Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autor Miesiąca. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Autor Miesiąca. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2014

Autor miesiąca - wywiad z Martą Dąbkowską

Witamy na naszej najciekawszej blogowej akcji. Dzisiejszym autorem miesiąca jest Marta Dąbkowska, dziewiętnastolatka, która debiutowała w 2013 roku powieścią pt. Sevile. Magia i Miłość. Marta prowadzi bloga, możecie też znaleźć ją na youtube.

Zapraszamy do zapoznania się z wywiadem.



Iga: Prowadzisz bloga recenzenckiego, czytasz dużo więcej książek niż przeciętny Polak – czy to w jakiś sposób ułatwiło Ci stworzenie własnej historii?
Marta Dąbkowska: Pewnie tak. Oczywiście przy pisaniu staram się nie wzorować na tym, co już gdzieś widziałam, chociaż w fantastyce wydaje mi się to niezwykle trudne i ciągle okazuje się, że to, co wymyśliłam, pojawia się w jakieś książce, o której ja nie słyszałam. W każdym razie to, że dużo czytam, rozwija w pewien sposób moja wyobraźnię i pomaga stworzyć coś nowego.
Iga: Sevile to coś, czego w literaturze jeszcze nie było. Co zainspirowało Cię do stworzenia istot, których zadaniem – jak można przeczytać na okładce Twojej książki – jest wtrącanie się w życie ludzi?
M.D.: Sama nie wiem. Nie chciałam pisać o niczym popularnym typu wampiry czy wilkołaki. Chciałam stworzyć coś swojego, całkowicie nowego i kiedy jako taki pomysł już powstał, stwierdziłam, że to bardziej anioły albo diabły, co też w literaturze jest spotykane. Dlatego zaczęłam tworzyć od nowa i tak powstały „innowymiarowe” Sevile, które ciężko podporządkować pod jakikolwiek gatunek istot spotykanych w fantasy.
Iga: Twoja książka jest stosunkowo krótka, ma trochę ponad 170 stron. Czy ta objętość wynika z faktu, że Sevile były Twoją pierwszą literacką próbą?
M.D.: Zgadza się. Zawsze coś tam sobie pisałam, od dziecka. Ale Sevile były chyba pierwszą powieścią, którą skończyłam.  Muszę jednak powiedzieć, że napisałam ją w wieku 15 lat i teraz, kiedy czytam, zauważam jakieś niedociągnięcia, coś, co mogłabym poprawić lub zmienić lub wątki, które należałoby rozwiązać inaczej. Podejrzewam, że gdybym tą samą fabułę spróbowała spisać dzisiaj, to wyszła by ona 3 razy dłuższa, bo do głowy przychodzą mi nowe pomysły. Jednak wydaje mi się, że wydawanie tej samej książki, tylko nieco urozmaiconej, po raz drugi, nie ma większego sensu.
Iga: W poprzednim miesiącu przeprowadzałam wywiad z Wiolettą Szulc, która również debiutowała w Novae Res. Jak Ty określasz swoją współpracę z tym wydawnictwem?
M.D.: Ja osobiście jestem wdzięczna wydawnictwu za to, że zechcieli wydać moją książkę. Pisałam do różnych wydawnictw, jednak tam nastawieni byli na ówczesną modę lub na znanych już pisarzy i „wypocin” nieznanej nastolatki, która „pewnie napisała sobie coś w szkole na kolanie” nie chcieli nawet czytać. Rzeczywiście, to nie jest jakaś niesamowita książka i zdaję sobie sprawę, jednak w wieku 15 lat byłam z niej niezwykle zadowolona. Mam nadzieję, że niedługo uda mi się napisać coś nowego, co uda mi się gdzieś wydać, z czego i po upływie lat będę usatysfakcjonowana. Na razie zbieram pomysły.
Iga: Ile czasu zajęła Ci praca nad powieścią?
M.D.: Tak jak mówiłam, napisałam ją w wieku 15 lat. I, jeżeli dobrze pamiętam, to zeszło mi się z tym rok. Zaczęłam ją bodajże, gdy byłam czternastolatką, dlatego jej poziom nie jest zbyt wysoki. Niedługo skończę 20 lat, mój język poważnie się zmienił i kolejne książki na pewno będą w pewnym stopniu „inne”.
Iga: Sevile. Magia i miłość to pierwszy tom trylogii. Pracujesz nad kolejnymi?
M.D.: Na drugi tom zebrałam sporo pomysłów, ale do jako takiego pisania nie miałam czasu się jeszcze zabrać (studia). Nie wydaje mi się, żeby Sevile były na tyle popularne, aby wydawnictwo, z finansowego punktu widzenia, było zdecydowane wydać tom kolejny. Zastanawiam się, czy nie lepiej na razie spróbować stworzyć jakąś inną opowieść.
Iga: Bycie debiutantem, w dodatku tak młodym – masz w końcu 19 lat, nie jest łatwe. Długo szukałaś wydawnictwa, które zdecydowało się na opublikowanie Twojej debiutanckiej książki?
M.D.: Powiem szczerze, że Sevile bardzo długo leżały gdzieś w szufladzie. Wysłałam je do wydawnictw w ciągu jednego czy dwóch dni, raczej nie z zamiarem już konkretnego wydania, ale bardziej przekonania się, czy miałabym jakieś szanse. Większość wydawnictw interesowała się tylko już popularnymi pisarzami czy gwiazdami show-biznesu, a na pracę „młodego umysłu” nie decydowali się zwrócić większej uwagi. Kilka wydawnictw chciało wydać Sevile, ale musiałabym zapłacić dość dużo sumę, na którą nie było mnie stać. Więc byłam bardzo zadowolona, kiedy w mailu od Novae Res przeczytałam „Dzień dobry, jesteśmy zainteresowani wydaniem Pani powieści…”.
Iga: Jeśli dobrze liczę, w tym roku zaczęłaś studia. Na jaki kierunek się zdecydowałaś? Wiążesz swoją przyszłość z pisaniem?
M.D.: Ze względu na stan zdrowia nie mogłam się zdecydować na nic, co bym chciała (interesowało mnie coś związanego z informatyką). Wybrałam więc coś na pozór lekkiego, choć, jak się teraz okazuje, wcale tak łatwo nie jest. Zdecydowałam się na pedagogikę ze specjalnością psychopedagogika kreatywności. Tak, by nie pozwolić zginąć mojej wyobraźni. Bardzo chcę pisać dalej, ale raczej hobbystycznie niż zawodowo i może spróbować wydać któreś książek z szuflady. Jednak aktualnie, nawet gdy wpadnę na jakieś pomysł, nie mam czasu usiąść i po prostu pisać. Studia zabierają mi większość czasu. A co to będzie na sesji…?!
Iga: Gdybyś jako weteran czytelnictwa, za którego możemy Cię uznać, spotkała się ze swoją książką, byłabyś nią zainteresowana?
M.D.: Ojej, ciężko mi być w tym momencie obiektywną.  Postaram się być szczera. Podejrzewam, że na początku pomyślałabym „Kolejne romansidło podobne do wszystkich paranormali”. Wydaje mi się, że jednak bym po nią sięgnęła. Może nie byłabym jakoś zachwycona (chociaż to zależy od wieku, dziś zauważam niedociągnięcia, a kiedy miałam 15 lat, byłam nią zachwycona), ale nie wydaje mi się, by było to jakieś kompletne dno. Na każdą inną pisaną przeze mnie książkę będę już patrzyła trochę inaczej, starała się widzieć to jak czytelnik, bo czasem emocje, które czuję przy pisaniu, ciężko mi było przelać na papier.
Iga: Dlaczego wybrałaś akurat fantastykę? Czy to Twój ulubiony gatunek literacki?
M.D.: Stanowczo. Co prawda kiedyś stroniłam od fantastyki, ale w pewnym momencie życia nadszedł czas, że tylko fantastyka pomagała mi się odstresować i odpłynąć w ten „inny świat”, całkowicie się zrelaksować i nie myśleć o problemach dnia codziennego. Staram się czytać wszystko, ale nie ukrywam, że to fantasy, z lekki wątkiem romantycznym, sprawia mi największą radość.
Iga: W jaki sposób zabrałaś się do pisania swojej książki? Stworzyłaś sobie konspekt, opisałaś bohaterów itp. czy pisałaś bardziej „na żywioł”?
M.D.: Oj, na żywioł. Stworzyłam sobie tylko opis, czym byłyby owe Sevile oraz dwójka głównych bohaterów – Selena i Daniel. A potem poszło. Pisałam w sumie nie wiedząc, do czego dążę, jak akcja się rozwinie i niektórymi wątkami sama byłam zaskoczona. Teraz, kiedy piszę, wolę stworzyć sobie jakiś ogólny plan, zarys, jak ma powieść się zacząć, a jak skończyć. Podczas pisania przychodzą mi do głowy pomysły, co mogłoby stać się w trakcie lub pod koniec, zapisuję je gdzieś i potem staram się do nich doprowadzić. Czasem przez jeden pomysł akcja odwraca się o 180 stopni.
Iga: Jesteś z tych, którzy do upadłego szlifują swój tekst, czy nie wprowadzasz zbyt wielu poprawek?
M.D.: Raczej nie wprowadzam. Oczywiście po napisaniu książki czytam ją jeszcze raz, ale raczej poprawiam jakieś literówki czy błędy stylistyczne, nie chcę wprowadzać zmian w fabule, bo potem okazuje się, że gdzieś dalej pojawiają się sprzeczności, których nie jestem w stanie poprawić bez wywrócenia akcji do góry nogami.
Iga: Jak się czujesz, czytając recenzje swojej książki?
M.D.: Zależy, czy są pozytywne, czy negatywne. Ogólnie bardzo się cieszę, jeśli mogę przeczytać czyjąś opinię na mój temat, nawet tą najbardziej krytyczną. Wiem, że nie jestem w stanie podpasować każdemu, a tzw. hejterów jest na świecie mnóstwo. Każda opinię biorę sobie w pewnym sensie do serca, bo czytelniczy często zauważają błędy, na które ja nie zwróciłam uwagi. Dzięki temu wiem, na co mam patrzeć, pisząc następne książki, co poprawić, czego unikać, a jakie wątki rozwinąć bardziej. Dla mnie więc recenzje są wskazówkami, które mogą mi w dalszym tworzeniu.
Iga: Co według Ciebie sprawia, że książkę dobrze się czyta?
M.D.: Nie wydaje mi się, by był na to jakieś określony przepis. Sama czytam mnóstwo różnych książek, które nie zawsze da się porównać. Dobrze jest, gdy książka nie jest nudna, lubię, gdy od razu coś się dzieje, a nie dopiero w połowie książki. Ważny jest też styl pisania autora, bo to ułatwia, lub utrudnia czytanie. Długie opisy przyrody czy pomieszczeń, przynajmniej dla mnie, pozwalają szaleć mojej wyobraźni, ale z drugiej strony, gdy są przesadnie długie, nudzą i wytrącają z głównego wątku fabuły. Nie umiem tego określić, książka po prostu musi mieć to „coś”. A, no i oczywiście jestem z tych, którzy nie oceniają książek po okładce ;)
Dziękuję serdecznie za rozmowę i życzę powodzenia w dalszej karierze pisarskiej!

To tyle na dziś, na następny wywiad zapraszamy w lutym.

niedziela, 1 grudnia 2013

Autor miesiąca - wywiad z Wiolettą Szulc



Witam wszystkich na jednej z ciekawszych akcji, jaka istnieje na tym blogu. Naszą autorką grudnia jest Wioletta Szulc, która debiutowała w tym roku powieścią pod tytułem Rysunek w sercu.










Iga: Od napisania do wydania daleka droga. Jak można przeczytać na lubimyczytac.pl, postanowiłaś sprawdzić się jako autorka trzy lata temu. Rysunek w sercu ukazał się dopiero w tym roku. Nie irytowało Cię tak długie oczekiwanie na publikację? Kiedy zdecydowałaś się na opublikowanie swojej twórczości i jak długo szukałaś odpowiedniego wydawnictwa? Bo jak wiadomo, debiutujący pisarz nie ma lekko.
Wioletta Szulc: Fakt, sporo czasu upłynęło odkąd napisałam ostatnie słowa Rysunku w sercu, we wrześniu tego roku minęły dwa lata (trzy lata odnoszą się do momentu, gdy zdecydowałam się spróbować pisania). Czy to długo? Wydaje mi się, że nie, biorąc pod uwagę, iż to była pierwsza rzecz jaką napisałam. Tekst odleżał swoje „w szufladzie” zanim w ogóle pomyślałam o wysłaniu go gdziekolwiek. Czy szukałam odpowiedniego wydawnictwa? Nie patrzyłam na to w ten sposób. Jako autor nieistniejący jeszcze  na rynku nie miałam zbytnich złudzeń i przyznam się, iż ogromną niespodzianką była dla mnie wiadomość od wydawnictwa Novae Res, że moja powieść została przez nich pozytywnie przyjęta.
Iga: Jak Ci się podobała współpraca z tym wydawnictwem? W internecie można znaleźć wiele opinii na jego temat - zazwyczaj skrajnie różnych.
Wioletta Szulc: Z racji tego, że to mój debiut, nie miałam wcześniejszych doświadczeń w tej dziedzinie, tak więc porównania również. Moim zdaniem proces wydawniczy przebiegał sprawnie, nie miałam żadnych problemów z komunikacją. A możesz mi uwierzyć, jako nowicjusz zasypywałam ich pytaniami.
Iga: Początkowo opublikowałaś Rysunek w sercu na portalu chomikuj.pl. Czy wydawca nie robił w związku z tym żadnych problemów?
Wioletta Szulc: Nie miałam ze strony wydawnictwa żadnych sygnałów z tym związanych. Z tego co się orientuję, coraz częściej wydawane są teksty udostępniane już wcześniej, czy to na blogach, czy innych stronach www. Jest to pewnego rodzaju sprawdzenie poczytności danej publikacji.
Iga: Wersja, którą publikowałaś na chomikuj.pl, różni się od tej, którą wydałaś w postaci papierowej? Wprowadziłaś jakieś zmiany?
Wioletta Szulc: Jeżeli chodzi o fabułę, to nie. Jedynie pod względem technicznym tekst był przeze mnie „poprawiany” zanim postanowiłam wyjść z nim „w świat”.
Iga: Twoja książka jest skrzyżowaniem paranormalnego romansu z romansem historycznym. Dlaczego akurat wampiry?
Wioletta Szulc: Są w tekście odwołania do byłych epok, ale nie nazwałabym Rysunku w sercu romansem historycznym. Dlaczego wampiry? Od zawsze lubiłam opowieści o niezwykłych istotach, nasycone odrobiną magii, która dodawała żywszych barw. Akurat do głowy przyszła mi opowieść o wampirze, ale równie dobrze mógł to być anioł, czy zmiennokształtny.
Iga: Rysunek w sercu ma piękną okładkę. To w całości praca grafika z wydawnictwa, czy miałaś coś do powiedzenia w sprawie projektu?
Wioletta Szulc: Zgadzam się, okładka jest piękna. To dzieło grafików z wydawnictwa. Jednak przy projekcie brano pod uwagę moje sugestie i konsultowano ze mną pomysły.
Iga: Masz już za sobą debiut literacki. Planujesz kolejne publikacje?
Wioletta Szulc: Głowa aż się roi od pomysłów. Oczywiście chciałabym je opublikować. Czy mi się to uda? Czas pokaże…
Iga: Miałam okazję czytać kilka Twoich prac, więc wiem, że masz bardzo lekkie pióro. Tworzyłaś już wcześniej, może brałaś udział w jakichś konkursach literackich, czy wypracowałaś sobie ten styl podczas pisania książki?
Wioletta Szulc: Jak wspomniałam na początku rozmowy, Rysunek w sercu jest pierwszą prozą, jaka wyszła spod mojego pióra (nie mówię tu oczywiście o tekstach pisanych do szkoły). Jeden konkurs pojawił się latem tego roku, kiedy proces wydawniczy był już w toku. Tak więc mogę powiedzieć, że faktycznie styl wyrabiałam sobie na tym tekście. I muszę przyznać, że po postawieniu ostatniej kropki widziałam ogromną różnicę pomiędzy pierwszymi rozdziałami a – dajmy na to – epilogiem. Dlatego, miedzy innymi, Rysunek w sercu musiał swoje odleżeć i przejść poważną korektę w domowym zaciszu.
Iga: Na co dzień masz normalną pracę, jesteś mamą i żoną. Jak pogodziłaś to wszystko z pisaniem książki?
Wioletta Szulc: Akurat tak się złożyło, że pomysł na Rysunek w sercu zrodził się w mojej głowie, gdy byłam na urlopie wychowawczym i większość tekstu powstała, zanim wróciłam do pracy. Teraz jest o wiele trudniej pogodzić pisanie z codziennymi obowiązkami.
Iga: Jak długo pisałaś Rysunek w sercu?
Wioletta Szulc: Trzynaście miesięcy.
Iga: Słuchasz muzyki podczas pisania? Zdradzisz, jaka Cię inspiruje?
Wioletta Szulc: Oj tak, pisząc Rysunek w sercu zasłuchiwałam się w Yirumie. Łagodne, fortepianowe dźwięki pozwalają mi się wyciszyć, a wtedy moja wyobraźnia rozwija skrzydła.
Iga: Jaka jest Twoja ulubiona książka o wampirach?
Wioletta Szulc: Dracula Brama Stokera – co prawda nie była to pierwsza powieść o wampirach, jaką czytałam, ale uważam, że żadna inna nie dorównuje jej klimatem. Inna moja ulubiona to seria  J.R. Ward o chłopakach z Bractwa Czarnego Sztyletu.
Iga: Jak zareagowali znajomi na Twój debiut? Traktują Cię teraz inaczej, wiedząc, że jesteś pisarką?
Wioletta Szulc: Nie zauważyłam zmian w ich zachowaniu. Cieszą się, że pasję, która im mnie „podbierała”, udało mi się przeistoczyć w coś realnego. I nie nazwałabym siebie „pisarką”. Wydaje mi się, że na to miano zasługuje ktoś, kto ma już konkretny dorobek literacki na swoim koncie.
Iga: Może na koniec powiesz kilka słów aspirującym pisarzom? Masz dla nich jakieś rady?
Wioletta Szulc: Oj… Nie sądzę, abym była do tego właściwą osobą. Ja cały czas podchodzę do siebie jak do amatora w kwestii pisania. W sumie minęło niewiele czasu odkąd postanowiłam napisać opowiadanie, które samoistnie przerodziło się w powieść. Jedyną rzeczą, jaką mogę powiedzieć innym, to  żeby się nie poddawali. Jeżeli pisanie jest ich pasją i sprawia im choć w połowie tyle przyjemności, co mnie, niech piszą, nie zniechęcają się przeciwnościami i pracują nad swoim warsztatem, bo myślę, że tu nie można się zatrzymać.
Iga: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę rozwoju dalszej kariery pisarskiej! :)
Wioletta Szulc: Dziękuję również. :)  




To wszystko na dziś. Polecamy sięgnąć po Rysunek w sercu pani Wioletty i zapraszamy za miesiąc na kolejny wywiad.

sobota, 9 listopada 2013

Autor Miesiąca - wywiad z Martą Fox


Witam wszystkich na jednej z ciekawszych akcji, jaka będzie prowadzona na tym blogu. Są to wywiady i próba zapoznania Was, czytelników, z codziennym życiem autorów polskiej literatury, a także, z dalszymi planami rozwoju ich kariery.
Autorem Listopada jest Marta Fox. Weteran pisarstwa ;)


Ariada: Pani Marto, jak czuła sie Pani po wydaniu pierwszej książki?
Marta Fox: To było w 1992 roku. Rozpoczynałam przygodę, o ktorej nie widziałam, dokąd mnie zaprowadzi, więc czułam się świetnie, jakbym niebo przyciągnęła do ziemi.
Ariada: Czy istnieje "przepis" na powieść, która napewno odniesie sukces?
M. F.: Przepisów jest mnóstwo. Internet roi się od nich. Najbardziej podoba mi się ten, ze trzeba spełnić 3 warunki, ale nikt nie ma pewności jakie.
Ariada: Czy myślała Pani kiedyś nad napisaniem autobiografii?
M. F.: Napisałam 3 opowieści z wątkami autobiograficznymi: Czerwień raz jeszcze daje czerwień, Święta Rito od Rzeczy Niemożliwych, i wydany w maju tego roku “Autoportret z Lisiczką”.
O klasycznej autobiografii nie myślałam i wcale mnie to nie pociąga.
Ariada: Jakie cechy osobowości według Pani mogą przeszkadzać potencjalnemu autorowi?
M. F.: Brak dyscypliny, lenistwo, nieoczytanie.
Ariada: Czy miłość do pisania wyniosła Pani z domu rodzinnego, czy sama zaczęła się tym interesować, nie podlegając wpływom rodziny?
M. F.:  Wychowałam się w domu bez książek, moi rodzice byli prostymi, ale mądrymi i dobrymi ludźmi.
Ariada: Czy była może jakaś książka, która zainspirowała Panią? Może po przeczytaniu jej stwierdziła Pani, że sama także chciałaby pisać?
M. F.:  Inspirowało mnie wiele lektur, nie tylko do pisania, ale i do innych szaleństw.
Ariada: Których polskich lub zagranicznych pisarzy ceni Pani i co sprawia, że szanuje Pani ich twórczość?
M. F.:  O tym jest między innymi “Autoportret z Lisiczką”. Polecam.
Ariada: Czy ma Pani jakąś ulubioną powieść, do której wielokrotnie Pani wracała?
M. F.:  O tym też w “Autoportrecie...” dużo piszę.
Ariada: Czy w wieku szkolnym brała Pani udział w jakichś konkursach literackich?
M. F.: Nigdy. Byłam bardzo nieśmiała.
Ariada: Wydała Pani do tej pory aż 30 książek i sporą ilośc wierszy. Ma Pani w planach jeszcze jakieś powieści?
M. F.: Wydałam więcej, proszę zerknąć na moją stronę internetową: http://www.martafox.pl
Czy mam coś w planach? Oczywiście. Planuję jeszcze trochę pożyć na tym świecie, a nie wyobrażam sobie życia bez pracy, więc zapewne na wiosnę znów coś nowego się ukaże.
Ariada: Jest Pani już doświadczoną pisarką. Czy mogłaby Pani poradzić coś osobom, które dopiero zaczynają swoją karierę?
M. F.: Karierę? Na boga! Niech nie myślą o karierze, tylko niech pracują nad sobą.
Ariada: Po napisaniu książki ma pani jakiś wpływ na wygląd okładki?
M. F.: Nie zawsze decydujący, ale staram się mieć wpływ. Zdarzyło mi się np. zdecydowanie odrzucić projekt.
Ariada: Czy posiada Pani stałą posadę, niezwiązaną z pisarstwem? Czy tylko z Pani publikacji się utrzymuje ?
M. F.: Od 20 lat utrzymuję się z pisania. Sama sobie jestem dyrektorem.
Ariada: Z której Pani książki jest Pani najbardziej zadowolona?
M. F.: Nie wiem, każdą lubię, bo jest moja. Każdą za coś innego.
Ariada: Pani książki przechodzą do klasyki, raczej nie ma księgarni czy biblioteki gdzie nie byłoby dostępnej Pani powieści na półce. Czy miała Pani kiedyś propozycje zekranizowania którejkolwiek z powieści które wyszły spod Pani pióra?
M. F.: Tak, kilka razy, od roku producent wypłaca mi honoraria za zablokowanie prawa do adaptacji, ale jak do tej pory nic nie wyszło z tych umów. Może trzeba zabiegać, a ja ani tego nie umiem, ani nie mam ochoty.

To tyle na dziś : )  Zapraszamy za miesiąc do zapoznania się z wywiadem z kolejnym autorem C;

niedziela, 13 października 2013

Autor miesiąca - wywiad z Michaliną Olszańską

Witam wszystkich czytelników Naszego Książkowiru! Dzisiaj mam Wam do zaprezentowania wywiad z Michaliną Olszańską, polską autorką. Możecie kojarzyć tą panią przede wszystkim z jej dwóch powieści, dzięki którym zasłynęła: "Zaklętej" oraz "Atlantydzie dziecku gwiazd". Dzisiaj chcę przybliżyć Wam jej postać jako autora miesiąca.

Ariada: Pani Michalino, czytałam Pani powieść pt. „Zaklęta”, która bardzo przypadła mi do gustu. Skąd pomysł na taką baśniową tematykę?
Michalina Olszańska: Baśnie były zawsze obecne w moim życiu, w dużej mierze mnie ukształtowały. Uwielbiam ten gatunek ze względu na to, że w prostej formie i za pomocą metafory zwraca naszą uwagę na najbardziej podstawowe ludzkie marzenia, jest kopalnią archetypów. Prawdziwa baśń nie jest de facto tylko dla dzieci, to często do dorosłych zwraca swoje przesłanie. Uważam, że klasyczne baśnie jak również baśnie i opowieści z różnych kultur powinny być obowiązkową lekturą psychologów.
Ariada: Ujęła Pani tą historię z całkowicie innej perspektywy, bardziej rzeczywistej. Chciała Pani pokazać, że nie zawsze można oczekiwać przysłowiowego księcia na białym koniu?
M.O.: Opowiadania braci Grimm, zanim je ocenzurowano i złagodzono, były wyjątkowo brutalne, wręcz przerażające. Nie było w nich nic ze sztucznej słodyczy bajek, które teraz serwuje się dzieciom. To po pierwsze, ale zakończenie "Zaklętej" ma na celu nawet nie tyle pokazać bardziej realną i życiową wersję wydarzeń, ale zwraca uwagę na to, jak względne jest pojęcie happy endu. Nie będę zdradzać szczegółów, ale w moim odczuciu ta opowieść kończy się dobrze. Nie tak, jak w klasycznej bajce, trudniej, ale bohaterka odnajduje prawdziwą siebie.
Ariada: Ma Pani bardzo dobry warsztat. Czytając Pani powieść nie miałam pojęcia, że tak młoda osoba może posiadać już tak duże umiejętności. Czy to wynik pracy czy może talent?
M.O.: Dziękuję :) Mnie samej trudno to oceniać, jednak na pewno bardzo dużo pracuję. Czytam, krytycznie podchodzę do tego, co napisałam i cały czas staram się rozwijać. Może talent to właśnie nic innego, jak konsekwencja i samozaparcie.
Ariada: Ile czasu poświęciła Pani na pisanie „Zaklętej”? Jest prawdziwą cegłą, a na dodatek można z niej „sypać” mądrościami.
M.O.: Haha! Czy sypać mądrościami to nie wiem, ale cegła to jest na pewno. Pisałam ją pół roku. Nie do końca wierzę w tworzenie w jakichś ogromnych bólach, powieści pisane przez 10 lat... No dobrze, "Mistrz i Małgorzata" to majstersztyk, ale bardzo często jeśli pisarz się tak wlecze, książce brak spójności.
Ariada: Jest Pani nazywana renesansową kobietą, ponieważ posiada Pani bardzo szerokie zainteresowania – m.in. aktorstwo, czy modeling. Jak Pani znajduje czas na to wszystko i na dodatek jest dobra w tym, co robi?
M.O.: Jeżeli się coś kocha, zawsze się znajdzie na to czas. Oczywiście coś na pewno na tym cierpi, chociażby życie towarzyskie, ale z drugiej strony aktor tyle przebywa z ludźmi, że się tego tak nie czuje.
Ariada: Artystyczne zainteresowania dzieli Pani ze znajomy, rodziną?
M.O.: Pochodzę z artystycznej rodziny, moi rodzice są oboje aktorami. Oczywiście dotknął nas klasyczny syndrom, że rodzic aktor nie chce tego samego dla dziecka i do Akademii Teatralnej zdawałam w tajemnicy przed mamą, ale prawdą jest, że rodzice od najmłodszych lat "nawadniali" mnie wszelkiego rodzaju sztuką. Literatura, muzyka, filmy... To były moje ukochane zabawki ;) Wychodząc z takiej rodziny nie ma się za dużego wyboru, prędzej czy później sztuka wyciąga po nas ręce. Co do znajomych - powiem więcej: nie mam żadnego znajomego spoza artystycznych branży. Trochę przerażające, ale tak wyszło. Najpierw chodziłam do szkoły muzycznej, potem poszłam na AT i nie wystawiam nosa poza to zaklęte koło.
Ariada: Która forma sztuki najbardziej Panią pasjonuje? Świat mody, pisarstwo, czy aktorstwo, a może z czymś innym wiąże Pani przyszłość?
M.O.: Jestem wdzięczna moim rodzicom, że zachęcali mnie do próbowania różnych rodzajów sztuki. Bo wydaje mi się, że każda artystyczna dziedzina to po prostu inny sposób przekazania tj samej myśli, dlatego nie kłócą się między sobą. Więcej - prerafaelita Gabriel Dante Rossetti twierdził, że każdy malarz powinien pisać wiersze i na odwrót. To może przesada, ale można próbować realizować się w różnych dziedzinach. Niemniej nadchodzi ten moment, kiedy trzeba zacząć się określać. Dlatego zrezygnowałam z Akademii Muzycznej, nigdy już nie będę zawodową skrzypaczką, odmówiłam też pracy jako grafik nad komiksem. Nadal kocham mój instrument, rysuję sobie hobbistycznie, ale moje życie to aktorstwo i książki. Na tyle sporo popracowałam już na tych płaszczyznach, że mogę to z pełną świadomością powiedzieć. Co do modelingu, to zawsze było tylko hobby i rodzaj nauki, który bardzo mi a aktorstwie pomógł. Daje niesamowitą świadomość siebie i uczy zmagać się z kompleksami.
Ariada: Polacy nie są raczej czytelniczym narodem. Ma Pani jakiś pomysł, żeby przyciągnąć rodaków do książek?
M.O.: Szczerze? Nie mam pojęcia. Oczywiście wspieram z całego serca wspieram wszelkie ruchy i inicjatywy mające za zadanie wspierać czytelnictwo (tak, jak Wasz blog, dziewczyny), ale nie wiem, co zrobić, żeby ludzie faktycznie zaczęli czytać. Trzeba przyznać, że czytanie nigdy nie było narodowym "sportem" Polaków, nie mamy historycznej tradycji książki. Ale jeżeli chce się to zmienić, to chyba przede wszystkim trzeba zachęcać do czytania dzieci. Nauczyć je obchodzić się z książką, rozwijać wyobraźnię. Czytanie wymaga pewnego wysiłku umysłowego i jeżeli nie nauczymy się go wcześnie, to trudno nam się będzie później do tego wysiłku przyzwyczaić, zwłaszcza w czasach, w których mamy pełny dostęp do filmów i seriali, z zasady łatwiejszych w odbiorze. To tak, jak ze sportem czy tańcem, ciało musi być trenowane od najmłodszych lat. I mózg też.
Ariada: Należy Pani do zwolenników ekranizacji, czy raczej gorąco kibicuje Pani pierwowzorom, (zresztą podobnie jak ja)?
M.O.: Dobra ekranizacja nie jest zła ;) Najważniejsze, żeby twórcy zdawali sobie sprawę z różnicy języka literatury i filmowego. Mój ogromny szacunek wzbudza Ian McEvan, któy jest genialnym pisarzem i jednocześnie scenarzystą. Kiedy pisze scenariusz do filmów na podstawie swoich książek, nie boi się zmieniać szczegółów tak, żeby pasowały do ekranu. Teraz zresztą bardzo modne zrobiły się seriale luźno zbudowane na podstawie książek, ale czasem bardzo od pierwowzorów odbiegające. Nie widzę w tym nic złego. Gorzej, jeśli ekranizacja ma być ścisła i wychodzi kulawo.
Ariada: Jaka była najgorsza kiążka, która przeczytała Pani w życiu?
M.O.: Ojej... Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Zazwyczaj, jeśli książka mi się nie podoba, przestaję ją czytać. Nie należę do tych hejterów, którzy męczą się z 500-stronicową cegłą tylko po to, żeby móc później pluć na nią w internecie. Tych, którzy nienawidzą np. "Zmierzchu", ale mężnie przebrnęli przez wszystkie tomy. Po co tracić życie na coś, co uważamy za złe? Ale sprawdza mi się pewna prawidłowość: nie lubię książek napisanych na podstawie scenariusza. Zwykle są jakieś bardzo po wierzchu, nieudolnie próbują językiem pisanym oddać to, co obraz. Za przykład może tu posłużyć "Stowarzyszenie umarłych poetów" czy "Dziewczyna w czerwonej pelerynie". No... nie.
Ariada: Ma Pani motto życiowe, którym kieruje się na co dzień?
M.O.: Kilka. Ale kiedyś dostałam pocztówkę z sentencją Michela Quoista: "Panie, udziel mi cichej wytrwałości fal". Powtarzam to sobie, kiedy jest mi ciężko. I nie tylko.
Ariada: Lubiła Pani czytać szkolne lektury, czy raczej niechętnie na nie spoglądała?
M.O.: Może to bezczelne, co powiem, ale uważam, że lektury szkolne są źle podobierane. Zniechęcają do czytania młodych ludzi. Rzecz jasna jest lista tematów, które trzeba poruszyć w szkole, ale powinien być wybór dzieł owe tematy poruszających. Żeby każdy mógł wybrać coś dla siebie i potem dyskutować w klasie. Problem w tym, że to by wymagało wysiłku od nauczycieli, a oni niestety często wysiłku unikają. Sama zasada lektury jako takiej wydaje mi się błędna. Do czytania nie wolno zmuszać, do niego powinno się zachęcać. Sama miałam z moją polonistką sztamę: ona doskonale wiedziała, że wielu lektur nie czytam, ale za to podsuwała mi inne książki. I to jest właśnie twórczy proces pedagogiczny.
Ariada: Czy uważa Pani za istotne, aby ludzie czytali poezję?
M.O.: Zdarza się, że nie mamy czasu usiąść nad grubą beletrystyczną książką, życie toczy się dziś bardzo intensywnie i szybko. Poezja to literatura w kapsułce, takie witaminy. Każdy znajdzie chwilkę, żeby przeczytać przed snem choćby czterowiersz, myślę, że to bardzo istotne. Jeżeli nie będziemy rozwijać swojej wrażliwości, całkowicie zrogowaciejemy!
Ariada: Preferuje Pani bibliotekę, czy kupowanie książek?
M.O.: Nie oszukujmy się, książki są drogie, a młodych ludzi często nie stać na taki wydatek. A to przecież oni w szczególności powinni czytać. Są książki, które muszę mieć własne i na zawsze, ale bardzo często pożyczam znajomym i od znajomych, z bibliotek... Jeżeli mamy wybór: pożyczać, czytać z internetu (okropność, ale co zrobić) lub nie czytać wcale, to dość prosty wybór.
Ariada: Jakie korzyści płyną z bycia molem książkowym?
M.O.: Pisarze przez wieki tworzyli w swoich dziełach obraz świata, który podają czytelnikowi jak wykwintne danie. Żyjąc swoim codziennym życiem mamy wąski zakres tego, co możemy poznać, czego się dowiedzieć. Czytanie książki jest jak otwieranie drzwi do innych czasoprzestrzeni, nasz kosmos się drastycznie poszerza. Jest przysłowie, że ile człowiek zna języków, tyle razy żyje. Z książkami jest tak samo. Traktujmy literaturę jak kamień filozoficzny. Skoro już poturlał nam się pod nogi, głupotą jest go nie podnieść :)
Ariada: Bardzo dziękuję Pani za wywiad, mam nadzieję, że czytelnicy jeszcze bardziej docenią Panią jako zdolną autorkę, tak jak ja doceniłam. :)

To tyle na dzisiaj. Mam nadzieję, że wywiad Was zainteresował i może w przyszłości sięgniecie po książki tej autorki? Pozdrawiam Was gorąco, Ariada. :)

niedziela, 8 września 2013

Autor miesiąca - wywiad z Gają Kołodziej.

Witam wszystkich na jednej z ciekawszych akcji, jaka istnieje na tym blogu.
Dzisiejszą autorką, z którą przeprowadziłam wywiad jest Gaja Kołodziej, która zasłynęła z książek takich jak "Wystrzałowa licealistka", "Wystrzałowa maturzystka", "Dar" oraz "Księżniczka w blasku sławy i cieniu obsesji". 
Zapraszam do zapoznania się z krótką notką o autorce oraz wywiadem i zachęcam do komentowania :)

Gaja Kołodziej - urodziła się 23 listopada 1989 roku w Warszawie. Wychowała się w artystycznej rodzinie, gra na fortepianie, rysuje, maluje, haftuje. Od najmłodszych lat marzyła o karierze na scenie, brała udział w spektaklach szkolnych, jak i w warsztatach teatralnych organizowanych przez różne instytucje. Podczas zabaw w teatr rozwijała wyobraźnie poprzez tworzenie rozmaitych postaci, sytuacji i zdarzeń. Chociaż od dziecka lubiła pisać, pomysły na opowiadania i nowele zaczęła spisywać w wieku lat 12, ale nigdy nie przekroczyły one magicznej liczby 20 stron.
Przełom nastąpił w roku 2004, gdy była w drugiej klasie gimnazjum. Jako zmęczona szkołą czternastolatka podczas jednej z lekcji matematyki zaczęła spisywać w zeszycie swoje przemyślenia na temat Wolnych Ludzi, którzy nie byli skazani na codzienne męczarnie w szkole.
Tego samego dnia (podczas tej samej lekcji) powstała Melania Korzeniowska, bohaterka „Wystrzałowej licealistki”. Była to pierwsza poważna próba napisania powieści o rozbudowanej fabule. Przez następne półtora roku powstało 60 stron powieści, niestety utracone bezpowrotnie z powodu awarii komputera.
Drugie podejście do napisania książki o losach Melanii miało miejsce w dwóch pierwszych latach liceum, gdy Gaja miała 16 lat. Ukończona wersja treścią zbliżona była do „Wystrzałowej licealistki”, ale zakończenie pozostawiało wiele do życzenia, więc Gaja postanowiła ponownie zacząć od początku i dodając wiele nowych wątków stworzyła dwu tomową historię agentki 772. Trzecia, ostateczna wersja przygód Melanii Korzeniowskiej została ukończona we wrześniu 2008 roku, gdy Gaja miała 18 lat.
Tego samego roku Gaja Kołodziej została wyróżniona 1 nagrodą w ogólnopolskim konkursie literackim za opowiadanie pt. „Moje jedyne marzenie”. To opowiadanie wraz z innymi nagrodzonymi pracami zostało opublikowane w zbiorze „7 kolorów tęczy”.
W lipcu 2010 roku nakładem Wydawnictwa Lucky w księgarniach ukazała się powieść pt. „Wystrzałowa licealistka” i jest to pierwszy tom przygód Mel, agentki 772. W marcu 2011 roku ukazał się drugi tom zatytułowany „Wystrzałowa maturzystka”.
Gaja Kołodziej uzyskała dyplom magisterski z psychologii na Uniwersytecie w Maastricht w Holandii i odbyła praktyki w Nowej Zelandii, gdzie zrodził się pomysł prowadzenia spotkań autorskich przez internet. Od 14 stycznia 2012 roku jest członkiem Stowarzyszenia Pisarzy Polskich. Wraz z rosnącą popularnością swoich książek postanowiła całkowicie poświęcić się pisarstwu. Na początku 2013 roku założyła Instytut Sztuki Literackiej (www.LiteraryArtInstitute.com), którego celem jest promowanie czytelnictwa i wspieranie nowych talentów literackich. Prowadzi Klub Młodych Pisarzy, pracuje nad następną powieścią i udowadnia, że z pisania można żyć. (http://www.gajakolodziej.com/)
 

Iwi: Czerpie Pani inspiracje z otoczenia podczas kreowania bohaterów powieści?
Gaja Kołodziej: Tak, oczywiście  Wszystko może być inspiracją – znajomi, nieznajomi, miejsca, wydarzenia, plotki. Czasem wystarczy jedno zdanie, które spowoduje kaskadę myśli i skojarzeń i… tak powstaje pomysł na nową powieść.
Iwi: Jak się Pani czuje jako znana i ceniona autorka?
Gaja Kołodziej: Haha. Znana i ceniona – bardzo mi miło, że tak uważasz :D  Mam do tej pory opublikowane 4 powieści, a 5 ukaże się na wiosnę 2014, ale w dalszym ciągu uważam, że jestem raczej na początku mojej przygody z pisaniem. Może za kilka lat i kilka kolejnych książek…? W każdym razie nie ma wątpliwości, że grono moich czytelników wciąż rośnie, z czego się niezmiernie cieszę.
Iwi: Czy ludzie czasami rozpoznają Panią na ulicy, proszą o autografy?
Gaja Kołodziej: Mieszkam w Warszawie, gdzie na szczęście moja twarz w dalszym ciągu jest anonimowa, ale co raz częściej zdarza się, gdy się przedstawiam, że ktoś mówi „O, to ta autorka!”. Zawsze bardzo mnie to bawi.
Iwi: Czy czuje Pani presję, że tekst musi być doskonały, czy pisze Pani raczej "na luzie"?
Gaja Kołodziej: Presja jest bardziej związana z czasem, kiedy zostanie wydana następna powieść, niż z doskonałością. Często otrzymuję maile od czytelników z pytaniem, czy szybko ukaże się następna książka.  Do doskonałości dążę sama i naprawdę uważam, że każda kolejna moja książka jest lepsza od poprzedniej. Przez praktykę uczę się, jak ciekawiej poprowadzić fabułę, jak lepiej nakreślić sylwetki bohaterów, jak dzielić historię na rozdziały i… jak pisać zakończenia  Jednak w dalszym ciągu staram się pisać powieści, które nie tylko sprawią frajdę moim czytelnikom, ale również zapewnią fascynujące X godzin pracy nad książką. Bo to przecież ja spędzam nad nią najwięcej czasu… :P
Iwi: Ile czasu dziennie zazwyczaj poświęca Pani na pisanie?
Gaja Kołodziej: Nie piszę codziennie. Uważam, że tworzenie powieści składa się z 2 etapów: wymyślenia historii i zapisania jej. Tworzę powieść mniej więcej 22 godziny na dobę, bo prawie bez przerwy myślę o moich bohaterach i wyzwaniach, jakie napotkają na swojej drodze. Na pisanie nadchodzi czas, gdy już wiem wszystko, jak powinno wyglądać. Wtedy siadam z laptopem, zamykam się przed światem i piszę w dzień i w nocy, czasem tydzień po tygodniu, czasem z przerwami, ale zawsze czuję wewnętrzny przymus dociągnięcia historii do końca. Dla mojej własnej satysfakcji i dla moich czytelników ;)
Iwi: Jak krytyczna jest Pani względem swoich tekstów?
Gaja Kołodziej: Ponoć nie ma większego krytyka niż autor kilka lat po ukończeniu dzieła. Ja w każdym razie całkowicie zgadzam się z tą opinią. Co jakiś czas zaglądam do moich publikacji i wyraźnie widzę, że ja już bym tego tak nie napisała. Może jestem już za stara na tematykę młodzieżową XD Ale dostrzegam również zalety tych powieści – moi przyjaciele spoglądają na mnie dziwnie, gdy zaśmiewam się z jakiegoś fragmentu, który napisałam przed laty. Taa… to rzeczywiście jest dziwne. Ale tak jest.
Iwi: Czy jest osoba, z którą dzieli się Pani swoimi pomysłami, bazuje na jej opinii w sprawie napisanego manuskryptu?
Gaja Kołodziej: Wstępnymi pomysłami raczej się nie dzielę, ale często pokazuję pierwszy rozdział moim najbliższym, aby powiedzieli mi, co myślą o nowej historii. Przed publikacją taka powieść jest czytana przez moją rodzinę i najbliższych przyjaciół. Ich wskazówki są często bardzo pomocne, ale… nie zawsze :P
Iwi: Czy w czasach szkolnych marzyła Pani o zostaniu pisarką, czy raczej to wyszło bardziej "spontanicznie"?
Gaja Kołodziej: Oh, ja nigdy o tym nie marzyłam. Są takie rzeczy, które są niemożliwe – ja np. zawsze wiedziałam, że nigdy nie zaprzyjaźnię się z matematyką ;) Pisałam, bo pisałam. Było to przyjemne oderwanie się od ponurej szkolnej codzienności. Miałam co prawda nikłe marzenie, że może kiedyś, coś, ale szczerze mówiąc, moje oceny z polskiego szybko ściągały mnie z powrotem na ziemię. Wyszło rzeczywiście spontanicznie – skończyłam liceum, wysłałam 2 rozdziały do wydawnictw i… tak to się zaczęło. Ale nawet, gdy miałam 2 powieści dostępne w księgarniach, nie uważałam siebie za pisarkę. To było hobby, spełnienie marzeń, a nie poważny zawód. Chyba dopiero po skończeniu studiów doszłam do wniosku, że właściwie… dla mnie nie ma innego tak satysfakcjonującego zawodu jak właśnie pisanie. I tak zostałam pisarką ;)
Iwi: Czy myślała Pani kiedyś nad wydaniem czegoś zupełnie odmiennego od dotychczasowych książek?  Na przykład jakąś powieść z gatunku literatury grozy? Dobrze się by Pani czuła w takim "klimacie"?
Gaja Kołodziej: Myślałam o powieści fantasy i o grotesce.  Literatura grozy? No, nie wiem. Raczej nie. Choć może kiedyś? Mam przed sobą kilkadziesiąt lat życia i (jeśli dobrze pójdzie)z kilkadziesiąt książek do napisania. Wszystko jest możliwe.
Iwi: Jak wygląda Pani domowa biblioteczka?
Gaja Kołodziej: Moja domowa biblioteczka jest zapchana, bo mam więcej książek niż półek. Stoją więc poziomo, pionowo i pod każdym innym kontem. Zbieram się do kupienia dodatkowego regału, ale tak to się jakoś ciągnie… a w międzyczasie widzę kolejną pozycję, którą MUSZĘ mieć i nie mogę przejść obok niej obojętnie XD
Iwi: Czy Pani rodzina dzieli z Panią pasję pisania?
Gaja Kołodziej: Pochodzę z rodziny muzyków, więc każda pasja artystyczna jest dla nich całkowicie zrozumiana. Czytać też lubią, ale ja jestem jedyna, która pisze na poważnie. Jedna dziwna, która woli słowa niż nuty :P
Iwi: Może ma Pani jeszcze jakieś inne ukryte talenty?
Gaja Kołodziej: Talenty? Oj, nie, raczej nie będę się chwalić. Mam kilka innych pasji, z których najbardziej rozwinięta jest gra na fortepianie, ale z żadnej z nich nie powstały dzieła warte upamiętnienia XD Uważam jednak, że każdy człowiek powinien mieć pasję, albo kilka pasji, nawet jeśli nic poważnego z tego nie wychodzi. Bo czymże jest życie bez pasji?
Iwi: Jakie cechy, według Pani, powinie mieć dobry autor?
Gaja Kołodziej: Cierpliwość przede wszystkim. Pisanie i wydawanie trwa nieznośnie długo, więc bez cierpliwości żaden autor nie dotrze do końca przygody z książką. Poza tym przydatna jest również wytrwałość, determinacja, wiara w siebie i siła, aby podążać własną drogą pomimo wszystkich przeciwności losu. Uważam także, że każdy dobry autor musi kochać czytanie książek, bo w ten właśnie sposób można się uczyć i rozwijać. Czytać dzieła mistrzów i starać się podążyć za ich przykładem.
Iwi: Czy lubi Pani spotkania autorskie lub inne sposoby, by spotkać swoich odbiorców?
Gaja Kołodziej: Bardzo lubię, choć z początku strasznie się nimi stresowałam. Można nazwać to tremą.  Nigdy nie zapomnę spotkania autorskiego, gdy po raz pierwszy miałam stanąć przez prawie setką licealistów… Ale z czasem jest coraz lepiej, coraz mniej rzeczy może mnie zaskoczyć :P Do tej pory miałam ponad 60 spotkań autorskich i mogę szczerze powiedzieć, że każde było jedyne w swoim rodzaju.
Bardzo lubię maile od czytelników, więc zawsze staram się na wszystkie odpowiedzieć. Uważam, że jest to dla autora najlepszy feedback. Doceniam więc zarówno komplementy, jak i krytykę, a potem staram się wyciągnąć z nich wnioski i pisać jeszcze lepiej. Miło mi było, gdy poprosiłaś o ten wywiad.
Iwi: Czy woli Pani powieści, czy może wiersze? Sama Pani kiedyś próbowała swoich sił w tworzeniu poezji?
Gaja Kołodziej: Oj, poezji nie piszę i tak chyba jest lepiej. Napisałam w życiu dwa wiersze i na tym skończę moją przygodę z poezją. Proza przychodzi mi z dużo większą łatwością i daje znacznie więcej satysfakcji. Powieść jest moim ulubionym gatunkiem. Opowiadania też lubię, ale są (moim zdaniem) zbyt krótkie, by w pełni opisać zawartą w nich historię. A może to ja po prostu lubię się rozpisywać…? :P
Iwi: Jakiej muzyki Pani słucha?
Gaja Kołodziej: Bardzo lubię muzykę filmową. Bardzo! Przy niej najczęściej piszę. Ale słucham również rocku, popu, czasem hip-hopu. Wszystkiego, co tego dnia akurat dopasuje się do mojego nastroju.
Iwi: Bardzo dziękuję za przeprowadzony wywiad oraz życzę Pani dalszych sukcesów literackich i dużej ilości wspaniałych pomysłów na kolejne powieści : )


Na dziś, to już wszystko. Zapraszam za miesiąc na kolejny wywiad z kolejnym autorem C;

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Autor Miesiąca - wywiad z Julią Deją.



Witam wszystkich na jednej z ciekawszych akcji, jaka będzie prowadzona na tym blogu. Są to wywiady i próba zapoznania Was, czytelników, z codziennym życiem autorów polskiej literatury, a także, z dalszymi planami rozwoju ich kariery.

Autorem Sierpnia jest Julia Deja, którą odbieram bardzo pozytywnie. Zapraszam do zapoznania się z naszym wywiadem : )



Iwi: Opowiedz nam o sobie. 
Julia Deja: Zaczynając od podstawowych informacji... Wkrótce skończę dziewiętnaście lat, w tym roku wybieram się na studia polonistyczne. Mieszkam z rodzicami w małej miejscowości położonej około dwadzieścia pięć kilometrów od Częstochowy; mam też dwóch starszych braci, ale, jak to się mówi, „wyfrunęli z gniazda”. W gruncie rzeczy jestem zwyczajną dziewczyną, szalejącą za ulubionymi muzykami i robiącą z siebie kompletnego głupka w towarzystwie znajomych. Najważniejsi dla mnie są moi bliscy, a także marzenia, do których stale dążę. Prawdę powiedziawszy wolę spędzać czas w domu, czy na spokojnych spacerach, dyskoteki i inne tego typu imprezy (chyba, że w gronie najbliższych przyjaciół) sprawiają, że czuję się nie do końca komfortowo. Dzień zawsze zaczynam od kawy. W zakresie muzyki mój gust nie jest ściśle ukierunkowany, po prostu słucham tego, co mi się spodoba. Podobnie jest zresztą z literaturą, czy filmami, chociaż nie ukrywam, że najbardziej przyciągają mnie romanse, obyczajówki oraz dzieła z gatunku fantastyki. Na co dzień więc piszę, plotkuję z koleżankami, śpiewam ulubione piosenki oraz rozpieszczam moje koty, na których punkcie mam prawdziwą obsesję.
Iwi: Dlaczego zdecydowałaś się na taką tematykę swojej książki? Jak długo ją pisałaś i jak długo myślałaś nad jej fabułą, postaciami etc?
Julia Deja: Nad „Pośród złudzeń” pracowałam mniej więcej półtora roku; trwałoby to zapewne krócej, ale wówczas pisałam też inne opowiadania, dlatego skupiałam się na paru historiach jednocześnie. Sam pomysł na fabułę ukształtował się w mojej głowie w ciągu zaledwie jednego dnia, potem kreowałam w wyobraźni wygląd postaci, ich imiona, charakter… Do pisania przygotowywałam się kilka tygodni, ponieważ chciałam wszystko spokojnie przemyśleć. Mimo to wiele scen, a nawet niektóre wątki, powstały już w trakcie tworzenia powieści.
Skąd pomysł? Kiedyś oglądałam jakiś film, w którym studentka miała romans ze swoim wykładowcą. To mnie zainspirowało, więc dalej już poszło. Podjęłam również temat narkotyków, czy przemocy, ponieważ sama się tym interesuję, poza tym chciałam poniekąd pokazać, że to codzienne problemy wielu młodych ludzi i nie tylko.
Iwi: Twoja książka bardzo różni się tematycznie od Twojej noweli. Jesteś więc osobą, która nie lubi trzymać się tylko jednej tematyki, czy było to raczej sprawdzenie się w innym gatunku literackim?
Julia Deja: Szczerze mówiąc obie Twoje sugestie są poprawne. Pierwotna wersja „Anioła Stróża” powstała bodajże w 2011 roku, przygotowałam ją na jakiś blogowy konkurs. To był mój debiut, jeśli chodzi o fantastykę i chciałam się przekonać, jak się czuję w takim gatunku. Dopiero rok później pojawiła się koncepcja wydania tej noweli. W dalszym ciągu najlepiej pisze mi się obyczajówki/romanse, ale mam sporo pomysłów, które zahaczają o fantasy, dlatego na pewno nie pozostanę przy jednej tematyce.  
Iwi: Z czym wiążesz swoją przyszłość?
Julia Deja: Swoją przyszłość wiążę oczywiście z pisaniem, bo chciałabym, aby mój dorobek literacki z biegiem lat się powiększał, jednak wiem, że wydawaniem książek raczej nie zarobię na życie. Dlatego myślę o dziennikarstwie, podobałaby mi się również praca w wydawnictwie. Na razie skupię się na nauce, później zobaczę, co zaoferuje mi los.
Iwi: Wolisz czytać książki papierowe, czy ebooki? A może preferujesz audiobooki?
Julia Deja: Zawsze będę zwolenniczką książek papierowych. Według mnie nic się z nimi nie równa, uwielbiam czuć ten przyjemny ciężar w dłoni i przewracać kolejne strony – również zapach jest cudowny, jeśli ma się do czynienia ze świeżo zakupionym tomem. Mimo wszystko lubię jednak e-booki. Czasami uda mi się znaleźć elektroniczną wersję powieści, której nie mogłam dostać drogą tradycyjną; wtedy wrzucam plik na telefon i czytam sobie do poduszki. Z audiobookami nie miałam za bardzo do czynienia, dlatego nie mogę nic na ich temat powiedzieć, ale na pewno kiedyś spróbuję.
Iwi: Masz już pomysł na kolejną publikację? A może jesteś już w trakcie pisania jej?
Julia Deja: Teoretycznie zaczęłam już pracować nad powieścią fantastyczną, ale jeszcze nie wiem, czy to będzie projekt, który zechcę pokazać wydawnictwom. Oczywiście pomysłów mam wiele, dlatego wszystko może się zmienić. W każdym razie głównym wątkiem tej książki jest upadły anioł i droga do jego odkupienia – nieco oklepany motyw, jednak wciąż budzący moje ogromne zainteresowanie. Główna bohaterka spotka właśnie takiego potępieńca i zapragnie mu pomóc. W tym celu przeniesie się do równoległej rzeczywistości, pełnej nadnaturalnych istot, aby zdobyć składniki konieczne do obrzędu, pozwalającego upadłemu na normalne, pozbawione grzechu życie. Mam już kilka rozdziałów, obecnie przechodzę przez tak zwaną blokadę twórczą, ale wydaje mi się, że ruszę dalej. Jeśli nie będzie z tego książka, to historia zapewne ukaże się jako opowiadanie blogowe.
Iwi: Wybierasz się na jakieś Targi Książek?
Julia Deja: Być może wybiorę się na Targi Książek w Katowicach, tam mam najbliżej. Chyba są planowane na wrzesień, więc prawdopodobnie uda mi się zjawić.
Iwi: Czym zajmujesz się na co dzień?
Julia Deja: Tak jak mówiłam już wcześniej – robię wszystko to, co lubi robić nastolatka. Chcę też rozpocząć studia.
Iwi: Czy przyjaciele, znajomi, chłopak traktują Cię inaczej przez to, że twoja książka została opublikowana?
Julia Deja: Chłopaka nie mam, za to stosunek moich przyjaciół, czy znajomych w ogóle się nie zmienił. Zdecydowana większość wspiera mnie w mojej pasji, gratuluje pierwszego sukcesu, ale poza tym wszystko pozostało bez zmian. W końcu to nie dlatego są moimi przyjaciółmi, prawda? Co jak co, ale muszę przyznać, że w swoim otoczeniu mam naprawdę wspaniałych ludzi. Kocham ich za każdy drobny gest.
Iwi: Dlaczego piszesz? Co najbardziej Ci się w tym podoba?
Julia Deja: Wbrew pozorom pytanie „dlaczego piszesz?” wcale nie jest takie proste, jak może się wydawać. Spróbuję jednak na nie odpowiedzieć. Piszę, ponieważ sprawia mi to przyjemność. Czuję, że angażuję się w coś całym sercem i chociaż jestem bardzo krytyczna wobec swoich tworów, mimo wszystko mam przebłysk dumy, kiedy udaje mi się skończyć kolejny rozdział. Pisanie to po prostu moja pasja. Najbardziej podoba mi się to, że sama wszystko kreuję, tak jakbym budowała cały świat od podstaw. Wiem, że bohaterowie nie zrobią absolutnie nic, jeśli sama ich w tym kierunku nie popchnę. W pisaniu lubię też to, że czasami udaje mi się wywołać silne emocje wśród czytelników, nawet tych blogowych. To naprawdę sprawia mi ogromną radość, ponieważ sama cenię sobie książki, przy których się wzruszam, bądź śmieję.
Iwi: Jakie są zalety/wady bycia pisarzem?
Julia Deja: Wydaje mi się, że zalet jest wiele. Pisarz, dzięki swojej pracy, rozwija się zarówno od strony technicznej, jak i tej bardziej… duchowej. Poprzez pisanie można wzbogacić swoje słownictwo czy wypracować sobie poprawny, komunikatywny styl, który przecież może się przydać w różnych dziedzinach; z drugiej strony, kiedy tworzy się nową historię, trzeba czasem wniknąć w psychikę bohaterów. Mimowolnie przychodzi wówczas myśl: „co ja bym zrobił/a w takiej sytuacji?” Z popełnionych przez fikcyjne postaci błędów wyciąga się prawdziwą, życiową naukę. Ponadto sam proces powstawania jakiejś powieści, opowiadania czy krótkiej nowelki jest przyjemny. Jak już wspomniałam, kreowanie wszystkiego od podstaw sprawia mi ogromną radość, poza tym jeśli komuś spodoba się rozdział czy cała powieść, czuję ogromną satysfakcję. Warto też dodać, że dzięki swojej pasji poznałam wspaniałych ludzi. Pewnie mogłabym wymienić jeszcze inne plusy bycia pisarzem, ale sądzę, że powyższe są najbardziej – przynajmniej dla mnie – istotne. Wada jest w sumie jedna. Ograniczony czas. W końcu jeśli chcemy, aby nasza książka czy jakikolwiek utwór literacki był dopracowany, poświęcamy temu wiele długich dni. 
Iwi: Masz może ulubioną serię/pozycję literacką? A może masz ulubionego autora? Jeśli tak, dlaczego akurat ta seria/ta książka/ten autor? 
Julia Deja: Pierwsze miejsce, bez względu na to, ile jeszcze książek w życiu poznam, będzie zawsze zajmowała seria „Harry Potter”. Pierwszą część przeczytałam, mając zaledwie siedem lat i to od niej zaczęło się moje zainteresowanie literaturą. Wydaje mi się też, że to magiczny świat wykreowany przez panią Rowling popchnął mnie nieco do napisania czegoś swojego. Jeśli jednak chodzi o autorów, to moim ulubionym jest przede wszystkim Nicholas Sparks. Cenię sobie również Stephena Kinga. Uwielbiam książki tych obu panów.
Iwi: Z kogo lub z czego czerpiesz najwięcej inspiracji?
Julia Deja: Naprawdę wiele rzeczy daje mi inspirację, jednak chyba najwięcej czerpię jej z otoczenia. Obserwuję zachowania ludzi wokół i przez to nieraz zrodzi się w mojej głowie jakiś pomysł. Inspiracji szukam też w innych książkach, w filmach, muzyce… A także w moich snach, bo wyznam bez ogródek, że dwa z moich projektów, które planuję w przyszłości, zwyczajnie przyszły do mnie podczas snu.
Iwi: Kto jest twoim autorytetem? 
Julia Deja: To właśnie Nicholasa Sparksa traktuję jako autorytet. Według mnie ten pisarz jest mistrzem w oddawaniu uczuć i emocji. Przy niejednej jego powieści się wzruszyłam. Czasami fabuły napisanych przez niego utworów są dość proste, jednak Sparks zamienia te pozornie banalne pomysły w coś wyjątkowego, magicznego. Chciałabym kiedyś poruszać serca czytelników tak bardzo, jak on.
Iwi: Zdarza ci się pisać coś (kolejny rozdział, jakiś opis postaci etc) podczas lekcji? 
Julia Deja: Nie, zwykle nie pisałam na lekcji, chyba że chodzi o wiersze – te czasami gryzmoliłam na ostatnich kartkach zeszytów. Pomimo to często w klasie rozmyślałam nad rozdziałem, który miałam w planach napisać albo próbowałam dopracować jakiś zalążek pomysłu. Przez to bywałam rozkojarzona i nieraz oberwało mi się za to od nauczycieli.
Iwi: Dziękuję ci, że mogłam przeprowadzić z tobą ten wywiad.
 Julia Deja: Ja również niezmiernie dziękuję.

To tyle na dziś. Mam nadzieję, że czytanie wywiadu sprawiło Wam, czytelnikom, ogromną przyjemność i zainteresowało Was to.
Pragnę w tym miejscu ogromnie pozdrowić Julię i życzę jej dalszych sukcesów w dorobku literackim.
Serdecznie zapraszam do komentowania i ewentualnego zadawania pytań. Odnoszę wrażenie, że w razie potrzeby Julia odpowie na Wasze pytania : )