnych szczegółów?
W miarę jak policja bada okoliczności zabójstwa, wychodzi na jaw, że ofiara była kłamcą i oszustem o osobowości narcystycznej i bogatym życiu uczuciowym. Z pewnością więcej niż jedna osoba miała powód, by chcieć jego śmierci: wzgardzona eks, zaniedbana kochanka i Anna – która dobrze wie, co działo się z kolejnymi paniami Whitney, gdy Luke się nimi nudził.
Luke Whitney sam się o to prosił. Ale kto skutecznie zadbał o to, by dostał dokładnie to, na co zasłużył?
Najnowszy, pełen zapierających dech w piersiach zwrotów akcji thriller psychologiczny brytyjskiej gwiazdy gatunku.
Recenzja:
Powiem tak: nie jest wcale tak łatwo znaleźć książki, której plot twist wywiezie mnie w pole - i chociaż miałam pewne podejrzenia, to jednak kwestia tego, jak się to wszystko potoczyło w "Ostatnia żona", to nie przewidziałam wszystkich niuansów i całości wytłumaczenia intryg. Niemniej jednak myślę sobie, że właśnie to sprawia, że książkę Jenny Blackhurst będę pamiętać bardzo długo - i że w tym momencie ją oficjalnie polecam!
Sprawa zaczyna się od tego, że okazuje się, że znany chirurg plastyczny został znaleziony martwy - a co więcej, od samego początku podejrzewano, że zamordowała go jego obecna żona, Anna, która nawet się tego nie wypiera i wprost zeznaje, że to ona jest winowajcą. Tyle, że śledczy, którzy prowadzą sprawę - a w szczególności jedna policjantka - nie są zgodni co do tego, że jest to prawdziwa wersja wydarzeń, gdyż sporo rzeczy się nie klei, a sama Anna nie jest w stanie do końca podać nawet, czym zadała ostateczny cios i dlaczego w ogóle do tego doszło...
Zaczyna się pewien wyścig z czasem - bo Anna przebywa w areszcie, a policja musi stworzyć sensowną i logiczną linię argumentów oraz dowodów, aby nie było problemów w sądzie co do tego, czy jest ona faktycznie winna, czy nie - bo brak odpowiedniej staranności mógłby przyczynić się do tego, że mordeczyni zostałaby oczyszczona z zarzutów, a tego nikt by nie chciał.
Tyle, że zaczynając badać tę sprawę, okazuje się, że policja ma więcej pytań niż odpowiedzi - zarówno w kwestii byłej żony Luke'a, jego obecnej partnerki oraz kochanki, którą - jak się okazało - także miał...
"Ostatnia żona" to opowieść przede wszystkim o narcyzie i manipulancie, który zrujnował życie kilu osobom - i teraz okazuje się, że ktoś mógł nie wytrzymać, pęknąć i chcieć się na nim zemścić. Tak to jednak jest, jak nie jest się w stanie dochować wierności - i chociaż Anna do tej kwestii i tak podchodziła w większości bardzo wyrozumiale i elastycznie, to cóż... Powiedzmy, że Luke i tak potrafił to wszystko schrzanić.
Wydaje mi się, że ostateczne wytłumaczenie jest logiczne, sensowne i wydaje mi się, że trafnie podsumowało ono tarapaty, w jakie sam (z własnej woli) wpakował się nasz denat. Wydaje mi się, że nie można powiedzieć, aby Jenny Blackhurst w jakikolwiek sposób cokolwiek w tej historii zepsuła - wiele perspektyw, dużo hipotez i niewiadomych, dynamiczna akcja, niezłe "bum" na koniec, a przy okazji jest to napisane całkiem przystępnie, a atmosfera, którą stworzyła autorka, bez wątpienia podkreśla, że jest to thriller psychologiczny.
To, co najbardziej mi się spodobało w tej opowieści, to kwestia kreacji bohaterów (są różnorodni, ale mają doskonale umotywowane zachowania, ciekawe przemyślenia i dobrze rozpisaną kwestię emocjonalno-uczuciową). Niemniej jednak w tym konkretnym tytule jest naprawdę wiele rzeczy, które warto polecać: bo to jest po prostu książka na całkiem wysokim poziomie.
Dawno nie czytałam tak dobrej książki z kategorii thrillerów psychologicznych - i cieszę się, że miałam okazję sięgnąć po "Ostatnia żona" - wydaje mi się też, że jest to jedna z tych historii, które pokazały mi, że warto sięgać po inne pozycje od tej pisarki. Wcześniej nie znałam twórczości Jenny Blackhurst, ale przyjemnie się zaskoczyłam, że jest ona w doskonałej formie - i że jej pomysły bywają naprawdę oryginalne i kreatywne.
Podsumowując: naprawdę polecam z całego serduszka!

To nie dla mnie😅
OdpowiedzUsuń