Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bajka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 5 marca 2018

Valentina Fast - "Królestwo ze szkła"

Tytuł: Królestwo ze szkła
Autor: Valentina Fast
Cykl: Royal (tom 1)
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2018
Liczba stron: 256
Ocena: 7/10

Opis:
Pierwszy tom nowej serii dla nastolatek Royal. Siedemnastoletnia Tatiana prowadzi spokojne życie w Królestwie Viterry – idealnym państwie z przyszłości, zamkniętym pod szklaną kopułą. Choć marzy o pracy złotnika, ciotka zgłasza ją do eliminacji Wyboru żony dla księcia Viterry. Tatiana trafia do pałacu, gdzie wraz z innymi konkurentkami będzie współzawodniczyć o koronę. Na rywalki czeka jednak aż czterech przystojnych chłopaków i dodatkowa zagadka – który z nich jest księciem?
Wykwintne życie na królewskim dworze, piękne stroje, występy w telewizji, ale także twarde reguły gry i zakulisowe intrygi wśród zawodniczek – to wszystko stanie się udziałem głównej bohaterki. Tatiana zmagać się będzie także z własnym sercem, które głuche na głos rozsądku zaczyna mocniej bić na widok jednego z poznanych chłopców...

wtorek, 5 lipca 2016

Christoph Marzi - "Heaven. Miasto elfów"


Tytuł: Heaven. Miasto elfów
Autor: Christoph Marzi
Wydawnictwo: Muza
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 336
Ocena: 8/10

Opis:
Londyn jest jego miastem. Ponad dachami brytyjskiej stolicy osiemnastoletni David znalazł swój drugi dom. Tylko tutaj czuje się wolny i może zapomnieć o swojej niechlubnej przeszłości.
Pewnej nocy na jednym z dachów spotyka dziwną i piękną dziewczynę. Ma na imię Heaven i błaga o pomoc. Twierdzi, że właśnie wycięto jej serce. Choć David nic z tego nie rozumie i nie dowierza słowom Heaven, postanawia jej pomóc. W szpitalu lekarz potwierdza, że Heaven naprawdę nie ma serca. W ten sposób rozpoczyna się ich wspólna niebezpieczna przygoda. Przeżyją tylko wtedy, gdy uda im się poznać tajemnicę Heaven.

czwartek, 24 grudnia 2015

Tomasz Młot - "Te i Mo"

Tytuł: Te i Mo
Autor: Tomasz Młot
Wydawnictwo: Novae Res
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 264
Ocena: 8/10

Opis:

Mo uczęszcza do elitarnej szkoły Przymierza ponad Przeciętnością, a jego codzienność jest starannie uporządkowana i zaplanowana. Wszystko się zmienia, kiedy chłopiec poznaje pewną nietypową dziewczynkę. Dzięki niej życie Mo staje się niezwykłą przygodą, a on sam dowiaduje się, co jest w nim naprawdę ważne.

środa, 4 listopada 2015

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i remont"

Tytuł: Basia i remont
Autor: Zofia Stanecka
Wydawnictwo: EGMONT
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 24
Ocena: 8/10

Opis:
Kapiący kran, obluzowane klamki do drzwi, brudne ściany – mieszkanie Basi aż prosi się o remont. Kiedy do akcji wkraczają fachowcy, okazuje się, że problemów będzie więcej, niż się na początku wydawało.

sobota, 17 października 2015

Dorota Wieczorek - "Strachopolis"

Tytuł: Strachopolis
Autor: Dorota Wieczorek
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 320
Ocena: 8/10

Opis:

Witajcie w mieście, na które padł STRACH... 
W Strachopolis w niewyjaśnionych okolicznościach ginie Baltazar Brylski – pogromca strachu numer jeden. O popełnienie zbrodni podejrzane są żyjące w mieście potwory – wilkołaki, wampiry i zombie. Śledztwo prowadzi komisarz Owca, któremu w rozwiązaniu tajemniczej zagadki przeszkadza znana dziennikarka – Weronika Blondewicz. Czy Kostek – chłopiec wychowany przez potwory – ma jakiś związek ze sprawą? Jak on i jego siostra poradzą sobie w świecie ludzi? Czy uda im się ocalić Chimerona, Jednonogiego Niedźwiedzia, Zieloną Panterę, Janka Wybrykanta i resztę przyjaciół z podziemi? 
Bądźcie czujni! Potwory są wśród nas...

Recenzja:

Jesień nie zwykła zachwycać pogodą; zazwyczaj jest chłodna, wietrzna i deszczowa. W taki czas najmilej widziana przez mola książkowego (i nie tylko!) jest gorąca herbata, ciepły koc i wciągająca lektura, najlepiej w klimacie grozy (w moim wypadku). Dotychczas jesienią sięgałam po twórczość Stephena Kinga lub Grahama Mastertona, jednak towarzystwo kilkuletniej siostrzenicy zmusiło mnie do zmiany książkowego repertuaru. Nasz traf padł na powieść Strachopolis, której tytuł niezwykle nas zachęcił - wydała się nam najstrrraszniejszą pozycją w nowościach Wydawnictwa Skrzat i świetnym kompromisem pomiędzy moim zamiłowaniem do ponurych lektur a małej do bajek.

Strachopolis nie jest w żadnym stopniu dziecięcym horrorem, choć posiada w sobie nutkę grozy. To bardziej powieść przygodowa, zahaczająca o kryminał oraz komedię. Historia Kostka, jego siostry Niezapominajki oraz pozostałych bohaterów wywoływała w nas kalejdoskop emocji - śmiałyśmy się, obgryzałyśmy nerwowo paznokcie, a nawet... płakałyśmy. Poza rozrywką i napięciem owa lektura potrafi niezaprzeczalnie wzruszyć. Sympatyczna narracja i bajecznie wykreowane postaci sprawiły, że z niechęcią odrywałyśmy się od książki. Mnie zauroczyły nietypowe ciotki głównego bohatera, natomiast moja siostrzenica zakochała się w Niezapominajce i R.I.P., pogromczyni potworów. Warto dodać, że za sprawą tej książki moja siostrzenica zachorowała na znany każdemu książkoholikowi syndrom jeszcze jednego rozdziału.



Kostek zerknął niespokojnie na młodszą siostrę, ale dziewczynkę pochłonęła próba porozumienia się z jednym z pluszowych potworów, którego zabrała ze swojego nowego pokoju. Było to raczej trudne zadanie, skoro jedna strona owej konwersacji w kółko powtarzała "Ajka", a druga nie odzywała się wcale, bo była pluszakiem.



Strachopolis nie tylko dostarcza mnóstwa emocji, ale także poucza. Książka zawiera przypisy, wyjaśniające trudniejsze słowa dziecku. Pokazuje także czytelnikowi, że nie warto oceniać osoby po ich wyglądzie czy pochodzeniu, a pozory naprawdę potrafią mylić, bowiem w tej powieści to nie Potwory są potworami...

W książce nie brakuje także ciekawych dodatków. Na skrzydełkach opowieści Doroty Wieczorek znajdują się kilka zabawnych opinii odnośnie jej, prosto z... Strachopolis! Oto jedna z nich:

Ta książka wstrząśnie całym światem, nie tylko ludzkim... 
- "Moje Strachopolis".

Jednak to nie wszystko. Autorka podeszła do książki bardzo współcześnie i - idąc z duchem czasu - umieściła przy każdym rozdziale zabawne hashtagi, informujące nas o tym, co w danym rozdziale nowego poznamy.

ROZDZIAŁ DRUGI
Co oznacza medalion w kształcie sadzonego jajka?
# Zagadka pożaru sprzed lat # Blondynka kontra Owca # Grozilla i Relania nadjeżdżają

Strachopolis to nietypowa bajka dla dzieci i młodzieży, ze wspaniale nakreślonym światem, fabułą i bohaterami, z którymi ciężko się rozstać. Wspaniałe, czarno-białe ilustracje Nikoli Kucharskiej znakomicie dopełniają i przyprawiają całość. Z siostrzenicą mamy ogromną nadzieję, że ta seria zostanie kontynuowana, a nawet... zekranizowana! Polecamy z całego serca, nie tylko na pochmurne, jesienne wieczory. 

Tę książkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu Skrzat. :)

sobota, 3 października 2015

Jerzy Szczudlik - "Pam-Pam-Pam"

Tytuł: Pam-Pam-Pam
Autor: Jerzy Szczudlik
Wydawnictwo: ElSet
Rok wydania: 2013 
Liczba stron: 48
Ocena: 8/10

Opis:

Więzi rodzinne i miłość są w stanie pokonać każdą odległość, nawet tę między Anglią, w której znajduje się rodzinny dom małej Mai i jej pluszowego królika a północą Polski, gdzie mieszkają dziadkowie. Codziennością Mai jest polsko-francuska rodzina i staroangielski dom w Oksfordzie, więc bardzo rzadko może widywać się z dziadkami w ich leśnym domku. 
Z tęsknoty za wnuczką, powstały magiczne opowieści o przygodach Mai i jej pluszaka Pam-pama. Ich autor Jerzy Szczudlik jest również twórcą tekstów piosenek, wierszy i limeryków, opowiadań, a także sztuk scenicznych. „Pam-pam-pam" to druga część przygód złotowłosej dziewczynki, tym razem Maia broni Ziemian przed naporem sztucznej inteligencji.

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia uczy i bawi. W krainie pociągów"

Tytuł: Basia uczy i bawi. W krainie pociągów
Autor: Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 13.07.2015
Liczba stron: 64
Ocena: 9/10

Opis:
Tłum na peronie, pociągi towarowe i osobowe, Misiek Zdzisiek jako kontroler biletów… Wyprawa do krainy pociągów może okazać się wspaniałą przygodą. Zeszyty „Basia uczy i bawi” przygotowują dziecko do szkoły: ćwiczą logiczne myślenie, rozwijają wyobraźnię.

czwartek, 13 sierpnia 2015

Bartłomiej Trokowicz - "Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach?"

Autor: Bartłomiej Trokowicz
Tytuł: Pan Misio. Czy lisy śnią o gadających kurach?
Wydawnictwo: RW2010
Data wydania: 2015
Ilość stron: 156
Ocena: 9/10

Opis:

Poznaj Las i jego mieszkańców. Czy lisy śnią o gadających kurach, a wilki o puszystych ogonach? Czy rozplotkowana Wiewiórka ułoży sobie relacje z Wilczycą? Czy Szczurek „nic dobrego” przejdzie na jasną stronę mocy? I w końcu, czy Pan Misio, zawsze pomagający innym, sam zostanie uratowany? W opowieści „Pan Misio” spotykamy gromadę sympatycznych zwierzaków, uosabiających cechy ludzkie. Pozostają w pamięci na długo i nie sposób się z nimi nie zaprzyjaźnić. Małomówna Niedźwiedzica, rozpolitykowany Bóbr, Kura zdominowana przez Lisa oraz przybyła z miasta Świnka Morska – to tylko niektóre z nich. Poznaj Las i jego mieszkańców. Wzruszająca historia dla małych i dużych czytelników, przyprawiona nietuzinkowym poczuciem humoru. Wspaniałe ilustracje autorstwa Dalii Żmudy-Trzebiatowskiej pięknie uzupełniają tę magiczną, mądrą opowieść.

Recenzja:


Czy wspominałam już, że kocham opowieści Ezopa, gdzie głównymi bohaterami są zwierzęta, a morał goni morał? Pan Miś wraz ze swoimi towarzyszami bez wątpienia do grona futrzaków należą, jednak... czy można w jakimś stopniu porównać twórczość Bartłomieja Trokowicza do dzieł greckiego bajkopisarza?

Pan Misio pod względem objętości tekstu jest raczej niewielką elektroniczną książeczką - 156 stron, duża czcionka, do tego na niektórych stronach witają nas wspaniałe ilustracje Dalii Żmuda-Trzebiatowskiej. Jednak w tym przypadku mniej wcale nie oznacza gorzej. Pana Misia czyta się szybko i z przyjemnością, nie idzie się nudzić przy tej lekturze. Od razu widać, że autor postawił bardziej na fabułę i rozrywkę czytelnika niż artystyczne ekscesy. W dialogach nie brakuje swobodnie wprowadzanego humoru, opisywani bohaterowie oraz sam las nie tylko bawią, ale i pouczają czytelnika. Dorosłemu połykaczowi książek nietrudno wyłapać jakże prawdziwe nawiązania do ludzkiej społeczności. Spójrzmy choćby na Wilka, który po zostaniu ojcem, nie mógł już tak swobodnie wybierać się na jagódki z niedźwiedzim przyjacielem, choć jego dama była bardzo wyrozumiała w tej kwestii. No, może nie we wszystkich aspektach...

– To co? Idziemy na jagódki?
Wilk lekko się spłoszył.
– Chodźmy na te jagódki, ale nie za daleko, bo muszę pilnować szczeniąt. Tylko tyle, żebym nadal je słyszał.
I poszli.
Leżąca w krzakach Wadera patrzyła za nimi obojętnie. Wiadomo, faceci muszą mieć swoje
przyjemności. A Wiewiórce to ona pokaże zamiatanie puszystym ogonem…

Wszyscy mieszkańcy lasu są wyjątkowymi bohaterami. Autor nadając im cechy ludzkie, kierował się również przymiotami danych zwierząt. Przedstawił społeczność swoich bohaterów w niebanalny sposób, może nieco przypominający ten w - chyba znanej wszystkim - bajce O czym szumią wierzby. Wszystkie postaci żyją bowiem w zgodzie, choć nie brakuje tutaj czarnych charakterów. Jednakże zło nie do końca jest tu złem, dobro dobrem, a największych bohaterem może być najmniejszy. Zupełnie jak w prawdziwym życiu.

Przyznam szczerze - zakochałam się w Panu Misiu. I powtórzę czyjąś myśl (przepraszam, nie pamiętam w czyjej recenzji to przeczytałam): gdzie do diabła jest wydanie papierowe? Dlaczego Pan Misio dostępny jest tylko w e-booku? Na rynku nie brakuje książek, które bardziej odstraszają młodego czytelnika niż zachęcają do czytania swoją lekturą. W tym przypadku mamy świetną powieść nie tylko dla dziecka, ale i dla dorosłego. Nawet moja średnio lubiąca czytać bratanica wciągnęła się w leśne przygody. To o czymś świadczy, prawda?

Pana Misia polecam wszystkim - bez względu na wiek, płeć, jasną czy ciemną stronę mocy - tę książkę naprawdę warto przeczytać. Nie brakuje w niej pouczających wątków z morałem i - chociaż Pan Bartłomiej greckim bajkopisarzem nie jest - jest to naprawdę przyjemna lektura, a uśmiech wywołuje od ucha do ucha. Liczę na kontynuację, a autorowi życzę doczekania się papierowej publikacji!

Tę książkę zrecenzowałam dla Was dzięki Bartłomiejowi Trokowiczowi. Autorowi bardzo dziękuję za świetną zabawę. :)

czwartek, 16 lipca 2015

Rafał Klimczak - "Przygody nudzimisiów"

Autor: Rafał Klimczak
Tytuł: Przygody nudzimisiów
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 112
Ocena: 10/10

Opis:

W krainie nudzimisiów jak zwykle dużo się dzieje. Hubek bawi się skonstruowaną przez Czarusia maszyną do robienia chmur. Postanawia poeksperymentować, co kończy się wielkim… bum! Tymczasem w świecie ludzi pomocy potrzebuje Ludwiczek. Dzięki pomysłowemu Hubkowi odkrywa, że nudne wcześniej szachy są niezwykle fascynującą grą. 
Nudzimisie nie zostawiają w potrzebie także Julki. Wykorzystując swoje budowlane talenty, pomagają dziewczynce odzyskać zainteresowanie koleżanek. Nikt przecież nie lubi bawić się sam! Zupełnie nie przeszkadza to Aldebardowi, którego Hubek zabiera na… plantację kakaowca. Po co i w jakim celu? Tego dowiedzcie się już sami!

środa, 15 lipca 2015

Agnieszka Urbańska - "Nie taki smok straszny"

Autor: Agnieszka Urbańska
Tytuł: Nie taki smok straszny
Wydawnictwo: Skrzat
Data wydania: 2015
Liczba stron: 64
Ocena: 5/10

Opis:

Pewnego dnia na balkon mieszkania Grzesia i jego rodziców, prosto do kartonowego pudełka po telewizorze spada… jajko. 
Ale nie kurze czy też kacze. To wielkie jajo, z którego wykluwa się najprawdziwszy smok Cudok. Przedszkolak Grześ, choć sam jeszcze mały, otacza opieką malucha. Razem odkrywają uroki zabawy w rakiecie i na zjeżdżalni. Lądują też na czubku najwyższego w okolicy drzewa. Niechcący straszą pewną panią w parku i o mało co nie powodują pożaru w pokoju Grzesia… 
Ale to nie wszystko. Lektura książki naprawdę Was zaskoczy!

czwartek, 18 czerwca 2015

Zofia Stanecka, Marianna Oklejak - "Basia i wyprawa do lasu"

Tytuł: Basia i wyprawa do lasu
Autor: Zofia Stanecka, Marianna Oklejak
Wydawnictwo: EGMONT
Data wydania: 03.06.2015
Liczba stron: 24
Ocena: 8/10

Opis:

Rodzina Basi wybiera się na wycieczkę do lasu. Jak tu pięknie! Można posłuchać śpiewu ptaków, szukać tropów zwierząt, zbierać grzyby. A może nawet uda się zobaczyć mieszkańców lasu... 
Warto wsłuchać się w głosy przyrody.

Recenzja:

Lato zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim wyjazdy nad morza, góry, jeziora, lasy. Uwielbiana zarówno przez małych czytelników, jak i tych starszych Basia również wybiera się do jednego z tych miejsc. Jednakże czy istnieje w ogóle szansa, by taka niesforna dziewczynka odnalazła się na łonie natury? Oczywiście, że tak - ale nie bez zabawnych komplikacji.
Basia i wyprawa do lasu to kolejna opowieść Zofii Staneckiej o przygodach małej łobuzicy. Tym razem Basia musi poradzić sobie w doprawdy trudnej sytuacji, wręcz survivalowej - staje twarzą w twarz z dziką naturą! Dla bohaterki to nie lada wyzwanie oraz dobra zabawa. Tak samo dla czytelnika, bowiem Basia po raz kolejny rozbawia do łez!

- To po co nam scyzoryk? - Basia wróciła do dawnego tematu.
- Do ścinania grzybów. Jedziemy do lasu, żeby zbierać prawdziwki, koźlarze, kurki i maślaki.
- O nie! Misiek Zdzisiek i ja nie będziemy zbierać kur i ślimaków! - zaprotestowała Basia.

W tej leśnej opowieści nie raz dochodzi do komplikacji - jednych śmiesznych, innych mrożących krew w żyłach. W końcu wszystkie dzieci myślą, że w lesie czają się wilki i niedźwiedzie gotowe ich pożreć! Na szczęście, jedynymi stworami, które spotyka Basia z Miśkiem Zdziśkiem oraz rodziną są dzięcioły i... (tajemnica). Poza umiejętnością zbierania grzybów dziewczynka ma szansę poznać również tajniki tropienia.
- Będziemy szukać kup zamiast grzybów? - spytał Janek.
- Wtedy przynajmniej coś znajdziemy - mruknęła mama.

Oczywiście, jak w to lesie bywa, nie zabraknie i jego negatywnych elementów, a dokładnie wiosenno-letniego koszmaru wszystkich ludzi - komarów! Jednakże wyprawa do lasu to nie jedyna atrakcja, która spotyka naszą małą bohaterkę. Basia spędza noc w leśniczówce i poznaje prawdziwego leśniczego, który - o dziwo - nie przypomina tego z bajki o Czerwonym Kapturku. A pod koniec wyprawy... Nie, tego już Wam nie zdradzę, ale wiedzcie, że niesforne łobuzice bardzo lubią wyprawy do lasów. I wsłuchiwanie się w odgłosy natury...

Basię i wyprawę do lasu polecam równie mocno, jak i pozostałe opowiadania o owej dziewczynce. Twórczość Zofii Staneckiej bawi nie tylko dzieci, ale i o dorosłych. Przy przygodach Basi można spędzić miło czas, a młodzi czytelnicy mają szansę wiele się nauczyć. Kolorowe ilustracje Marianny Oklejak wywołają uśmiech nie na jednej twarzy.

Tę książeczkę zrecenzowałam dla Was dzięki Wydawnictwu EGMONT! :)

środa, 13 maja 2015

Megan McDonald, Peter H. Reynolds - "Wielka księga psot. Hania Humorek"

Autor: Megan McDonald, Peter H. Reynolds
Tytuł: Wielka księga psot. Hania Humorek
Wydawnictwo: Egmont
Rok wydania: 2015
Ilość stron: 375 
Ocena: 8/10

Opis:

Najzabawniejsza Hania na świecie wraca! Tym razem wraz ze Smrodkiem będzie musiała spędzić wakacje u… Strasznej Cioci. A co gorsza – zgubi szczęśliwą monetę, którą dostała od babci. Wszystko odwróci się do góry nogami. Czy dziewczynce uda się przywrócić porządek? W Wielkiej księdze psot znajdziesz tomy: Hania Humorek i wakacje z dreszczykiem oraz Hania Humorek i wielki pech.

sobota, 9 maja 2015

Joke van Leeuwen - Ćwir!


Autor: Joke van Leeuwen
Tytuł: Ćwir!
Wydawnictwo: Dwie siostry
Liczba stron: 176
Ocena: 8/10

Opis:

Budząca uśmiech i wzruszająca historia o inności, która wymyka się rozumieniu i... z rąk.
Ptakodziewczynka. Albo dziewczynkoptak. Albo coś pomiędzy. Właściwie nie wiadomo, kim jest Ptyś. Pewnego dnia Walter po prostu znajduje ją pod krzakiem i zabiera do domu. Jego żona Tina chce ją wychować jak własne dziecko. Tylko że Ptyś potrzebuje wolności – i nie daje się zatrzymać.
Książka napisana niekonwencjonalnym językiem, zabawnie i sugestywnie zilustrowana przez autorkę.
Powieść przetłumaczono na kilkanaście języków, zaadaptowano na sztukę teatralną i film, a także wyróżniono najważniejszymi nagrodami dla niderlandzkojęzycznej książki dziecięcej, między innymi Złotą Sową i Srebrnym Rysikiem.


środa, 11 lutego 2015

Edyta Łaszkiewicz - "Niezwykłe światy Arabelki"

Autor: Edyta Łaszkiewicz
Tytuł: Niezwykłe światy Arabelki
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 128
Ocena: 8/10

Opis:

Pewnego dnia Arabelka postanawia odkryć tajemnicę opuszczonego domu. Po wejściu do niego odnajduje ścieżkę prowadzącą wprost do... głębokiego lasu. Tam spotyka kobietę, z którą wyrusza w niesamowitą podróż. Poznaje m.in. Miasto z innego świata, Podwodne Miasteczko, Wyspy Makaronowe, Krainę Dłoni, a także Muzeum Osobliwości. Wraz z nowymi przyjaciółmi: Lisią Dziewczynką, Haroldem, Trojaczkami, Edwardem, Karolinką udaje jej się przeżyć niezwykłe przygody. 

środa, 4 lutego 2015

Edyta Łaszkiewicz - "Akademia wyobraźni"

Autor: Edyta Łaszkiewicz
Tytuł: Akademia Wyobraźni
Wydawnictwo: Skrzat
Rok wydania: 2013
Ilość stron: 124
Ocena: 7/10

Opis:


Chciałbyś, aby rzeczy, o których marzysz, nagle pojawiały się przed Tobą? Wydaje Ci się to niemożliwe? Poznaj dzieci, podobne do Ciebie, które pewnego dnia trafiają w tajemnicze miejsce.

Zapraszamy do Akademii Wyobraźni. Wiktoria, Amelia, Mateusz, Latający Chłopiec – to niektórzy szczęśliwcy, którym udaje się wejść do świata ich wyobraźni. Dowiedz się, o czym marzą, dlaczego akurat im udaje się poznać Złotego Pana oraz Największego Kreatora Wyobraźni i jak to miejsce zmieni ich życie.


piątek, 12 września 2014

Neil Gaiman - "Na szczęście mleko..."

Autor: Neil Gaiman
Tytuł: Na szczęście mleko...
Wydawnictwo: Galeria Książki
Data wydania: 2013
Ilość stron: 160
Ocena: 10/10

Opis:

Wiecie, jak to jest, kiedy mama wyjeżdża służbowo, a tato zajmuje się domem. Mama zostawia mu długą, naprawdę długą listę spraw, których ma dopilnować. A najważniejsze z poleceń brzmi: NIE ZAPOMNIJ KUPIĆ MLEKA!
Niestety, tato zapomina. Dlatego rano, jeszcze przed śniadaniem, musi iść do sklepu na rogu. A to jest opowieść o tym, dlaczego tak długo trwało, zanim wrócił.
Występują: profesor Steg (podróżujący w czasie dinozaur), kilka zielonych śluzowatych stworów, królowa piratów, słynny klejnot będący Okiem Sploda, kilka wumpirów oraz całkiem normalny, ale bardzo ważny karton mleka.

Recenzja:

Neil Gaiman jest jednym z tych pisarzy, których przedstawianie jest rzeczą zbędną, gdyż ciężko mi uwierzyć w to, że na świecie istnieje ktoś, kto choćby nie słyszał o jego twórczości (jeśli egzystujesz takowy osobniku, to lepiej czym prędzej nadrób braki, bom w kwestii Gaimana bezlitosna!). Kreuje on swoje historie zarówno dla dzieci, jak i dorosłych, a Na szczęście mleko... jest jedną z jego książek, które definitywnie są pozycją dla młodszych, chociaż sama, mimo niemalże dwudziestki jedynki na karku, bawiłam się przy niej przednio!

Rozpoczynając swoją przygodę z Na szczęście mleko..., a właściwie z jej ilustracjami (och, te moje zamiłowanie do rysunków!), odniosłam wrażenie, że głównym bohaterem, opowiadającym niesamowitą historię ojcem, jest sam autor (w kwestii wizualnej są niemalże identyczni, musicie przyznać). Pozostałe postaci, ukazane równie barwnie (a właściwie w kwestii optycznej bezbarwnie – bo w książeczce nie uraczymy kolorowych obrazków), są po prostu komiczne! Nie brakuje tutaj Bladego i Interesującego Edvarda, jak i innych wumpirów (Nosveratu, Hrabiny Valerii i Zmierzchovej Ziny); Policji Galaktycznej w postaci dinozaurów, wśród której niezaprzeczalnie króluje Sędzia Rexx; czupurnych Piratów, na których statku spotkamy m.in. Kapitana Haka i Wspaka oraz wiele innych postaci, takich jak Spodl – bóg ludzi o krótkich i śmiesznych imionach, śluzowatych obcych, niesamowitego profesora Stega i – oczywiście – samo mleko! A to jeszcze nie wszyscy bohaterowie!

Oczywiście, poza wspaniałymi rysunkami Chrisa Riddella, Na szczęście mleko... zachwyca również swoją zawartością merytoryczną. Ze stronic tej bajki wylewają się zapierające dech w piersiach przygody, pełne zwrotów akcji i nieszablonowych bohaterów (jak już wspomniałam o tym wcześniej), a o nudzie nie ma tutaj mowy! Być może została wyssana przez jakiegoś wumpira, porwana przez obcego lub unicestwiona przez piratów - kto wie? W każdym bądź razie Gaiman znalazł miejsce w swojej opowieści dla rozkosznych kucyków, ale dla nudy już nie. 

Warto również dodać, że Gaiman w Na szczęście mleko... odrobinę sparodiował postacie z innych książek i nie wątpię, że domyślicie się z jakich - Kapitan Hak i Wspak oraz Blady i Interesujący Edvard są z pewnością najbardziej sugestywnym postaciami, których obecność rozbawi nie jednego czytelnika do łez. 

- Jestem jeszcze dalej od moich dzieci i naszego śniadania - poskarżyłem się.
- Masz swoje mleko - zauważył. - A póki jest mleko, jest nadzieja.

Na szczęście mleko... polecam przede wszystkim młodszym czytelnikom, ale zarówno dzieci, jak i starsi książkowi weterani, bez wątpienia spędzą przy tej nietypowej książeczce miłe chwile. Jest to ani chybi idealna pozycja na prezent dla szkraba, bo historia, jak i ilustracje, zostają w pamięci na długo, a już na pewno wywołują szeroki uśmiech na twarzy.


Na szczęście ja mleko mam! ;)

środa, 9 lipca 2014

Chris Priestley - "Opowieści grozy wuja Mortimera"


Autor: Chris Priestley
Tytuł: Opowieści grozy wuja Mortimera
Wydawnictwo: Egmont
Data wydania: 2010
Ilość stron: 216
Ocena: 10/10

Opis:

Wuj Edgara mieszka w starym domu za lasem. Chłopiec jest pewien, że gdy biegnie do niego ścieżką przez zarośla, wiejskie dzieciaki obserwują go ukryte wśród drzew, ale nie zamierza okazywać strachu.
Pewnego dnia wuj Edgara opowiada mu kilka niesamowitych historii, a na dowód, że każda z nich zdarzyła się naprawdę, pokazuje niezwykłe eksponaty: maleńką laleczkę, pozłacaną ramę, stary mosiężny teleskop… Jak wuj Mortimer wszedł w posiadanie tak ponurej kolekcji przedmiotów, na których ciąży straszliwa klątwa?
Nie ma czasu na odpowiedź. Edgar musi wrócić do domu przed zapadnięciem zmroku… ale może odpowiedzi czają się właśnie w ciemnym lesie?

Recenzja:

Opowieści grozy są nieodłączną częścią mojej osoby. Będąc jeszcze dzieckiem zaczytywałam się namiętnie w powieści Brama Stokera i Stephena Kinga, przemycane przez starszą koleżankę, której jestem winna podziękowania za setki nieprzespanych nocy i ówczesny strach przed ciemnymi miejscami. Opowieści grozy wuja Mortimera uznałam za świetny powrót do koszmarów dzieciństwa, ale w znacznie delikatniejszym stylu. To było z mojej strony wyjątkowo naiwne myślenie, bo bez wątpienia nie poleciłabym tych historii młodszym czytelnikom (a przynajmniej nie z czystym sumieniem)!

Tytułowy wuj Mortimer jest nieco zdziwaczałym człowiekiem. Jego przestarzały dom jest pełen jednocześnie niesamowitych i przerażających przedmiotów. Na prośbę swojego bratanka, Edgara, zamienia się w gawędziarza, opowiadającego historię każdego eksponatu. Jednakże jego opowieści bardziej przypominają twory pana Poe w wersji light, niżeli bajeczki ze szczęśliwymi zakończeniami na dobranoc. Młody Edgar, początkowo sceptycznie nastawiony co do prawdziwości tworów, stopniowo zaczyna tracić swoją pewność. Czy jego wuj postradał zmysły, czy koszmarne opowieści Mortimera są prawdą?

Pierwszą rzeczą, którą zrobiłam, nim zabrałam się za czytanie Opowieści grozy wuja Mortimera, było dokładne przestudiowanie szaty graficznej ów książki. Od razu pokochałam zawarte w niej ilustracje, które są utrzymane w groteskowo-gotyckim klimacie. Właściwie, to ciężko było mi oderwać od nich zachwycone oczy i ten sam problem miałam z oderwaniem się od treści. Styl pisania Chrisa Priestley'a jest po prostu niesamowity; dojrzały, a jednocześnie mający w sobie coś z bajki, budzący grozę, a jednak posiadający jakiś drobny morał i pozytywną iskierkę. Mimo braku szczęśliwego zakończenia i dość makabrycznych wizji autora, ta niepozorna książeczka wniosła w moje życie bardzo wiele i nie mam tu na myśli tylko strachu. Po prostu... sama nie wiem. Być może brakowało mi powieści grozy, w których (zamiast rozlewu krwi i bijącej w tęczówki przemocy) są zawarte historie budzące prawdziwy niepokój, dodatkowo spotęgowany dziecięcymi bohaterami? Ponadto każda opowieść wuja Mortimera jest niezaprzeczalnie oryginalna, a sam pomysł przedstawienia ów postaci nagrodziłabym medalem. Nieprzewidywalne zakończenie sprawiło, że gdybym mogła, to ucałowałabym autora i poprosiła o więcej, bo - bądźmy szczerzy - już uzależniłam się od Chrisa Priestley'a i już nie mogę doczekać się kolejnej dawki jego narkotycznych opowieści!

Opowieści grozy wuja Mortimera polecam miłośnikom horrorów, gęsiej skórki i bajek, nie do końca przeznaczonych dla dzieci. No i, biorąc pod uwagę moje nieczyste sumienie, polecam tę książkę również i młodszym czytelnikom, co by się im lepiej pod kołdrą i dziesięcioma kocami spało. 3:)

wtorek, 3 czerwca 2014

Jimmy Liao - "Dźwięki kolorów"


Autor: Jimmy Liao
Tytuł: Dźwięki kolorów
Wydawnictwo: Officyna
Data wydania:2012
Ilość stron: 128
Ocena: 10/10

Opis:

W tej zapierającej dech, poruszającej książce, młoda niewidoma dziewczyna podróżuje od jednej stacji metra do następnej – odbywając w tym samym czasie podróż w wyobraźni, która zabiera ją do nieprawdopodobnie pięknych miejsc. Pływa z delfinami i opala się leżąc na grzbiecie wieloryba, fruwa z ptakami i jedzie na stację gdzie kończy się świat. 

Recenzja:

Siedząc w niedzielne popołudnie na zielonej trawie, zapragnęłam powrócić do bajkowych krain dzieciństwa. Mój traf padł na Dźwięki kolorów Jimmy'ego Liao, które mimo przeznaczenia dla młodszych czytelników, wydały mi się ciekawą alternatywą także i dla dorosłego osobnika.

Wielkie to szczęście nie wiedzieć dokładnie, na jakim świecie się żyje.

Powyższy cytat z wiersza Wiesławy Szymborskiej nabiera w opowieści niewidomej dziewczynki nowego znaczenia. Wbrew pozorom, życie bohaterki wcale nie jest pozbawione kolorów. Wręcz przeciwnie - pozbawiona zmysłu wzroku, może pochwalić się barwną wyobraźnią, która zmienia każdy jej dzień w niesamowitą przygodę. Jedyną przeszkodą w życiu dziewczynki jest zrozumienie otaczającego ją świata.

Ludziom w metrze tak okropnie się śpieszy.
Czy ktoś czeka na ciebie przy wyjściu na górze? 

Na szczęście, bohaterka szybko zapomina o przykrościach i niedogodnościach, które ją spotykają i szybko powraca do swoich fantastycznych wędrówek w ogromnych, szmaragdowych labiryntach, do szybowania razem z ptakami i wielu innych, na pozór niemożliwych czynności. 

Wczorajsze smutki już poszły w niepamięć.
Udało się zapomnieć? To znaczy - było nieważne.

Mimo swojego irracjonalnie marzycielskiego uosobienia, bohaterka jest bardzo dojrzała. Bardzo poetycko podchodzi do opisywanego przez siebie świata, a niektóre jej pragnienia aż rażą zwyczajnością i budzą w czytelniku... smutek. 

Kto chciałby przeczytać mi wiersz
przy oknie, o zmierzchu?   

Opowieść niewidomej dziewczynki oscyluje pomiędzy rzeczywistością, a światem, w którym wszystkie jej pragnienia stają się prawdą. Bohaterka przekonana jest o tym, że czuwa nad nią anioł, a jej wiara w stróża przelewa ciepło w serce czytelnika. Wspaniałe, barwne ilustracje potęgują to uczucie i pozwalają zrozumieć świat, którego nie jesteśmy w stanie pojąć. Trzeba go zwyczajnie doświadczyć. Zamknąwszy oczy i starając się zrozumieć otoczenie, jesteśmy zaledwie w stanie liznąć miejsca, w których była bohaterka. Być może marzenia są łatwiejsze, gdy nieznana jest nam prawdziwa twarz świata?

W końcu zrozumieli, że chyłkiem ukryłam szklane pantofelki.

Dźwięki kolorów polecam bezapelacyjnie wszystkim. Ta lektura nie tylko budzi w człowieku mnóstwo emocji, ale także zmusza czytelnika do wielu refleksji, nie tylko na temat życia. W mojej pamięci i sercu zostanie na bardzo długo. Może i mi uda się kiedyś ukryć szklane pantofelki...?

sobota, 18 stycznia 2014

Amanda Marrone - "Devoured"

Autor: Amanda Marrone
Tytuł: Devoured
Wydawnictwo: Simon Pulse
Data wydania: 2009
Ilość stron: 304
Ocena: 6/10

Opis:

Bliźniacza siostra Megan, Remy zginęła w wypadku dziewięć lat temu. Od tego czasu dziewczyna była nawiedzana. Wiedząc, jak szalenie to brzmi, Megan trzyma to w sekrecie i stara prowadzić normalne życie. Ale gdy bierze wakacyjną pracę w Zaczarowanej Krainie, by mieć oko na swojego nowego chłopaka i jego chorą z miłości, najlepszą przyjaciółkę, Samanthę, poznaje swojego współpracownika Luke'a, który też widzi Remy. Rzeczy stają się jeszcze bardziej pokręcone, ponieważ nowa przyjaciółka Megan – Ari obnosi się ze swoim zadurzeniem w Luke'u, który wydaje się być coraz bardziej zakochany w Megan... powodując miłosny trójkąt, który jest niepodważalnym opętaniem.
Megan chce trzymać Luke'a na dystans, ale gdy wizje Remy stały się furiackie, wie że potrzebuje jego pomocy. Ponieważ ktoś jest definitywnie w niebezpieczeństwie... zostaje jednak pytanie, kto? 


Recenzja:

Na tę pozycję trafiłam totalnie przez przypadek, kiedy buszowałam sobie w internecie. Opis całkiem nieźle mnie zaintrygował, a okładka naprawdę mi się spodobała. Nie myślałam zbyt długo nad tą książką, po prostu postanowiłam w jak najszybszym czasie się z nią zapoznać. I tak też się stało.
Tyle, że praktycznie w całości zawiodła moje oczekiwania.

Fabuła jest oryginalna i wciągająca. Zdecydowanie nie ma na rynku książki, która byłaby napisana w takim... stylu. Po opisie nie widać tego, jaka jest prawdziwa tematyka tej książki, albo raczej, na jakiej bajce jest ona odwzorowywana. Jednak już po kilku stronach wszystko wydaje się zrozumiałe i akcja po prostu mknie dalej.
Najbardziej jednak zaskoczyła mnie końcówka książki. Gdyby całość książki wyglądała tak, jak zakończenie... To  nazwałabym tą książkę bardzo dobrym kryminałem fantastycznym. Początek jednak nie wyszedł autorce, co skreśla szansę książki na wyższą ocenę ogólną.
Szkoda, że większość wydarzeń jest po prostu możliwa do przewidzenia. Sądzę, że można by bardziej się przyłożyć i dopracować tę pozycję...

Główna bohaterka, jest całkiem zwykłą nastolatką, z chłopakiem, najlepszą przyjaciółką i masą innych problemów. Niektóre z nich już nie są tak codzienne, bo kto normalny widzi ducha swojej zmarłej bliźniaczki?  Niemniej Megan jest całkiem sympatyczną postacią i naprawdę ją polubiłam.
Remy wydawała mi się postacią negatywną, ale pod koniec książki całkowicie zmieniłam swoje poglądy na jej temat.

Autorka pisze w miarę lekko, więc książeczkę czyta się naprawdę łatwo. Z każdą stronę czytelnik wciąga się w fabułę coraz bardziej i bardziej. Jest to zdecydowanym plusem tej pozycji. Mam nadzieję, że Wam również spodoba się jej "pióro".

Zdradzę też, że okładka nawiązuje do motywu przewodniego książki i wyboru, jakiego musiała dokonać Megan.
Książkę polecam wszystkim fanom całkiem mocnych i niecodziennych książek. Jeśli będziecie tak zszokowani jak ja podczas czytania, to znaczy, że wasza reakcja przypomina pewnie reakcje wszystkich ludzi, którzy mieli już okazję zapoznać się z tą pozycją.

Wasza Iwi :)

wtorek, 14 stycznia 2014

Jodi Picoult, Samantha van Leer - "Z innej bajki"

Autorzy: Jodi Picoult, Samantha van Leer
Tytuł: „Z innej bajki”
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Data wydania: 2 kwietnia 2013
Ilość stron: 312
Ocena: 5/10

Opis: 

Prawdziwe bajki nie są dla ludzi o słabych nerwach. Dzieci są ścigane przez wilki i zjadane przez czarownice; kobiety zapadają w śpiączkę i padają ofiarą niegodziwych członków rodziny. Ale cały ten ból i męczarnie wynagradza im zakończenie: długo i szczęśliwie. Nieważne, że na półrocze dostałaś cztery minus z francuskiego i jako jedyna dziewczyna w szkole nie masz pary na bal semestralny. Długo i szczęśliwie to balsam na rozkołatane serce.
Piętnastoletnia Delilah McPhee ma pecha. Nielubiana przez rówieśników, najchętniej siedziałaby z nosem w książce. Pewnego razu czyta bajkę o Oliverze, księciu spryciarzu – i ku swemu zdziwieniu nie może się od niej oderwać. Któregoś dnia słyszy głos płynący z kartki i dowiaduje się, że książę planuje ucieczkę. Czy Delilah pomoże Oliverowi wydostać się z bajki? A może… sama się w niej znajdzie?

Recenzja:

Bez wątpienia wiele czytelniczek marzy o tym, aby spotkać w prawdziwym świecie swojego ukochanego, fikcyjnego bohatera. Jedne pragną poznać księcia z bajki, inne czarny charakter o anielskiej twarzy, jeszcze kolejne z przyjemnością przyjęłyby pod swój dach takiego Geralta z Rivii. Osobiście należę do tej ostatniej grupy, natomiast główna bohaterka Z innej bajki (jak wskazuje na to już sam tytuł) – pierwszej. 

Otóż, Delilah McPhee nie jest zbyt lubiana przez rówieśników, głównie za sprawą przypadkowego uszkodzenia najlepszej cheerleaderki. Dziewczyna, odczuwając samotność, zagłębia się w świecie książek i głównie z nich czerpie radość. W bibliotece przypadkiem natrafia na egzemplarz Z innej bajki, w którym zakochuje się od pierwszych stron. Główny bohater, książę Oliver, staje jej się bliski za sprawą na pozór drobnego podobieństwa pomiędzy nimi – ów fikcyjna postać, tak jak i ona, wychowuje się bez ojca. Delilah nie potrafi rozstać się z bajką, aż pewnego dnia zauważa w niej drobną zmianę. Wkrótce rysunkowa postać Olivera przemawia do niej i prosi ją o pomoc w wydostaniu się z bajki. Czy dziewczyna sprosta temu zadaniu? 

Z innej bajki jest moim pierwszym spotkaniem z Jodi Picoult, więc dość ciężko powiedzieć mi coś o samym stylu autorki, gdyż bez wątpienia wpływ na niego miała także i jej córka, Samantha van Leer, która jest współautorką. Muszę przyznać, że powieść czyta się szybko i całkiem przyjemnie, choć chwilami miałam jej serdecznie dość. Wręcz namacalnie można miejscami wyczuć pisanie na siłę i koszmarne przeskoki w akcji, przez które dwukrotnie odłożyłam książkę. Tak samo niektóre elementy fabuły wołają o pomstę do nieba i nie brakuje tutaj niejasności oraz niezgodności z całością. Być może autorki przesadziły z naiwną bajkowością? Trudno powiedzieć, lecz jako miłośniczka baśni muszę przyznać, że nie najlepiej im to wyszło. Zresztą sama Jodi Picoult przyznała na wstępie, że nie raz musiała ganiać córkę do pisania. Być może właśnie przez to bohaterowie nie są zbyt ciekawie wykreowani (poza przyjaciółką głównej bohaterki, Jules, którą jako jedyną polubiłam), a w fabule występują zgryzy. Sam motyw tego, co fikcyjne postacie robią, gdy nikt nie czyta książki, wydaje mi się żywcem przerysowany ze znanej bajki Toy Story, choć muszę przyznać, że w owym animowanym filmie nie występują syreny feministki ani piraci dentyści. Takie dziwy, to tylko w powieści Jodi Picoult i Samanty van Leer!   

Każdy zasługuje na szczęśliwe zakończenie.

Bez wątpienia, do największych plusów Z innej bajki należy niesamowita oprawa graficzna i ciekawy podział rozdziałów. Historię Delilah i Olivera poznajemy z obu punktów widzenia, a także mamy szansę dowiedzieć się co nieco o oryginalnej baśni, dla której przeznaczono kilka krótkich rozdziałów (i tutaj ubolewam, bo mimo swojej śmieszności, wolałabym poznać całość baśni, a nie jedynie jej fragmenty). Właściwie, to jestem niemalże w 100% pewna, że autorce wyszłoby na lepsze wydanie samej baśni, niż książki o ratowaniu księcia z jego własnej waśni. 

Jak już wspominałam, mimo wszystkich wad, całość czyta się szybko i całkiem przyjemnie, jednak bardziej wymagający czytelnik nie odnajdzie się w tej powieści. Jak widać, nie bez powodu Z innej bajki skierowane jest do młodszych czytelniczek i właśnie im tę powieść polecam.