Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ada. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 lipca 2014

Kasia Gašparik - "Światło we mgle"

Autor:  Kasia Gašparik
Tytuł: Światło we mgle
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 2014
Ilość stron: 184
Ocena: 2/10

Opis:

Julka i Ewka mają ze sobą wiele wspólnego. Od dzieciństwa są przyjaciółkami, chodzą razem do ogólniaka, spędzają razem każdą wolną chwilę. Łączy je również miłość – nie tylko do rocka, ale i do dwóch braci, Michała i Artura. Obie nastolatki mają też podobny problem – domowe piekło spowodowane alkoholizmem rodziców.

Światło we mgle to pełna młodzieńczej energii, momentami zabawna, innym razem wzruszająca opowieść o wchodzeniu w dorosłość, pierwszych fascynacjach, koncertach, nastoletnich wygłupach oraz rodzinnych problemach. A nade wszystko o walce – o miłość, o siebie i o lepsze jutro.

Recenzja:

Już po samej ocenie możecie zauważyć, że moja recenzja do pochlebnych należeć nie będzie. Nie mam podstaw, żeby doszukiwać się w tej książce plusów. Im dłużej o niej myślę i robię w głowie listę pt. "nie zapomnieć o tym i tamtym minusie" czuję narastającą frustrację. 

Zacznijmy więc od początku, czyli od tego jak się w to bagno wkopałam. Okres przed sesją i samej sesji egzaminacyjnej to czas wielce stresujący i podejrzewam, że zdają sobie z tego nie tylko studenci. No więc pomyślałam, iż warto byłoby mieć potem książkę, z którą można by odpocząć. Poszukałam, poczytałam opisy i wybrałam - "Światło we mgle". Stwierdziłam "A co mi tam, że to książka młodzieżowa. Przecież one są lekkie i niewymagające - będzie pasowała w sam raz." Jak bardzo się myliłam, zaraz się dowiecie.

Już wiemy z opisu, że śledzimy losy paczki przyjaciół, a głównymi bohaterkami są Ewa i Julka. Obie dziewczyny są na mecie szkoły średniej i przygotowują się do matury (teoretycznie się do niej przygotowują, bo o tym nie ma żadnej wzmianki). Są w okresie życia, który jest opanowany przez imprezy, upijanie się do nieprzytomności i popełnianie błędów. W dodatku obie pochodzą z patologicznej rodziny.

Również po opisie można się domyślać (tak przynajmniej było w moim przypadku), że książka skupi się na lepszych i gorszych dniach dziewczyn. Tymczasem, jak się okazuje, autorka zamiast skupić się na problemach rodzinnych (alkoholizmie rodziców) odchodzi zupełnie od tej tematyki. Tak naprawdę nie wiemy, co dzieje się w głowach dziewczyn, jakie są ich ambicje i plany na przyszłość. Jesteśmy świadkami imprez, które wychodzą świetnie, a dziewczyny poza patologią w rodzinie nie zmagają się z innymi problemami. Jedynie wątki problemów sercowych lekko tylko ratują sytuację. Niestety potem czytelnik zdaje sobie sprawę, że nawet wątki miłosne pozostawiają wiele do życzenia.

Idąc dalej, sami bohaterowie są jednowymiarowi. Co z tego, że różnią się wyglądem i sposobem mówienia? To przecież nie wystarczy, żeby postać miała głębię i wzbudzała sympatię. Między innymi jest to wynikiem tego, że książka jest jednym wielkim dialogiem z nielicznymi wstawkami opisów uczuć, wyglądu bohaterów, nakreślenia sytuacji. A kiedy dołoży się do tego brak podziału na rozdziały bądź jakiegokolwiek podziału sytuacji na odrębne, dziejące się w innym miejscu czasie itd. otrzymujemy jedną wielką plątaninę słów, a nie składną książkę. 

Język jakim posłużyła się autorka po prostu zwalił mnie z nóg. Jeszcze nigdy nie spotkałam się z tak porażającym brakiem szacunku dla własnego języka. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że bohaterowie mieli wypaść młodzieżowo, ale to czego dopuściła się autorka to jest przegięcie. Moje zdanie na ten temat jest takie: ich język ewentualnie by uszedł, gdyby książka miała więcej opisów, które trzymałyby się zasad stylistycznych. A tym czasem, co chwilę spotykamy się z przekleństwami i w pewnym momencie ma się już tego dość. W końcu ile można, tak bez żadnych przerw? Do tego dołożę jeszcze jedną rzecz. Mianowicie książka zawiera w sobie masę błędów stylistycznych. Trafiają się literówki, ale te można wybaczyć, bo w porównaniu do tych pierwszych błędów nie są aż tak rażące.

Podsumowując - według mnie autorka już podczas podjęcia decyzji o wydaniu książki popełniła błąd, ponieważ jest ona niedopracowana i mijająca się z rzeczywistością w każdym występującym wątku. Gdy ja byłam w wieku Ewki i Julki myślałam o tym, żeby jak najlepiej zdać maturę, a potem wybrać dobry kierunek studiów. Tymczasem dziewczyny takich problemów nie mają. Zamiast zachowywać się jak dziewczyny wkraczające w świat dorosłych one zachowują się jak piętnasto- ewentualnie szesnastolatki. Okazują zupełną ignorancję wobec pijących rodziców i tu znowu mamy przejaw braku ich dojrzałości. Już po kilkunastu stronach miałam ochotę rzucić książkę w kąt, ale wtedy nie mogłabym napisać tej recenzji. 

Książki zdecydowanie nie polecam i radzę omijać szerokim łukiem, chyba, że ktoś ma ochotę denerwować się podczas czytania.

Pozdrawiam, 
Ada


piątek, 2 maja 2014

K.S. Rutkowski - "W niewoli seksu"

RECENZJA  DLA  OSÓB,  KTÓRE UKOŃCZYŁY  18  LAT!!! 

Tytuł: W niewoli seksu
Autor: K.S. Rutkowski
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 136
Ocena: 8/10

Opis:

„W niewoli seksu” to zbiór ostrych opowiadań obyczajowych, których bohaterami są mężczyźni. Znajdziemy tu facetów wikłających się w skomplikowane relacje, zmanipulowanych, cierpiących i gotowych zabić. Przemoc miesza się z seksem, a miłość z nienawiścią. Tutaj spotkamy się w miejscu, gdzie seks stanowi początek drogi, a czasem również jej koniec. Autor kolejny raz odsłania mroczne tajemnice, które dotyczą każdego z nas.

Książka intryguje, wciąga i fascynuje. To odważna proza, która pozostaje w pamięci Czytelnika na dłużej.

Recenzja: 

Zaskakująca, intrygująca, wciągająca. Tak w kilku słowach na sam początek mogę opisać tę książkę. Tak w sumie to te słowa wystarczyłyby za całą recenzję. Podejrzewam jednak, że Wy jako potencjalni czytelnicy będziecie potrzebować czegoś więcej niż tylko trzech rzuconych i niczym niepopartych słów. 

Po samym tytule można spodziewać się dobrych erotyków lub dramatycznych czy też pięknych scen przepełnionych seksem. No cóż, to nie ta książka, a jak się okazuje tytuł może oznaczać wszystko. Dlatego książka jest zaskakująca. Nie ma w sobie za grosz przewidywalności.

Jednakże tym co mnie najbardziej poraziło w tej książce, było sprowadzenie seksu do (przepraszam za wyrażenie) rangi rżnięcia albo inaczej zwierzęcego kopulowania. Samych opisów seksu jest tyle co kot napłakał. Autor bardziej skupił się na tym co przed i po, czyli przeobraził się w analityka psychiki mężczyzn. Miałam wrażenie, że Pan Rutkowski chce udowodnić czytelnikowi jak trudno mężczyźnie jest dotrzymać wierności i że szybki numerek na boku wcale nie jest taki zły, w przypadku obojga płci. 

W prawie każdym opowiadaniu, co dla mnie jest równie rażące jak autor podkreśla, że żaden z bohaterów nie jest wierzący. Nie jestem fanatyczką w przypadku wiary, po prostu przeszkadza mi takie coś w tekstach, niemniej jednak staram się być potem obiektywna w swojej recenzji (zwłaszcza wtedy kiedy wierzący nie są obrażani), ale w takim przypadku jak ten po prostu nie mogłam. Cóż, zdarza się...

Bardzo podobało mi się to, że każdy z bohaterów był inny i łączącym ich wszystkich wątkiem stał się ostry, zwierzęcy wręcz seks. Właśnie również pod względem tej różnorodności "W niewoli seksu" zasługuje na uwagę czytelników. 

Wszystkie te opowiadania szybko się czyta. Kiedy zaczęłam czytać, ani się nie obejrzałam, a już byłam po lekturze. Każde z nich ma w sobie coś innego i osobliwego. "W niewoli seksu" rzeczywiście pokazuje ludzi zniewolonych seksem. Zrozumienie tego zajęło mi tyle co przeczytanie tej pozycji, kiedy zaczęłam ją głębiej analizować. Z pewnością książka ta jest taką, na którą należy zwrócić szczególną uwagę i nie nie wykreślać jej pochopnie z listy "Do przeczytania".

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res:



Życzę miłego czytania,
Ada

PS. Recenzja tak, krótka z prostej przyczyny. Gdybym chciała się rozpisać, streściłabym każde opowiadanie, a nie o to tu przecież chodzi. Pozdrawiam.

piątek, 25 kwietnia 2014

A. E. Olss - "Kamienie Liry"

Tytuł: Kamienie Liry. Potomek
Autor: A.E. Olss
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 5 marca 2014
Liczba stron: 768
Ocena: 7/10

Opis:

Świat pełen magii, tajemnic i bitew...
Kamienie dające władzę nad światem....
Przyjaźń potężniejsza niż magia...

Ariel to niezwykła dziewczyna, która żyje i uczy się w szkole z internatem w Anglii. W dniu swoich szesnastych urodzin jej życie wywraca się do góry nogami. Zaczyna widzieć przyszłe wydarzenia, głównie te złe, dostaje w prezencie złoty kamień, który okazuje się magiczny, a jej jedyna przyjaciółka umiera. Kiedy zjawia się tajemniczy kruk i zaczyna z nią rozmawiać, wszystko nabiera zawrotnego tempa, a ona sama na zawsze musi porzucić mundurek uczennicy, wkroczyć w obcy świat i stać się tym, kim od zawsze było jej pisane zostać...

Recenzja:

W większości recenzji, które czytałam o tej pozycji, stwierdzono, że książka ta po opisie nie wygląda na oryginalną, bo powielono w niej wzorzec osieroconej dziewczyny z supermocami, której życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni po niezwykłym wydarzeniu. Rzeczywiście tak jest, ale nie jest to zaraz powód, żeby po książkę nie sięgnąć i mam na to kilka dowodów. 

Ariel (oprócz tego, że jest niezwykłą dziewczyną, jak mówi nam opis) jest mało atrakcyjną, porywczą i samotną osobą. Pomimo tego, że otacza ją pokaźna banda (na ogół wywyższających się uczennic, przez wzgląd na swoje pochodzenie mających główną bohaterkę za śmiecia) dziewczyn, ona ma tylko jedną przyjaciółkę - Tarę. Oczywiście jej wygląd też wyróżnia ją spośród otoczenia. Tym czymś jest burza rudych włosów, z jednym srebrnym pasmem. 

No okej, ten początek raczej nie zachęcił Was do przeczytania Kamieni Liry... Muszę się postarać. Jeżeli jeszcze nie zwróciliście uwagi, ta książka ma ponad 700 stron i moja pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy, kiedy zobaczyłam tę pozycję w propozycjach od wydawnictwa, była taka: "Ada, nie ma mowy! Studiaaa!" I tak oto moja głupota wzięła górę nad zdrowym rozsądkiem. Objętość przeraża, tym bardziej kiedy trzyma się tę książkę. Przecież HP i Zakon Feniksa miał coś koło dziewięciuset stron, jeśli mnie pamięć nie myli... Ale to nie była 1. część serii o młodym czarodzieju, a Potomek owszem! 

Przepraszam. Wiem. Już nie będę. Ja muszę Was jakoś do tej książki zachęcić, bo naprawdę warto! W takim razie pokrótce o fabule. Ariel, ta biedna duszyczka, SPOILER! nie jest z naszego wymiaru... Trafiła tu z Elderolu, taki nowy fantastyczny świat. Niestety straciła pamięć i nie zna prawdy o swojej przeszłości. KONIEC SPOILERA! Jak już napisałam wyżej, objętość Kamieni Liry powala i powiem szczerze, że (tak jak to bywa, przy tak rozwlekłych książkach) treść zyskałaby na skróceniu niektórych opisów itp. 

Trochę zirytował mnie fakt, że w Kamieniach Liry został powielony jeszcze jeden wzorzec. Występowanie kruka, jako zwiastuna czegoś niezwykłego i tajemniczego. Po prostu świetnie! Czy ja Was do tej książki serio zachęcam? Ale nie, uwierzcie mi, warto po nią sięgnąć. Ja po prostu nie potrafię inaczej, muszę wytknąć to, co mi się nie spodobało. Wszystko inne jest dobre. Może poza jeszcze jednym szczegółem. Imieniem głównej bohaterki... No już kończę o tych negatywach. 

Fabuła jest dobrze rozwinięta i spójna, chociaż końcówka według mnie jest przesadzona. Jeżeli ktoś sięgnie po książkę i ją skończy będzie wiedział o czym mówię. W sumie to fabuła jest przesadzona już kawałek wcześniej niż na końcu, ale ostatecznie ostatnie sceny mnie rozwaliły. Wybaczcie, że się tu nie rozpisuję na ten temat, jednakże cokolwiek bym tu wstawiła, będzie to jakimś spoilerem, a tego wolę uniknąć. Sama nie lubię kiedy ktoś zdradza mi przyszłe koleje fabuły jakie nastąpią.

Pomimo tego wszystkiego, co tu napisałam (a wcale nie napisałam tak wiele) i ile wytknęłam tej książce (a uwierzcie mi, to jeszcze nie wszystko) chętnie sięgnę po drugą część, żeby dowiedzieć się czy Ariel powiedzie się jej misja ratowania świata (to nie spoiler, no bo w końcu to też już jest oklepane). Coś w tej książce jest takiego, co zachęciło mnie do jej skończenia. I popatrzcie teraz, czasami mamy problemy z książką, która ma dwieście stron, prawda? A ta ma siedemset! (wiem, że przypominam o tym n-ty raz) Jednak gdyby nie mój ograniczony czas przeczytałabym ją szybciej, niż niejedną książkę dwa razy chudszą od Kamieni Liry. Jest to zdecydowanie udana powieść fantasy. 

Jeszcze coś Wam zdradzę, bo myślę, że powinno się o tym mówić. Wiecie co jeszcze mnie zjeżyło i to nawet bardzo? Popatrzcie sami...


Fajnie, no nie? Tego w życiu nie pojmę i nie wiem czy chcę. No okej, ładna dziewczyna itd. ale bez przesady... Ten świat i tak ma w sobie coraz mniej oryginalności. (+) za pomysł na okładkę i jej kompozycję, bo jest ładna, a co za tym idzie przyciąga wzrok, niemniej jednak jest to jakieś powielenie. Tylko, że to już taka ciekawostka dla nadgorliwych (czyli takich jak ja). Nie ma to wpływu na to, co w środku ma ta książka, tzn. na fabułę. 

Życzę miłego czytania,
Ada

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res.


piątek, 28 marca 2014

Katarzyna Meres - "Dźwięki wspomnień"



Autor: Katarzyna Meres
Tytuł: Dźwięki wspomnień
Wydawnictwo: Novae Res
Data wydania: 14 lutego 2014
Liczba stron: 104
Ocena: 7/10

Opis:

„Dźwięki wspomnień” to historia zamknięta w formie intymnego pamiętnika, który zawiera poetycki zapis przeżyć, uczuć i myśli kobiety oraz mężczyzny. Te dwie perspektywy sprawiają, że książka staje się pełnym obrazem miłosnego związku, a jednocześnie jego wnikliwą analizą.

Autorka opowiada o zaangażowaniu, nadziejach i rozczarowaniach. O uczuciu może nieidealnym, ale z pewnością autentycznym, głębokim i szczerym. Takim, którego potrzeba kryje się w każdym z nas.

Recenzja:

Literacki debiut Katarzyny Meres zdecydowanie można zaliczyć do tych udanych. Autorka w swojej książce (jak widać w opisie) zajęła się tematem miłości. Myślę, że niejedna osoba zgodzi się ze mną, iż autorka podjęła się trudnego zadania. W końcu ciężko jest teraz napisać taką książkę, która nie powielałaby schematów dobrze nam znanych, zwłaszcza w tej tematyce.

Szczerze mówiąc (wstyd się przyznać), ale do przeczytania "Dźwięków wspomnień" bardziej skłoniła mnie okładka, aniżeli opis (krótki, wzorcowy do tego typu książek), który mnie uświadomił jedynie o tym, że książka dzieli się na dwie części. Zanim książka do mnie dotarła mentalnie przygotowywałam się, iż może to być po prostu coś, czego nie będzie mi się chciało czytać, pomimo jej małej objętości. Ale...

Pierwsza historia, początkowo pisana z punktu widzenia kobiety - młodej, zakochanej i śmiertelnie chorej - zaczęła się bardzo dobrze. Jak wiemy jest spisana w formie pamiętnika. Autorka pierwsze strony wypełniła emocjami Emilii. Momentami, gdy czytałam fragmenty pisane z jej perspektywy coś ściskało mnie za serce. Nie chcę Wam za dużo zdradzić, ale powiem jeszcze, że pytałam samej siebie, czy miłość musi być tak smutna i za razem piękna. Ponieważ ten fragment taką ją właśnie ukazuje. 

"Twój codzienny widok byłby dla mnie zbyt monotonny. Wolę za Tobą tęsknić i płakać z tęsknoty... To irracjonalne, ale czujesz to samo - wiem to. Nie musiałeś tego nigdy wypowiadać."

Dalej historia kontynuowana jest z perspektywy mężczyzny, którego kochała główna bohaterka tej części książki. Dopóki pamiętnik pisała właśnie Emilia, był on rzeczywiście bardzo intymny. Myślę, że ta zmiana narratorów była nietrafionym pomysłem. Po pierwsze dlatego, że spisywane w nim relacje dzieją się w odstępach kilku lat (nie są to regularne wpisy). Tak jakby autorka nagle zmieniła zdanie i chciała pokazać, że jednak ta miłość nie była taka piękna, choć zapewniają o tym słowa dwóch bliskich sobie osób. 

Wbrew temu co uważa znaczna część osób, które mają już za sobą lekturę "Dźwięków wspomnień", druga część bardziej mnie urzekła. Jest spisana z perspektywy tylko jednej zakochanej do bólu bohaterki. Wspomina ona pierwsze spotkanie z ukochanym, swoje starania jakie poczyniła, żeby się do niego zbliżyć. Uważam, że ta część jest przepełniona jeszcze większą ilością emocji związanych z kochaniem kogoś. Pokazuje, że związek nie jest idealny - są wzloty i upadki. Trzeba tu powiedzieć, że druga część przedstawia miłość od tej "cukierkowej" strony (jeżeli wolno mi tak to nazwać). Wydaje mi się, że jest to miłość marzycieli i romantyków, która zdarza się bardzo rzadko, a może wcale się nie zdarza. I to jest minus tej części. Kolejnego nie znalazłam.

Pod względem technicznym, według mnie obie historie zasługują na pochwałę. Niemniej jednak, widać różnicę pomiędzy pierwszą, a drugą. Ja nazwałabym to skokiem, (jako że całkowitą zmianą stylu to nie jest), ponieważ podejrzewam, iż Katarzyna Meres napisała je w jakiś odstępach czasu, które miały wpływ na poprawę jej stylu. Godna polecenia kobietom, niekoniecznie mężczyznom, którzy mogliby się nudzić przy takiej lekturze, ale w końcu wszystko jest dla ludzi. Ostatecznie jest to króciutka książka i przeczytanie jej nie zajmuje wiele czasu (ja zajęłam się nią podczas godzinnej przerwy między zajęciami). 

Życzę miłego czytania,
Ada

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res.


piątek, 14 marca 2014

Klub Młodych Pisarzy. Antologia 2013


Tytuł: Klub Młodych Pisarzy.Antologia 2013
Autor: Praca zbiorowa
Wydawnictwo: Literary Art Institute
Rok wydania: 2013
Liczba stron: 60
Ocena: 9/10

Opis: 

Antologię Klubu Młodych pisarzy tworzy siedem opowiadań autorek w wieku 15-19 lat. Są to z pozoru całkowicie odmienne prace, ale złożone w całość tworzą niezwykły kalejdoskop skłaniający do refleksji.

Opowiadania poruszają kwestię odkrywania siebie. Zapytują, jaki jest sens istnienia i na swój sposób tworzą próbę odpowiedzi, co jest w życiu najważniejsze. Utwory pokazują również szeroki wachlarz uczuć, który niczym tęcza otwiera się przed czytelnikiem i porywa rwącym nurtem w kolejne barwy i emocje. Ale przede wszystkim opowiadania stanowią dowód na to, że młode autorki obdarzone są nie tylko pasją pisania, ale również dużą wrażliwością w postrzeganiu świata i talentem, z jakim przelewają swoje myśli na papier.

Czy nastoletni człowiek może mieć coś wartościowego do powiedzenia? Odpowiedź na takie i inne wątpliwości znajduje się w tym zbiorze.

Recenzja:

Chcę Wam dziś zaproponować całkiem inną lekturę, niż wszystkie inne, które dotychczas recenzowałam. Jest to antologia młodych autorek, jak już wiecie z opisu. Nie będę się tu rozwlekać, bo nie mam zbyt wielkiego pola do popisu, a to przez małą objętość książki.  

Pragnę zwrócić Waszą uwagę na tę pozycję z prostego względu. Książka zawiera w sobie popisowe opowiadania siedmiu dziewczyn o odmiennych stylach. Co je łączy? Pasja do pisania! I tę pasję czuć podczas czytania każdego z opowiadań. 

Zazwyczaj miałam do czynienia z antologiami, w których opowiadania były połączone ze sobą jakimś elementem, czy to stylem, czy to bohaterem. W tym przypadku jednak każde jest inne. Według mnie autorki zrobiły coś niecodziennego i godnego uwagi. Pomimo swej odmienności, opowiadania doskonale składają się w jedną książkę. Każde z nich jest inne i przez to wyjątkowe. Moimi ulubionym jest "Melancholia 31." Katarzyny Leśniak. Niecodzienna, hipnotyzująca praca, która wzbudziła we mnie falę refleksji (co było dziwne i do tej pory dziwnie się po nim czuję), ponieważ jest proste, a mimo to posiada głębię. Czytałam je chyba z trzy razy. Oprócz niego, moją uwagę skupił na sobie również "Skarb rubinów" Weroniki Krzykowskiej. Ot taka ładnie napisana bajka, która wywołała na mojej twarzy uśmiech. Przemyślana i zdecydowanie do przeczytania dzieciom przed snem. Kontrast dla wszystkich opowiadań stanowi "Człowiek człowiekowi pumą" Igi Wiśniewskiej (dla rozwiania wątpliwości - tak, naszej Igi). Historia z nutką brutalności - czyli to czego można się było po Idze spodziewać, jeżeli zna się ją od właściwej strony (módlcie się, żeby mnie za to nie zabiła). 

Moim zdaniem na polskim rynku powinno być więcej takich antologii. Jak zauważycie, nie są to długie opowiadania, ale jednak reprezentują one zdolności pisarzy i mogą stanowić fundament ich przyszłej kariery (choć niekoniecznie) związanej z pisarstwem. Na pewno jest to możliwość zaistnienia na w świecie pisarskim. Książka jest dobra i według mnie ma to coś. Gdybyście chcieli ją nabyć (a jest tylko jedna droga do tego) TUTAJ możecie ją znaleźć. Zachęcam Was do zapoznania się z tą antologią.

Życzę miłego czytania,
Ada




piątek, 7 marca 2014

Katarzyna Kiepura - "Incognito"


Autor: Katarzyna Kiepura
Tytuł: Incognito
Wydawnictwo: Novae res
Data wydania: 30 grudnia 2013
Liczba stron: 344
Ocena: 8/10

Opis:

Rok 1444. Po przegranej przez Chrześcijan bitwie pod Warną cudem uratowany zostaje król Władysław. Wędrując incognito po utraconych ziemiach w towarzystwie rozpolitykowanego mnicha, król poznaje ich mieszkańców, w których życie zostaje mimowolnie wplątany. Z czasem okazuje się, że intrygi i mroczne tajemnice prostego ludu dorównują swoją złożonością knowaniom europejskich dworów. Decydując się wyrwać z prowincji siebie i nowo poznaną dziewczynę, Vlad staje przed koniecznością dokonania trudnych życiowych wyborów.

Recenzja:

1. "Bitwa pod Warną – starcie zbrojne, które miało miejsce 10 listopada 1444 roku między oddziałami polsko-węgierskimi oraz innymi wojskami koalicji antytureckiej pod dowództwem króla polskiego i węgierskiego Władysława III Warneńczyka i wojewody siedmiogrodzkiego Jana Hunyadyego, a wojskami tureckimi pod dowództwem sułtana Murada II."
2. "Według niektórych relacji, głowę polskiego króla sułtan turecki przechowywał potem, jako trofeum wojenne, w garnku z miodem przez wiele lat. Nigdy nie odnaleziono ciała monarchy (mimo, że nawet odarte z odzieży było łatwe do rozpoznania, bowiem Warneńczyk miał 6 palców u jednej ze stóp), dlatego szerzyły się opowieści o jego cudownym ocaleniu, które spowodowały zwlekanie z koronacją przez Kazimierza Jagiellończyka."

Trzeba tu uczynić ukłon w stronę autorki Incognito, za jej wyobraźnię i zainteresowanie historią, ponieważ owocem pasji jest bardzo dobra książka. Jest wciągająca i z każdą kolejną stroną chce się poznać, co za chwilę się wydarzy. Ale po kolei...
Jaki jest główny wątek Incognito? Cudem ocalały z bitwy pod Warną król Władysław wędruje w stronę Krakowa, żeby powrócić na tron i ocalić kraj przed chaosem. Jego towarzyszem jest brat Albert, kapłan z zakonu franciszkanów, który jest zaangażowany w politykę. Już na samym początku napotykają na przeszkody, ponieważ Turcy wyruszyli w pościg za zbiegłym innowiercą. Mężczyźni znajdują schronienie u Lajosa, którego chatka leży pośrodku lasu, z dala od cywilizacji. Jednak wróg odnajduje chatkę i w wyniku walki Władysław zostaje ranny. Ponownie cudem uratowany przez żonę Lajosa, powoli wraca do sił, by móc ruszyć w dalszą drogę...
Jak już wiecie głównym bohaterem książki jest Vlad, czyli nie kto inny, jak sam król Władysław. Jego charakter początkowo nie przypadł mi do gustu. Miałam wrażenie, jakbym czytała o rozpieszczonym młodzieńcu, który zatracił się w swoim kolorowym świecie. Był irytujący i nie potrafił okazać szacunku osobom, którym zawdzięczał  to, że wciąż żyje. Ale z każdą kolejną kartką przekonywałam się do niego. Nieco inaczej sprawa miała się z bratem Albertem, który od początku zyskał moją sympatię, ponieważ wciąż pomagał młodemu królowi, pomimo jego złych zachowań i wywyższania się nad franciszkaninem. 
W książce podobało mi się to, że charaktery postaci nie zlały się w jeden. Każdy na swój sposób był inny i miał swoją odrębną historię, jak choćby Iboyla - żona Lajosa.
Również styl autorki zasługuje na pochwałę. Być może czasami zbyt wiele uwagi poświęcała opisom przyrody, ale sposób, w jaki przedstawiła wykreowany przez siebie świat, nie pozwalał mi odłożyć książki (nawet wykłady nie były w stanie oderwać mnie od czytania). W Incognito wciąż coś się dzieje i wciąż pragnęłam dowiedzieć się, co przyniesie zdarzenie opisane na kolejnej kartce. 
Nigdy nie spodziewałabym się, że książka o jakimkolwiek polskim władcy wciągnie mnie do tego stopnia. Być może pod koniec akcja nieco zwolniła, jakby autorka nie była pewna tego, jak doprowadzić książkę do właściwego zakończenia. Jednakże nawet jeśli porównamy to, co było w powieści dobre, z tym co było złe, Incognito wciąż pozostaje książką dobrą, godną kupienia i przeczytania. 

Życzę miłego czytania,
Ada

Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res


1. Fragment o bitwie pod Warną pochodzi z Wikipedii.
2. Fragment o królu Władysławie III Warneńczyku pochodzi z Wikipedii.

czwartek, 27 lutego 2014

Adrian Zawadzki - "Krwawy umysł"

 
Tytuł: Krwawy umysł
Autor: Adrian Zawadzki
Wydawnictwo: Novae Res - Wydawnictwo Innowacyjne
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 278
Ocena: 1/10

Opis:

Życie członków trzeciego pokolenia eXst eXiste to uzależnienie od środków odurzających, seksu, zniszczenia i zatracenie własnej osobowości. Młodzieńcza naiwność i ufność wobec wizji zmiany świata odwodzi bohaterów od tego, co najprostsze i osiągalne – miłości, rodziny i spokoju. 
Główny Przewodniczący widzi i kontroluje wszystko ze swej siedziby ∆DQ. Organizuje podziemne, ukryte przed oczami świata spotkania, do czasu, kiedy pojawia się szkodnik – Krwawy Umysł – nieznajome i nieprzewidywalne zło. Niszczy życie członków eXeX, dokonując w ostatecznym ruchu drastycznej, masowej zbrodni. 
Powieść ukazuje, jak jednostka może mieć wpływ na życie wielu oraz jak niszczycielską siłą jest zła interpretacja własnych snów, lęków i reakcji na bodźce z zewnątrz i wewnątrz.

Recenzja:

Kiedy na stronie wydawnictwa Novae res odnalazłam pozycję Krwawy umysł z przyciągającą oko okładką, stwierdziłam, że muszę przeczytać tę książkę. Mój entuzjazm opadł kiedy ją otworzyłam i zaczęłam czytać.
Prawdopodobnie żeby przyciągnąć czytelników, autor rozpoczął od skoku na głęboką wodę (w końcu to prolog). Wydarzenie umiejscowione nie wiadomo gdzie, kiedy ani też po co i jaki będzie miało udział w dalszych wydarzeniach z książki. Nie do końca rozumiem sens tego zabiegu, ponieważ według mnie autor mógł w prologu wprowadzić nas w swój świat.
A teraz powiem coś z ręką na sercu. Kiedy doszłam do kartki z dużym napisem Elita, utknęłam i dalej czytało mi się coraz ciężej. Krwawy umysł nie jest lekką książką – to można stwierdzić po kilku pierwszych stronach. Powiem więcej, do jej przeczytania i pełnego zrozumienia trzeba dojrzeć. Żeby zrozumieć przesłanie, konieczne jest korzystanie z szarych komórek, a mnie niekoniecznie to wyszło. Być może to posesyjne lenistwo, a być może jeszcze nie jestem gotowa na to, co ma do zaoferowania ta książka, dlatego też nie mogę jej zrozumieć.
Już sam początkowy fragment (czy też część), który przeczytałam sprawił mi problemy. Nie byłam w stanie poukładać sobie w głowie kto jest kim i z kim się zadaje, ponieważ narracja z pierwszo- osobowej zmieniała się na trzecio- osobową. Było to dla mnie męczące… Zdesperowana, pierwszy raz zajrzałam na !tył książki! Potem miałam ochotę walnąć głową o ścianę, ponieważ to w niczym mi nie pomogło. Dalej nie wiedziałam, co autor chciał przekazać tą książką, mogłam się tego domyślać jedynie z opisu.
Z pewnością kiedyś sięgnę po Krwawy umysł jeszcze raz, ale z pewnością nie w najbliższym czasie, ponieważ wymaga ona od czytelnika pełnego skupienia i równoczesnej analizy treści (ja na razie nie mogę sobie na to pozwolić). Przykro mi, że z mojej recenzji nie dowiecie się zbyt wiele o tej pozycji. Być może zasługuje ona na uwagę, być może nie. Nie radzę jednak sięgać po nią tym, którzy nie są pewni na sto procent, że przeczytają ją od deski do deski. Przykro mi też z powodu niskiej oceny, którą daję tej książce (tylko za okładkę), ale na dzień dzisiejszy nie mogę dać jej więcej punktów. Dodam jeszcze (mimo, iż powinnam dodać to na początku), że to książka z gatunku science fiction (nie z gatunku fantasy jak podają różne źródła, a różnica pomiędzy jednym i drugim jest ogromna), więc jeżeli nie jest się fanem tego rodzaju fantastyki, raczej nie powinno się jej ruszać.

Tym którzy postanowią spróbować swoich sił podczas czytania Krwawego umysłu życzę miłego czytania.

Ada


PS Zanim zjecie mnie na za niską ocenę itp., itd. na swoją obronę dodam, że kiedy tylko przeczytam ją drugi raz i zrozumiem przesłanie, napiszę poprawkę do tej recenzji. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie powiedzieć więcej o Krwawym umyśle.


Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae res.


środa, 19 lutego 2014

Mariusz Garlicki - "Uzdrowiciel"

Tytuł: Uzdrowiciel
Autor: Mariusz Garlicki
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 220
Ocena: 6/10

Opis:

Jest w życiu kilka takich momentów, kiedy spotyka się ludzi niezwykłych, niedających się zmierzyć żadną miarą. Ludzi, którzy całkowicie zmieniają nasz świat.

Mariusz różni się nieco od rozkrzyczanej i rozbieganej klasy. Jest spokojny, zamyślony, nie śpieszy się, jeśli ewidentnie nie ma takiej potrzeby. W szkolnej szatni otrzymuje adres kogoś, kto może wyleczyć jego wadę wzroku, którą uważa za niezwykle uciążliwą. Wiedząc, że człowiek ten nie jest lekarzem, a jedyną znaną medycynie metodą leczenia jest operacja, ma zamiar odkładać wizytę w nieskończoność. Jednak podczas pełnej przeróżnych rozważań drodze do domu, w wyniku nie do końca świadomych decyzji trafia pod wskazany adres. W ruderze, gdzie wydawałoby się nikt nie może mieszkać, spotyka człowieka o imieniu Christian...

Recenzja:

Mariusz, główny bohater książki od wielu lat zmaga się z wadą wzroku. Był u wielu specjalistów, szukając u nich pomocy, ale wada wciąż postępowała. Przez to chłopak musiał odmawiać sobie wyjścia do kina. No bo jak tu oglądać film w 3D z okularami na okularach? Nic dziwnego, że ten stan rzeczy chłopakowi nie specjalnie odpowiadał... W końcu, zdesperowany, trafił na Christiana i od tego zaczyna się właściwa historia.

Sięgając po Uzdrowiciela myślałam, krótka książka, a więc szybko pójdzie. Rzeczywiście tak poszło. Problem w tym, że miałam nadzieję znaleźć w tej książce dobrą historię - coś co nie jest oklepane - i tylko ja wiem jak się zawiodłam. Początek zapowiadał się dobrze. Christian owiany tajemnicą i jego zdumiewające zdolności. Oczywiście pojawiły się tajemnicze siły, które zetknęły ze sobą bohaterów. Jednak ciekawie było przez 1/3 książki. Nagle z dobrej książki zrobiło się coś nudniejszego od flaków z olejem. Już tłumaczę dlaczego...

Christian rzeczywiście jest niezwykłą postacią, jak bardzo dowiecie się kiedy przeczytacie, ale... No właśnie. W pewnym momencie miałam wrażenie jakby autor poszedł na skróty. Nie wiem z czego to wynikło, bo jak początek był wciągający, tak końcówka... no cóż, żeby nie powiedzieć brzydko zbytnio nie porywa. Mariusz Garlicki zdecydowanie przesadził z niezwykłością bohatera. Doskonale rozumiem co miał na myśli w swoim wstępie do książki. Ja w swoim życiu również natrafiłam na niezwykłego człowieka, który mnie odmienił. Czy taka osoba rzeczywiście pojawiła się w życiu autora (za co w hołdzie dla niego napisał tą książkę) tego nie wiem, a zgadywać nie będę. Jeśli jednak taka sytuacja miała miejsce, to niestety historia jest przesadzona. W razie gdyby ktoś mi zarzucił, że „jestem wierząca stąd taki pogląd na Uzdrowiciela taki a nie inny i jest zły” powiem tak. Nie jestem fanatyczką i na tym poprzestańmy. W dodatku zirytował mnie fakt, że w książce znalazłam literówki, bądź też brakowało słów (więc sama musiałam sobie określić jak dane zdanie miało wyglądać i co miało być poprzez nie przekazane). I to jest niestety zarzut wobec osób nadzorujących korektę, ponieważ najprawdopodobniej nie przyłożyły się za bardzo do tej książki. Logiczne, że nie wszystkie literówki zostaną wyeliminowane, no ale z drugiej strony to nie jest książka obszerna niczym Potop

Żeby nie było, że Uzdrowiciel  to książka, której nie warto kupować, powiem co mi się w niej spodobało. Był to między innymi wywód Christiana na temat złych ludzi. Autor bardzo poważnie podszedł do tej sprawy i wyciągnął dobre wnioski, a przeprowadzone rozumowanie, no cóż…nic dodać, nic ująć…jest dobre. W tym przypadku chylę czoła za ten fragment. Postać samego Mariusz jest też bardzo dobrze rozwinięta i ciekawa. Polubiłam go za gust muzyczny, a także większość z jego przemyśleń. Do plusów mogę jeszcze dodać historię z samego końca.

Ubolewam nad tym, że autor tak bardzo okroił swoją historię, ale jeżeli tak miała być przekazana to przestaję się już czepiać. Zerknijcie na tę książkę. Nie będzie to w żadnym wypadku strata czasu. Jak napisał autor:

„Starałem się pisać tak, by książka nie była długa, więc i straconego czasu nie powinno być dużo.”

Uzdrowiciela można poczytać dla relaksu. Młodzież może wyciągnąć ją z plecaka na przerwie i odpocząć miedzy jedną a drugą lekcją. Według mnie nie pożałujecie. Ja nie uważam, że straciłam czas, a co zaważyło na takiej a nie innej ocenie już wiecie.

Życzę miłego czytania.
Ada



Za książkę dziękuję wydawnictwu Novae Res

czwartek, 30 stycznia 2014

Elżbieta Jodko-Kula - "Zdrady i powroty"


Autor: Elżbieta Jodko-Kula
Tytuł: Zdrady i powroty
Wydawnictwo: Szara Godzina
Data wydania: 2014
Ilość stron: 256
Ocena: 6/10

Opis:

Jeden mężczyzna, dwie siostry, troje dorosłych dzieci... Co ich łączy, a co dzieli? "Zdrady i powroty" to refleksyjna, a zarazem przesycona dramaturgią opowieść o rodzinnych tragediach, trudnych wyborach i przebaczeniu. To pełna zaskakujących zwrotów historia zdrady i kłamstwa, w której niespodziewanie pojawia się szansa na odkupienie win z przeszłości. Czy bohaterowie powieści wykorzystają okazję, by zmienić swe życie na lepsze i naprawić dawno popełnione błędy?

Recenzja:

Długo musiałam odkładać tę książkę na bok (sesja i tak dalej), ale w końcu znalazłam na nią czas. Relacje bohaterów były dla mnie skomplikowane od samego początku. Już od pierwszych kart książka sprawiła, że miałam trudność ze spojrzeniem na kolejną stronę i przeczytaniem następnego akapitu. Jednakże do końca dotrwałam i teraz postaram się, żeby recenzja była jak najmniej subiektywna. 

Zdrady i powroty nie są pierwszą wydaną książką autorki. Na moje nieszczęście, nie miałam wcześniej styczności z twórczością Pani Elżbiety, stąd też nie mam pełnego obrazu jakim stylem się posługuje. W recenzowanej przeze mnie pozycji opisy są płynne, dialogi realistyczne, a każdy z bohaterów ma swój niepowtarzalny charakter. Także dla każdej z postaci autorka stworzyła oddzielną historię i choć przeplatają się one wzajemnie, to jednak każda z nich opowiada o czymś innym. Fabuła kręci się wokół śmierci Ewy, żony, matki, siostry...i...(przeczytajcie, a dowiecie się jaką jeszcze rolę odegrała, ponieważ zdradzenie tego byłoby spoilerem). 

W książce mamy do czynienia z obrazem rodziny borykającej się z problemami, które uwidoczniły się dopiero po stracie Ewy. Nagle okazało się, że relacje ojca i córki zredukowały pozycję Joanny do bycia gospodynią i natrętną opiekunką. Stosunek Ilony - siostry Ewy - do męża siostry, pozostał niezmieniony. Nadal żadne z tej dwójki nie potrafi polubić tego drugiego. I jest jeszcze Artur - lekkoduch, któremu po stracie matki zabrakło ciepła otrzymywanego od rodzicielki - przychodzący do ojca po pieniądze. Jednym słowem, fabuła dotyka bardzo trudnych tematów i jest okrojona do opisów uczuć bohaterów, pokazując tym samym, że to nie ich codzienne czynności są ważne, ale to, co myślą o sobie wzajemnie i jak zachowują wobec siebie. 

Tematyka Zdrad i powrotów to zupełnie nie mój klimat, ale po moich wcześniejszych recenzjach wiecie, że nie czytam wyłącznie fantastyki. Staram się poszerzać moją tolerancję wobec tego rodzaju książek, niestety ta pozycja do mnie nie przemówiła. Denerwowało mnie ciągłe przeskakiwanie od bohatera do bohatera po rozdziale liczącym niespełna kilka akapitów. Myślę, że przez to tak źle mi się czytało. Jeszcze nie zdążyłam dobrze poznać Joanny, a tu nagle przeskok do Maćka. 

Zdrady i powroty są godne polecenia, ale powinnam postawić tu ostrzeżenie, że napiętnują duszę każdego wrażliwego czytelnika i trudno będzie potem przejść nad nią do porządku dziennego. Jak już wspomniałam, nie miałam wcześniej styczności z twórczością Elżbiety Jodko-Kuli i prawdopodobnie nie skuszę się na inne pozycje. Nie twierdzę jednak, iż jest to twórczość beznadziejna, a skoro tak to nie warto na nią poświęcić czasu. Wręcz przeciwnie. Powinien po nią sięgnąć czytelnik dojrzały, który ma na koncie więcej doświadczenia życiowego niż ja. Być może taka osoba wyciągnie z tej książki coś więcej ode mnie.

Życzę miłego czytania,
Ada

Za książkę dziękuję Wydawnictwu Szara Godzina


czwartek, 21 listopada 2013

Iga Wiśniewska - "Nocny motyl"

Autor: Iga Wiśniewska
Tytuł: Nocny motyl
Wydawnictwo: Lucky
Data wydania: lipiec 2013
Liczba stron: 192
Ocena: 8/10

Opis:

Zaskakujący debiut.
Przejmujący obraz drogi w blasku fleszy.
Od dzieciństwa nazywali ją księżniczką. Była najpiękniejsza w całym mieście. Bogata, mądra i otoczona przyjaciółmi.
Czego jeszcze można chcieć? Ona chciała zostać modelką. Podpisała kontrakt i zobaczyła, jak naprawdę wygląda życie modelki.
Jaką cenę trzeba zapłacić, by być na szczycie i jednocześnie się na nim utrzymać?
Jak poradzić sobie w świecie, gdzie królują nocne kluby, narkotyki i moda? A może spaść na samo dno?
W tej książce marzenia ścierają się z rzeczywistością. Każda nastolatka powinna ją przeczytać, by zrozumieć, ile trzeba poświęcić, aby znaleźć się na okładkach najlepszych pism i spróbować pozostać sobą.

Recenzja:

Po książkę sięgnęłam, ponieważ polecono mi ją. Wprawdzie książki tego rodzaju to zupełnie nie moja bajka, ale postanowiłam się skusić, co zaowocowało moim późniejszym zachwytem. 

"Nocny motyl" to opowieść o dziewczynie, którą od dziecka nazywano "księżniczką". Była oczkiem w głowie ojca i wzorem do naśladowania dla znajomych. Miała bogatych rodziców i brata, który podziwiał ją za wszystko. Swoją urodą zachwycała wszystkich dookoła. Pewnego dnia sielankę przerwała śmierć ojca. I tu zaczęły się schody. Pustka, którą to wydarzenie zrodziło, kazała jej szukać czegoś czym mogłaby ją zapełnić. W dziewczynie odżyło marzenie z dzieciństwa - chciała zostać rozpoznawalną modelką.

Książka porusza problem podejmowania życiowych decyzji i konsekwencji za nimi idących. W każdym calu jest przemyślana, a historia głównej bohaterki jest ukazana z niebywałym realizmem, jakby autorka przywdziała skórę stworzonej postaci i opowiadała na bieżąco. Jej historia pokazuje, jak wiele można stracić w pogoni za marzeniem. Dziewczyna zapragnęła zostać modelką i tak też się stało, ale ceną jaką za to poniosła, było jej zdrowie psychiczne oraz po części fizyczne. Okazuje się, że wcale nie tak łatwo jest się wyplątać ze świata narkotyków i nocnych klubów, wcale nie tak łatwo jest się odbić od dna i zacząć życie od początku.

Myślę, że "Nocny motyl" to książka, którą powinna czytać każda zagubiona w "nowym świecie" nastolatka, ale nie tylko. Jest napisana językiem zrozumiałym dla każdego. Gdy się ją zacznie czytać, ciężko się od niej oderwać. Powinni po nią sięgnąć także rodzice, którzy również borykają się z problemami swoich pociech. Książka jest przestrogą, aby nie robić niczego zbyt szybko i pochopnie. Mówi, że ważne jest, by mieć przy sobie rodzinę i prawdziwych przyjaciół, aby w czarnej godzinie mieć się na kim wesprzeć. Warto przeczytać tę książkę i wejść z główną bohaterką w jej świat.

Autorką książki jest Iga - jedna z naszych nowych recenzentek! :)
A recenzję napisała Ada, ostatni członek załogi :))